Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

Małgorzata Fuszara


WALKA POLEK O PRAWA WYBORCZE

 

Lubimy, przy różnych okazjach, przypominać polskie tradycje demokracji szla­checkiej oraz stosunkowo wczesne wykształcenie się parlamentaryzmu w Pol­sce. I chociaż uczymy się w szkole o tym, że prawa wyborcze miała w naszym kraju stosunkowo wąska grupa osób, to jednak podkreślamy także, że, jak na sto­sunki europejskie, szlachta polska była dość liczna, a więc prawa te przysługiwały nie tylko bardzo wąskiej elicie. To, co umyka w tej nauce, i wielu analizach, należy do „oczywistości, o których każdy wie” - wykluczenie kobiet, niezależnie od kla­sy społecznej, w skład której wchodziły, z kręgu osób posiadających takie prawa. Jest to jeden z obszarów, na których wykluczenie kobiet nie tylko ma bardzo długą tradycję, ale też należy do takich faktów, które nawet nie są wyjaśniane czy uza­sadniane, a historia pokazuje, że należały one do tej kategorii „oczywistości”, która, już w epoce prawa kodyfikowanego, często była pomijana nawet w regulacjach prawnych. Jako kulturowa „oczywistość” nie budziła zdziwienia, zdumienie wywo­ływały natomiast te kobiety, które w drugiej połowie XIX wieku domagały się pra­wa do udziału w wyborach. W Polsce jeszcze jedna tradycja wydaje się być bardzo głęboko zakorzeniona - jest to przekonanie, że Polki „otrzymały” prawa wyborcze bez wysiłku, bez sprzeciwu znaczących grup czy osób, bez walki o ich uzyskanie. Dopiero w ostatnich latach, w ramach odkrywania her-story, powracają do nas tek­sty polskich sufrażystek z przełomu XIX i XX wieku i powstają analizy dotyczące walki Polek o uzyskanie praw wyborczych. Warto poświęcić uwagę tej historii i za­dać sobie pytanie o podobieństwa i różnice między ówczesnym a obecnym udzia­łem kobiet w polityce.

 

Pierwsza fala polskiego feminizmu

i specyficzne warunki jego powstania

Powstawanie polskiego ruchu feministycznego pod koniec XIX wieku, kiedy wykształcał się on w większości krajów europejskich, napotykało na przeszkody wynikające ze specyficznej sytuacji - brak suwerennego państwa miał bowiem wpływ także na prawa kobiet, w tym na ubieganie się przez nie o prawa wyborcze.

Na przełomie XIX i XX wieku, gdy we wszystkich krajach Europy aktywne były organizacje kobiece, ubiegające się o prawa wyborcze kobiet, ziemie polskie były podzielone granicami, w poszczególnych zaborach obowiązywały odmienne regu­lacje prawne. Brak niepodległości wpływał jednak przede wszystkim na powstające w XIX wieku organizacje kobiece. To, co było dla nich charakterystyczne, to silny związek z walką o niepodległość narodową. Ruch kobiecy w Polsce, od początku jego powstania w XIX wieku, był silnie związany z walką o niepodległość, a jego uczestniczki odczuwały często daleko idące skutki politycznego zaangażowania. Najlepiej znanym przykładem są „Entuzjastki”, czyli pierwsza zorganizowana grupa kobieca, której celem była poprawa statusu kobiet, zwłaszcza w dziedzinie edukacji. Grupa działała w Warszawie w latach 1840-1850, zaangażowana była w nielegalną działalność polityczną związaną z walką o odzyskanie przez Polskę niepodległości i z tego powodu działaczki spotkały prześladowania polityczne. Większość aktywistek, z najbardziej znaną entuzjastką - Narcyzą Żmichowską na czele - została uwięziona przez władze rosyjskie, a następnie skazana na osie­dlenie poza Warszawą, co położyło kres działalności tej grupy.

Prześladowania polityczne spotykały więc kobiety przede wszystkim nie z po­wodu ubiegania się o prawa kobiet, ale z powodu walki o odzyskanie niepodległo­ści przez Polskę. Warto podkreślić, że „Entuzjastki” w swoich działaniach na rzecz praw kobiet znalazły grono popierających je i współpracujących z nimi mężczyzn - grupę „Entuzjastów”.

W analizach ruchu kobiecego, który rozwijał się na ziemiach polskich w XIX i w początkach XX wieku, zwraca się uwagę na fakt, że brak niepodległości stano­wił specyficzną barierę utrudniającą przekształcanie się powstających grup kobiet w grupy działające na rzecz ich praw. Odnosi się to zwłaszcza do kobiet organizu­jących i prowadzących nielegalne działania edukacyjne. Ruch ten był bardzo roz­winięty, zwłaszcza na ziemiach będących pod zaborem pruskim, a choć skupiał dobrze wykształcone i aktywne kobiety, ze względu na sytuację polityczną nie miał szans przerodzenia się w ruch emancypacyjny na rzecz równouprawnienia kobiet. Uczestniczki tego ruchu nie buntowały się przeciw tradycji - przeciwnie - tradycja była dla nich najważniejszym systemem pozwalającym na odwoływanie się do pol­skości, do języka, do kultury. Prowadzona przez nie edukacja miała głównie na celu przekazywanie języka polskiego, nauczanie historii Polski, polskiej literatury. Od­woływanie się do tradycji i wartości, do polskiej kultury, do dawnych zwyczajów, było sposobem walki z wpływami zaborców. Nie sprzyjało to natomiast ruchom reformatorskim, działaniom na rzecz zmiany, także na rzecz zmiany relacji między ludźmi, w tym - między mężczyznami i kobietami.

Skomplikowana historia przyczyniła się jednak także do uzyskiwania przez kobiety polskie dość wysokiej pozycji i samodzielności. Kolejne powstania naro­dowe i represje popowstaniowe powodowały śmierć, zesłania, uwięzienie wielu mężczyzn, a w tej sytuacji kobiety stanęły przed koniecznością przejęcia wielu ról, dotąd zarezerwowanych dla mężczyzn. Dotyczyło to zwłaszcza zaboru rosyjskie­go, w którym kolejne pokolenia ponosiły tragiczne skutki powstań narodowych. Dobrym przykładem może być Warszawa, gdzie w 1886 roku wyraźną przewagę wśród mieszkańców miały kobiety: było ich ponad 201 tysięcy, wobec nieco ponad 181 tysięcy mężczyzn, a ponadto tylko 47% dorosłych kobiet stanowiły mężatki. W „nieobecności” mężczyzn i dużej liczbie niezamężnych kobiet, upatrują niektó­rzy autorzy pewnej, wymuszonej historycznymi warunkami, emancypacji polskich kobiet na terenie zaboru rosyjskiego.

Koniec XIX wieku to okres awansu kobiet w dziedzinie edukacji. Dotyczył on wprawdzie początkowo niewielkiej liczby kobiet, ale to właśnie one staną się póź­niej najbardziej znaczącymi postaciami wśród polskich sufrażystek. W XIX wieku kobiety nie były przyjmowane na studia na polskich uniwersytetach, co było także regulowane przepisami państw, które dokonały rozbiorów. Wyjeżdżały więc na stu­dia za granicę, przede wszystkim do Szwajcarii i Francji. Badania nad udziałem Polek wśród studiujących kobiet wskazują, że był on liczny, choć ustalenie dokład­nych danych nie jest możliwe, gdyż rejestrowane tam były jako obywatelki państw zaborczych. Przytoczyć można natomiast indywidualne przykłady Polek, które wyjeżdżały na studia za granicę i tam uzyskiwały wyjątkowo znaczącą pozycję.

Najbardziej znaną wśród nich jest niewątpliwie Maria Skłodowska, w świecie bardziej znana pod nazwiskiem męża jako Maria Curie - pierwsza kobieta będą­ca laureatką nagrody Nobla, pierwsza, która zdobyła ją dwukrotnie (w dziedzinie fizyki oraz chemii) i pierwsza kobieta profesor Sorbony. Na studia na Sorbonie wyjechała z Warszawy w 1891 roku, wspierana przez swoją siostrę, studiującą tam już medycynę. Maria Skłodowska-Curie, mimo że wspierała wiele naukowych ini­cjatyw w Polsce, do końca życia pracowała poza krajem, choć wiele innych ab­solwentek zachodnich uniwersytetów wracało na ziemie polskie i tu podejmowało działalność naukową i zawodową, a także działania w grupach kobiecych.

Polki, które studiowały za granicą, pod koniec XIX wieku zaczęły składać po­dania o przyjęcie w poczet studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Ich podania były odrzucane, a za początek zmiany uznać trzeba rok 1894, kiedy to trzy pierwsze kobiety uzyskały indywidualne zgody na uczęszczanie na wykłady. Nie miały jednak szans na zdobycie wyższego wykształcenia, gdyż nie miały prawa zdawania egzaminów. Regularne studia, początkowo tylko na wydziale filozoficz­nym Uniwersytetu Jagiellońskiego, umożliwiono kobietom w 1897 roku.

Otwarcie studiów wyższych dla kobiet miało ogromny wpływ na polski ruch emancypacyjny. Wszystkie organizacje kobiece, których celem było osiągnięcie równouprawnienia, w tym uzyskanie powszechnego prawa wyborczego, powoły­wane były przez kobiety, które uzyskały wyższe wykształcenie i dalsze wykluczanie kobiet z życia publicznego uważały za szczególnie niesprawiedliwe i nieuzasadnione. Były one już przyzwyczajone do działań w sferze publicznej, miały wysokie kompe­tencje, przekonane też były o konieczności działań na rzecz kobiet i ich praw.

Na przeszkodzie organizowaniu się kobiet stał w tym okresie nie tylko obyczaj i tradycja, ale także ówczesne regulacje prawne. I tak na przykład, na ziemiach pol­skich włączonych po zaborach do cesarstwa Habsburgów, obowiązywało do 1907 roku prawo zabraniające kobietom członkostwa w stowarzyszeniach o charakte­rze politycznym. Powodowało to niemożność zrzeszania się kobiet i konieczność podejmowania działań nielegalnych, a co najmniej - nieoficjalnych. Próbowano to obejść, między innymi poprzez powołanie „Komitetu Równouprawnienia Ko­biet”, co nie wymagało legalizacji, czy Związku Kobiet, który deklarował cele oświatowe. Z tych powodów trudno niekiedy jednoznacznie określić, które z or­ganizacji miały wśród swoich celów cele polityczne, gdyż specyficzne przeszkody prawne powodowały, że często cel taki musiał być w dużym stopniu ukryty.

Nieoficjalny charakter miały także pierwsze kongresy kobiet. Organizowane one były na ziemiach polskich od końca XIX wieku. Pierwszy, konspiracyjny kongres, odbył się w 1891 roku w Warszawie, a pretekstem dla niego było dwudziestopięcio- lecie pracy Elizy Orzeszkowej, piszącej o kobietach i uczestniczącej w działaniach na rzecz kobiet. Kolejny zjazd miał miejsce w 1894 roku we Lwowie, następne: w 1899 w Zakopanem, w 1900 i 1905 roku w Krakowie. Na zjazdy przyjeżdżały ko­biety ze wszystkich zaborów, co sprzyjało konsolidacji ruchu i umożliwiło podjęcie wspólnych działań wówczas, gdy Polska odzyskała niepodległość.

 

Główni aktorzy, strategie

i najważniejsze osiągnięcia ruchu kobiecego

Druga połowa XIX wieku to czas tworzenia przez Polaków pierwszych partii po­litycznych. W innych krajach partie lewicowe często upominały się (a przynajmniej sympatyzowały z tą ideą) o równość praw kobiet i mężczyzn, w tym o przyznanie kobietom praw wyborczych. W Polsce było inaczej i podział pierwszeństwa między wyzwoleniem narodowym i klasowym, a problematyką praw kobiet, w żadnym z nurtów partii lewicowych nie przyznawał pierwszoplanowej roli walce o prawa kobiet. Co więcej, kwestię równouprawnienia kobiet partie te uważały niejedno­krotnie za przeszkodę w osiągnięciu głównego celu: odzyskaniu niepodległości kraju czy zrównaniu praw robotników i chłopów z warstwami wyższymi.

Nie oznacza to, że różne partie miały taki sam stosunek do miejsca kobiet w spo­łeczeństwie i do równouprawnienia płci. Działacze Narodowej Demokracji uważali, że miejscem kobiet jest dom, a ruchy emancypacyjne mogą szkodzić interesom narodowym. Świadectwa ówczesnych działaczek wskazują, że emancypantki były z tego stronnictwa usuwane. Inna była pozycja kobiet w stronnictwach socjali­stycznych, gdzie równouprawnienie kobiet było częścią szerszego programu eman­cypacyjnego, nastawionego na wyzwolenie wszystkich grup, które dotąd nie miały pełni praw. Prywatnie jednak wielu działaczy tego ruchu wyrażało bardzo trady­cyjne i stereotypowe poglądy, jak jeden z mężczyzn popierających rozszerzenie praw kobiet, a zwłaszcza umożliwiających im dostęp do edukacji, który stwierdzał, że ubieganie się o prawa kobiet to naganne „pielęgnowanie w sobie osobliwego pa­triotyzmu żeńskiego rodzaju.” Kobiety należące do ruchu lewicowego podkreślały więc konieczność walki o równouprawnienie kobiet, obok walki o równouprawnie­nie proletariatu.

We współczesnych opracowaniach należących do nurtu her-stoiy podkreśla się, że uproszczeniem byłoby przypisywanie partiom lewicowym sympatii dla równo­uprawnienia kobiet czy promowania karier kobiecych, a prawicowym - niechęci do nich. W każdym nurcie byli zwolennicy i przeciwnicy równouprawnienia kobiet. Wszystkie partie, ubiegające się o jak najszersze poparcie, chętnie widziały w swo­ich szeregach kobiety i choć w partiach lewicowych było ich zdecydowanie więcej, to także w partiach prawicowych zdarzały się kobiety zajmujące dość znaczące pozycje.

Ponieważ partie nie umieszczały kwestii równouprawnienia kobiet wśród swo­ich podstawowych celów, to głównym aktorem walczącym konsekwentnie o prawa kobiet był niezależny ruch kobiecy. Działaczki tego ruchu, świadome, że partie polityczne nie traktują tego problemu jako istotnego, wypowiadały się często za za­kładaniem oddzielnych organizacji kobiecych i przeciwko łączeniu ich z partiami politycznymi.

Początek XX wieku to czas oficjalnego powoływania organizacji kobiecych, których celem było uzyskanie przez kobiety praw wyborczych. W 1904 roku utwo­rzony został w Krakowie Związek Kobiet, a w 1907 w Warszawie - Stowarzy­szenie Równouprawnienia Kobiet Polskich, które w tym samym roku podzieliło się na dwie organizacje - Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich (z Pauliną Kuczalską-Reinschmit na czele) i Polskie Stowarzyszenie Równouprawnienia Ko­biet (z Cecylią Walewską na czele). Ówczesne uczestniczki ruchu kobiecego pod­kreślały, że ważne były dwa ośrodki, w których ruch ten działał. Pierwszy z nich to ośrodek warszawski, który powołały i w którym aktywne były przede wszyst­kim Paulina Kuczalska-Reinschmit i Józefa Bojanowska oraz ośrodek krakowski, w którym działały między innymi Kazimiera Bujwidowa, Maria Turzyma i Maria Dulębianka. W obu ośrodkach wydawano pisma: ośrodek warszawski wydawał „Ster”, krakowski - „Nowe Słowo. Dwutygodnik społeczno-literacki poświęcony sprawom kobiet”. Oba ośrodki współpracowały ze sobą, w obu pismach publiko­wały te same osoby.

Wśród najbardziej zasłużonych polskich sufrażystek wymienić trzeba przede wszystkim Paulinę Kuczalską-Reinschmit. Jej matka należała do „Entuzjastek”, była więc zaangażowana w najwcześniejszym okresie działań Polek na rzecz praw kobiet. Ona sama studiowała w Genewie i w Brukseli, gdzie zetknęła się z za­chodnioeuropejskim ruchem feministycznym. Pierwszy dwutygodnik poświęcony równouprawnieniu kobiet wydawała we Lwowie, w latach 1895-1897 („Ster”), na­stępnie wznowiła jego wydawanie w Warszawie, w latach 1907-1912 (jako mie­sięcznik). Był to najważniejszy periodyk feministyczny owego czasu, publikowały w nim wszystkie kobiety zaangażowane w sprawę równouprawnienia płci. Uka­zywał się dzięki ogromnemu poświęceniu kobiet-wydawczyń, przede wszystkim Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit, która nie tylko czas i energię, ale też własne mieszkanie i pieniądze poświęcała wydawaniu tego pisma oraz szerzeniu idei rów­nouprawnienia kobiet.

Kobiety działające w Krakowie podejmowały akcje na rzecz dopuszczenia ko­biet do studiów uniwersyteckich, a także działania na rzecz ich praw politycznych. Jedną z ciekawszych postaci ruchu kobiecego w zaborze austriackim była Maria Dulębianka - malarka, która studiowała w Krakowie, Warszawie, Wiedniu i Pa­ryżu, walczyła między innymi o dopuszczenie kobiet do studiów w akademiach sztuk pięknych. Od początku XX wieku zaczęła poświęcać się przede wszystkim działalności polityczno-społecznej. W 1907 roku zorganizowała kampanię na rzecz praw wyborczych kobiet, której najbardziej oryginalnym elementem było demon­stracyjne kandydowanie do Sejmu galicyjskiego. W przemówieniach przedwybor­czych głosiła hasła odzyskania niepodległości przez Polskę oraz równouprawnienia kobiet.

Kobiety przyjmowały różne strategie walki o swoje prawa i o uczynienie pro­blematyki praw kobiet ważnym elementem dyskursu publicznego. Pod koniec XIX wieku zbierały podpisy pod petycjami, w których żądano przyznania kobie­tom praw wyborczych. Na początku XX wieku (1902-1903) zorganizowały cykl wykładów wygłoszonych przez dziesięć wybitnych Polek, a teksty tych wykładów ukazały się następnie drukiem w zbiorze pod tytułem Głos kobiet w kwestii ko­biecej. Organizowano wiece, zakładano kobiece szkoły i związki, mające na celu obronę kobiet pracujących w różnych zawodach. Najciekawsze, z punktu widzenia interesującego nas tu zagadnienia, były działania kobiet próbujących wziąć udział w wyborach. Kobiety odkryły szansę na podjęcie takich działań w zaborze austriac­kim - uchwalone tam w 1866 roku prawo o samorządzie gminnym przyznawało prawo głosu każdemu mieszkającemu w gminie co najmniej rok, płacącemu po­datki od nieruchomości, przedsiębiorstwa lub innego dochodu. W 1896 roku dzie­więć mieszkanek miasta Biała podjęło interwencję, domagając się umieszczenia ich na liście wyborców, gdyż spełniają wymienione w ustawie warunki. Warto zauważyć, że ówczesny ustawodawca zapewne za oczywiste uważał ograniczenie praw wyborczych do mężczyzn i warunek płci nie był wymieniony wśród ustawo­wych wymogów uprawniających do udziału w wyborach. Kobiety, którym odmó­wiono umieszczenia na liście wyborców, odwołały się do Najwyższego Trybunału Państwa. Trybunał przyznał, że spełniają warunki wymagane przez ustawę w sto­sunku do wyborców, uznał więc, że kobietom spełniającym ustawowe wymogi przysługują prawa wyborcze. Było to jednak zwycięstwo tylko częściowe - uznano również, że na mocy przepisów prawa cywilnego mąż zastępuje żonę przy wszyst­kich czynnościach, mężatki mogły więc głosować przez pełnomocników-mężów, a żeńskie klasztory musiały posługiwać się innymi pełnomocnikami-mężczyznami. Publicystki ówczesnej doby nawoływały do świadomego korzystania przez kobiety z prawa głosu, aby nie oznaczało to w praktyce „przekazania” dodatkowego głosu mężczyznom.

Dalsze działania podejmowane przez kobiety to wysunięcie własnej kandydatki, wspomnianej wyżej Marii Dulębianki, na posłankę miasta Lwowa. Miało to miej­sce w 1908 roku, a jej kandydaturę wysunął Związek Równouprawnienia Kobiet. Otrzymała 511 głosów, ale zostały one następnie unieważnione.

Kolejna strategia polegała na wspieraniu lub odmowie wsparcia dla kandyda­tów na posłów, w zależności od ich stanowiska w sprawie praw politycznych ko­biet. W 1913 roku w Krakowie, Komitet Politycznego Równouprawnienia Kobiet przeprowadził ankietę wśród kandydatów na posłów, dotyczącą praw politycznych kobiet. W zależności od udzielonych w tej kwestii odpowiedzi, Komitet udzielał poparcia lub wypowiadał się przeciwko poszczególnym kandydatom.

Ważną rolę w konsolidacji ruchu kobiecego i artykułowaniu interesów kobiet odgrywały wspomniane już zjazdy kobiet. Szczególną rolę w sprawie praw wybor­czych odegrał zjazd, który odbył się w Krakowie w 1905 roku. Pierwsza uchwała tego zjazdu przetrwała dzięki publikacji w „Nowym Słowie”. Dotyczyła ona przy­znania kobietom pełni praw politycznych. W relacji ze zjazdu czytamy: „Zjazd Ko­biet uznaje za konieczne rozwinięcie najszerszej agitacji za powszechnym, równym, tajnym, bezpośrednim, czynnym i biernym prawem wyborczym bez różnicy płci.” Z kobietami współdziałali ich męscy sojusznicy. Wśród nich wymienić trzeba, przede wszystkim, profesora prawa i socjologii kolejno na uniwersytetach w Sankt- -Petersburgu i Warszawie, Leona Petrażyckiego. Był synem polskiego powstańca, sam podjął działalność polityczną na początku XX wieku - w roku 1906 wybrany został do rosyjskiej Dumy, gdzie znany był z liberalnych poglądów. W Dumie zo­stał między innymi członkiem Komisji Równości Obywatelskiej, przeciwstawiał się jakiejkolwiek dyskryminacji z powodu płci, narodowości czy religii. Na początku

XX   wieku Petrażycki przemawiał w parlamencie (w Dumie) na rzecz praw kobiet, domagał się też, aby przyznanie kobietom praw wyborczych stało się częścią pro­gramu partii politycznej, do której należał (Partia Konstytucyjno-Demokratyczna). Warto zaznaczyć, że do jego prac odwoływały się polskie feministki podczas Pierw­szego Kongresu Kobiet w 1907 roku. W przemówieniu na rzecz praw wyborczych kobiet podkreślał to, co wydawało mu się tak oczywiste, że niewymagające dal­szego dowodu czy uzasadnień - a więc fakt, że prawa wyborcze kobiet wynikają z zasad równości i sprawiedliwości. Podkreślał, że ci, którzy tego nie rozumieją, wymagają wyedukowania, gdyż merytoryczne powody przyznania kobietom praw wyborczych są ewidentne dla każdego myślącego i wykształconego człowieka. W swoim wystąpieniu Petrażycki domagał się nie tylko praw wyborczych dla ko­biet w wyborach na szczeblu centralnym i samorządowym, ale także dopuszczenia kobiet do edukacji na wszystkich szczeblach oraz do umożliwienia im zajmowania urzędów państwowych. Podkreślał, że całe społeczeństwo ponosi ogromne straty, prowadzące „do roztrwonienia wielkiej ilości sił narodowych, uzdolnień i talentów” dlatego, że kobiety nie mogą zdobywać edukacji i sprawować publicznych urzędów. Zauważał też istnienie, jak powiedzielibyśmy współczesnym językiem, „szklane­go sufitu”, którego skutkiem jest tworzenie konkurencji jedynie między kobietami. Jak pisał Petrażycki, kobiety najzdolniejsze, niedopuszczane do wysokich urzędów, muszą zajmować stanowiska niższe, niż pozwalają na to ich zdolności, a w rezul­tacie: „kobiety klas najmniej zamożnych i oświeconych napotykają w dziedzinie swojej skromniejszej pracy na konkurencję tych kobiet, które by mogły i powinny pełnić inne społeczne czynności. (...) Dla mnóstwa kobiet sztucznie wytwarza się sytuację nędzy bez wyjścia.” Petrażycki wiedział, że propagowanie praw kobiet jest niepopularne i naraża na polityczne ryzyko: „Jest to punkt tego rodzaju, że bro­nić go wobec rozpowszechnionych poglądów jest to złożyć w ofierze opinię poważ­nego polityka, a nawet narazić się na szyderstwa.”

Mężczyźni powoływali także organizacje, których celem była walka o prawa kobiet. We Lwowie na przykład utworzyli „Ligę Mężczyzn dla Obrony Praw Ko­biet”, na której czele stanął profesor chemii, Bronisław Pawlewski, rektor Politech­niki, mąż jednej z działaczek ruchu feministycznego. Udział w takich inicjatywach prominentnych mężczyzn o wysokim statusie społecznym zapobiegać miał temu, o czym wspominał Petrażycki w swojej mowie - szyderstwom i niepoważnemu traktowaniu problematyki praw kobiet i ich walki o równouprawnienie.

Decydujące działania podjęte zostały w okresie, kiedy coraz bardziej realistyczne były nadzieje na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Kobiety z trzech zaborów zorganizowały w 1917 roku konferencję, podczas niej wybrały delegację, której udzieliły pełnomocnictwa do rozmów z tworzącym się rządem polskim. Na cze­le delegacji stała dr Budzińska-Tylicka, późniejsza posłanka na Sejm. Nie wiado­mo czy prawdziwa jest informacja o tym, że delegacja wyczekiwała przed domem Tymczasowego Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, aby jemu właśnie przed­stawić postulaty kobiet. Piłsudski z pewnością nie był przeciwnikiem praw kobiet, podczas wojny popierał tworzenie kobiecych oddziałów wspierających walkę, jego żona była także członkinią kobiecych grup bojowych. W wydanym przez niego dekrecie z dnia 28 listopada 1918 roku o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawo­dawczego (Dz. PPP nr 18, poz. 46), a więc w pierwszej regulacji prawnej dotyczącej wyborów w odrodzonym państwie polskim, w art. 1 czytamy: „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel państwa bez różnicy płci, który do dnia ogłoszenia wyborów ukończył 21 lat.” Art. 7 przesądził także o biernym prawie wyborczym kobiet: „Wy­bieralni do Sejmu są wszyscy obywatele(ki) państwa, posiadający czynne prawo wyborcze, niezależnie od miejsca zamieszkania, jak również wojskowi.” Ta właśnie data i ten akt prawny oznaczają przyznanie biernych i czynnych praw wyborczych w Polsce, zarówno kobietom, jak i mężczyznom, na takich samych zasadach.

Analogiczne do wyżej przytoczonych postanowienia znajdujemy w pierwszej konstytucji niepodległego państwa polskiego, która uchwalona została w 1921 roku (Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej z 17 marca 1921, Dz. U. 1921, nr 44, poz. 267). Art. 12 Konstytucji brzmiał: „Prawo wybierania ma każdy obywatel polski bez różnicy płci, który w dniu ogłoszenia wyborów ukończył lat 21, używa w pełni praw cywilnych i zamieszkuje w okręgu wyborczym przynajmniej od przedednia ogłoszenia wyborów w Dzienniku Ustaw. Prawo głosowania może być wykony­wane tylko osobiście. Wojskowi w służbie czynnej nie mają prawa głosowania.”

Następny artykuł (Art. 13) dotyczył biernego prawa wyborczego: „Prawo wybie­ralności ma każdy obywatel, mający prawo wybierania do Sejmu, nie wyjmując wojskowych w służbie czynnej, niezależnie od miejsca zamieszkania, o ile ukoń­czył lat 25.” Podobne sformułowanie odnajdujemy w kolejnej Konstytucji (Ustawa Konstytucyjna z 23 kwietnia 1935, Dz U.R.P 1935, nr 30 poz. 227), która w 33 artykule zawierała regulacje dotyczące zarówno biernego, jak i czynnego prawa wyborczego: „Prawo wybierania ma każdy obywatel bez różnicy płci, który przed dniem zarządzenia wyborów ukończył lat 24 oraz korzysta w pełni z praw cywil­nych i obywatelskich. Prawo wybieralności ma każdy obywatel, mający prawo wy­bierania, jeżeli ukończył lat 30.”

W 1919 roku odbyły się pierwsze, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wybory parlamentarne. Na równych prawach brali w nich udział kobiety i męż­czyźni. Z kilku powodów kobiecy elektorat okazał się atrakcyjny dla partii poli­tycznych. Przede wszystkim toczące się wciąż działania wojenne, przymusowe wywózki części mężczyzn do pracy do Niemiec, służba wojskowa wielu mężczyzn w odradzającym się wojsku polskim, przy jednoczesnym braku praw wyborczych wojskowych w służbie czynnej, powodowały, że elektorat kobiecy był na niektó­rych terenach znacznie liczniejszy niż męski. Zwłaszcza działo się tak w wielkich miastach. W Warszawie i Krakowie kobiety stanowiły blisko 58% osób, które wzięły udział w głosowaniu, w Łodzi - blisko 56%. Wiele partii tworzyło więc kobiece komitety wyborcze i głosiło hasła równouprawnienia kobiet, pełnego do­stępu kobiet do edukacji, opieki nad matką i dzieckiem oraz wprowadzało inne elementy programu, adresowane do kobiecego elektoratu. Nie towarzyszyło temu jednak promowanie kandydatek do parlamentu. Stanowiły one niewiele ponad 2% kandydatek i już wówczas umieszczane były na końcu list osób kandydujących. Nic więc dziwnego, że kobiety w okresie międzywojennym zajmowały niewiele miejsc posłanek i senatorek - łącznie w całym okresie 1919-1939 piastowały 41 mandatów poselskich i 20 senatorskich, co stanowiło ogółem 1,9% posłów i 3,8% senatorów tego okresu. Najwyższy odsetek kobiet miał Sejm III kadencji (1930- -1935) - było ich 15 (3,4% posłów) oraz Senat IV kadencji (1935-1938) - 5 kobiet (5,2% senatorów). Ogólnie, parlamentarzystki były bardzo wysoko wykształco­ne - ponad 61% miało wykształcenie wyższe, były absolwentkami uniwersytetów w Paryżu, Krakowie, Wiedniu, Zurychu, Petersburgu, Moskwie. Niektóre miały dyplomy doktorskie, między innymi z ekonomii, przyrodoznawstwa, medycyny, fi­lozofii. Pozostałe (poza posłanką komunistyczną, która skończyła tylko kilka klas szkoły elementarnej) miały wykształcenie półwyższe lub średnie. Pod względem wykształcenia kobiety-parlamentarzystki znacznie przewyższały mężczyzn zasia­dających w parlamencie. Mimo to nie zajmowały w nim wysokich stanowisk.

W prezydium Sejmu pierwsza kobieta pojawiła się w 1922 roku, jako sekretarz tymczasowego prezydium, a w Senacie - w 1930 roku, jako sekretarz prezydium senatu. W 1930 roku pojawiła się kobieta w roli przewodniczącej komisji sejmowej -   kierowała ona pracami komisji oświatowej.

Mimo małej liczebności, reprezentacja kobiet była bardzo zróżnicowana: wśród pierwszych posłanek znajdujemy zarówno kobiety z tytułami doktora, jak i robot­nicę, posłanki wywodziły się z różnych terenów (a więc z różnych dawnych zabo­rów) i z różnych partii politycznych. Były wśród nich socjalistki, a także członkinie prawicowych partii narodowych i narodowo-ludowych, kobiety były też w Kołach Żydów i w Kole Ukraińskim. W Sejmie pracowały w różnych komisjach - wpraw­dzie wiele z nich zasiadało w komisjach oświaty, ochrony pracy i zdrowia, ale znaj­dujemy je też w komisjach konstytucyjnej i spraw zagranicznych.

 
Argumenty w dyskusji

Analizując argumenty przytaczane w debatach, zauważyć możemy, że przeciw­nicy i zwolennicy równouprawnienia płci mają odmienne wizje świata i miejsca kobiet w życiu społecznym. Przeciwnicy wierzyli przede wszystkim w podział sfer życia społecznego na „kobiece” i „męskie”, przypisując kobiety do sfery prywat­nej. Z przytaczanych przez nich argumentów wyziera lęk, że jeśli kobiety wkroczą w sferę publiczną, to zaniedbywać zaczną „kobiece obowiązki”, takie jak macie­rzyństwo, opiekę nad bliskimi, troskę o dom. Wiara w podział na sfery zaintere­sowań i aktywności kobiet i mężczyzn silna jest jeszcze dziś - podobne argumenty spotykamy niekiedy także obecnie, wysuwane są one na przykład przez przeciwni­ków parytetu w sferze polityki.

Możemy chyba powiedzieć, że na szczęście dla polskiego ruchu emancypacyj­nego, do naszych czasów przetrwały przede wszystkim argumenty na rzecz przy­znania kobietom praw wyborczych, trudniej dziś odnaleźć argumenty przeciwników przyznania kobietom tych praw. Dzieje się tak głównie dlatego, że w ramach odzy­skiwania her-story polskie feministki wracają do spuścizny po swoich prababkach, wydawane są analizy ich działań i antologie ich tekstów. To powoduje, że argumen­ty przeciwników równouprawnienia poznajemy współcześnie niejako „z drugiej ręki”, z pism kobiet polemizujących ze swoimi oponentami. Brak niepodległości Polski oznaczał przecież między innymi brak polskiego parlamentu i debat parla­mentarnych. Dyskusje toczyły się więc głównie na łamach pism, w grupach kobiet i sympatyzujących z ich dążeniami mężczyzn. Przytaczane argumenty poznajemy więc dziś przede wszystkim dzięki publicystyce, a wiele dawnych mizoginistycz- nych tekstów odeszło w zapomnienie, jak choćby teksty tak zasłużonych dla innych dziedzin Polaków, jak Karol Libelt, który pisał: „Wspólność zatrudnień dla płci obojej byłaby tylko anarchją w świecie społecznym, jakąby była w świecie moral­nym wspólność żon i mężów.” Odpowiedzi na pytanie, z jakimi argumentami mu­siały walczyć kobiety domagające się praw politycznych, poszukiwać więc trzeba przede wszystkim właśnie w pisanych przez kobiety tekstach polemicznych wobec przeciwników idei równości kobiet i mężczyzn. Z tekstów tych wiemy, że kobiety przede wszystkim spotykały się z następującymi argumentami przeciwników praw wyborczych kobiet:

1.   „Czas na prawa kobiet przyjdzie po odzyskaniu niepodległości.” Ze względu na specyficzną sytuację narodu pozbawionego swojego państwa, w dodatku po­dzielonego pomiędzy trzy organizmy państwowe, kobiety zawsze zmagały się z argumentem o mniejszej wadze problemu uzyskania dla siebie praw, w po­równaniu z walką o uzyskanie niezależnej państwowości. Taki argument spo­tykały kobiety zarówno ze strony partii konserwatywnych (zwłaszcza w kręgu Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego), jak i lewicowych. Jedna z kobiet walczących o prawa wyborcze streszcza ten częsty argument w brzmieniu: „te­raz nie pora na walkę o prawa kobiety, kiedy się toczy walka o prawa narodu”, a w polemice z nim stwierdza: „My kobiety, żądając równouprawnienia żądamy współudziału w walce o prawa narodu, w pracy dla jego przyszłości, żądamy uczestnictwa w odbudowywaniu gmachu narodowego.”

2.   „Kobiety głosować będą na partie prawicowe.” Kobiety należące do partii le­wicowych zmagać się musiały z obawami mężczyzn, którzy argumentowa­li, że wstrzymać się trzeba z przyznaniem praw wyborczych kobietom, gdyż będą one przede wszystkim głosowały na partie konserwatywne i tym samym wzmocnią ich oponentów. Kobiety należące do lewicowych partii zauważały jednak, że argument ten jest nie tylko podyktowany obawą przed konserwa­tyzmem kobiet, ale też niejednokrotnie obawą przed konkurencją z ich strony: „nie jest rzeczą pewną, żeby proletariat męski zdobywszy prawa dla siebie ze­chciał tak chętnie i bez oporu dzielić się nimi z kobietami. (...) Stronnictwo (...) pilnuje przede wszystkim interesów męskiego proletariatu.”

3.   „Kobiety zaniedbywać będą swoje podstawowe obowiązki: żony i matki.” Czę­sto przywoływany był przez wszystkie konserwatywne środowiska argument, że podjęcie aktywności politycznej przez kobiety spowodowałoby zaniedbanie „obowiązków kobiety”: macierzyństwa, dbałości o „domowe ognisko”.

4. „Kobiety nie umieją zrobić użytku z praw politycznych.” Politycy niejedno­krotnie przekonani byli, że kobiety nie będą umiały zrobić użytku z praw oby­watelskich, z powodu braku przygotowania do takiej aktywności. Nie zawsze prowadziło ich to jednak do wniosku, że kobiety nie powinny mieć praw wybor­czych - według trudnych do podważenia świadectw, takie przekonanie prywatnie podzielał Józef Piłsudski, który w rzeczywistości zdecydował, że w dekrecie -    ordynacji wyborczej z 1918 roku, kobiety uzyskały prawa wyborcze.

Znacznie bardziej rozbudowane były argumenty na rzecz politycznych praw ko­biet:

1.    Najczęstszy argument spotykany w okresie walki o prawa wyborcze kobiet, to ar­gument odwołujący się do ideologii równości obywatelskiej i idei powszechno­ści praw, które wymagają przyznania praw wszystkim, bez różnicy płci: „Prawo, które na zasadzie różnicy płci nie wzywa kobiet do urn wyborczych, nie jest po­wszechnym, bo przysługuje tylko mniejszości liczebnej, jaką są mężczyźni.” Warto tutaj zaznaczyć, że kobiety walczyły wówczas o równość praw wyra­żaną zapisem w brzmieniu „bez różnicy płci” i takie sformułowanie znalazło się w późniejszych regulacjach prawnych, na przykład w ordynacji wyborczej z 1918 roku i Konstytucji z 1921 roku.

2.    Podawano przykład innych krajów, w których kobiety uzyskały prawa wyborcze już wcześniej: Finlandii, Norwegii, Australii i pozytywne doświadczenia płyną­ce z ich przykładu.

3.    Podkreślano absurdalność sytuacji, w której kobiety wychowują przyszłych obywateli, a same pozbawione są prawa głosu. Autorki pism politycznych z po­czątku XX wieku podkreślały, że synowie niejednokrotnie, tak jak w innych sprawach, także w sprawie wyborów pytają matki o radę jak mają głosować, a doradzające im matki same głosować nie mają prawa.

4.    Przywoływano zasługi kobiet w czasie walki o niepodległość, udział w po­wstaniach narodowych i fakt, że z powodu walki o ojczyznę kobiety siedziały w więzieniach i były zsyłane na Syberię, a więc uzyskały tym samym prawo do decydowania o losach narodu także w czasach pokoju, poprzez głosowanie. Powoływano się też na doświadczenia wojenne, które wymagały zaangażowa­nia kobiet, co pociągało za sobą domaganie się praw obywatelskich: „kobiety, powołane oficjalnie lub faktycznie do obowiązkowej służby cywilnej, niezbęd­ne we wszystkich instytucjach, zatrudniane we wszystkich zawodach, dochodzą do przekonania, że wobec wzmożonych obowiązków i olbrzymiej sumy wyko­nywanej pracy upomnieć się mogą o udział w ciałach ustawodawczych.”

5.    O celowości przyznania kobietom praw świadczy użytek, jaki potrafiły one zrobić nawet z ograniczonych praw - głosowania niektórych z nich przez pełnomocni­ków. Podkreślano, że mimo takich ograniczeń, kobiety, odkąd mogły głosować, wywierały nacisk na działania ustawodawcze. Jako przykład przywoływano tutaj zrównanie, dzięki naciskowi kobiet, płac nauczycieli i nauczycielek.

6.    Polskie feministki z początku XX wieku bardzo często odwoływały się do argu­mentów, które z dzisiejszej perspektywy określić wypada jako „feminizm różni­cy”: „Nie o równość jednak chodzi, lecz właśnie o inszość. Kobieta i mężczyzna, różni fizycznie, wnoszą też odmienne wartości kulturalne do cywilizacji.” Ten typ argumentacji występował w dwóch kontekstach:

a.    specyficznych obszarów, które bliższe są kobietom. Zwracano uwagę na to, że takie problemy jak opieka nad dziećmi i osobami słabszymi, edukacja, opieka społeczna, to obszary, które określić można jako przedmiot zainte­resowań i kompetencji kobiet. „Kobiety, (...) gdziekolwiek dopuszczono je do udziału w pracy publicznej, poświęcały się specjalnie zadaniom socjal­nym.” Polityka bez kobiet jest więc ułomna, mężczyźni bowiem są mało zainteresowani i słabo zorientowani w tej problematyce.

b.    w kontekście wojny, walk, okrucieństwa przeciwstawiano nastawienie ko­biet do agresji nastawieniom mężczyzn. W wielu pismach kobiecych z tego okresu znaleźć możemy tezę o „wyższej etyce”, którą wnieść mogą kobiety do życia publicznego, o wartościach takich jak altruizm, empatia, które dzię­ki nim staną się „nowym fundamentem” życia społecznego. Argument taki przytaczała między innymi Romana Pachucka na Zjeździe Kobiet Polskich w 1917 roku: „Wierzę głęboko i nieprzeparcie, że uzdrowienie ludzkości da właśnie kobieta, matka narodów, przez wprowadzenie miłości i etyki.” Po­dobne argumenty znajdujemy u innych autorek, między innymi Dulębianki czy Daszyńskiej-Golińskiej. Ich zdaniem, kobiety jako „dawczynie życia”, są nosicielkami takich wartości, które są nie do pogodzenia z zagładą, wojną, zadawaniem śmierci i z tego powodu ich udział w sferze publicznej oznacza korzyść dla całego społeczeństwa: „Nie w imię interesów swojej płci zatem, ale dla osiągnięcia typu nowej pokojowej kultury domagają się dziś kobiety praw politycznych.”

 
Równość kobiet i mężczyzn w innych dziedzinach życia

Uzyskanie praw wyborczych kobiety zawdzięczać mogą splotowi kilku czyn­ników: aktywności ruchu kobiecego, który za główny cel postawił sobie uzyska­nie praw wyborczych; odzyskaniu niepodległości i towarzyszącym temu faktowi pro-demokratycznym nastrojom, sprzyjającym zrównaniu praw kobiet i mężczyzn, osób różnych narodowości, wyznań i o różnym statusie społecznym i majątkowym. Wreszcie wpływ na łatwość, z jaką udało się włączyć kobiety w krąg pełnopraw­nych obywateli miał zapewne ich udział w formacjach walczących o uzyskanie przez Polskę niepodległości (zwłaszcza w wywiadzie) oraz fakt, że na czele pań­stwa stał Józef Piłsudski, wywodzący się z lewicowej Polskiej Partii Socjalistycz­nej, która w swych założeniach miała zrównanie praw kobiet i mężczyzn.

Przyznanie praw politycznych kobietom w momencie odzyskania niepodległości było, z prawnego punktu widzenia, bardzo łatwe - ordynacja wyborcza, która mu­siała być wydana w odrodzonym państwie, włączyła i kobiety, i mężczyzn w krąg pełnoprawnych obywateli. Trudniejsza do rozwiązania była kwestia równości płci w innych dziedzinach życia i w innych regulacjach prawnych.

W momencie odzyskania niepodległości na terenie Polski obowiązywało kilka systemów prawnych „odziedziczonych” po okresie zaborów. Był to między innymi system niemiecki (tereny dawnego zaboru pruskiego), austriacki (tereny dawnego zaboru austriackiego), rosyjski, francuski, polski i inne (dawny zabór rosyjski). Sy­tuacja prawna kobiet w odniesieniu do życia zawodowego, małżeńskiego, dziedzi­czenia, opieki nad dziećmi, różniła się nieraz znacznie, w zależności od tego, w jakim rejonie kobieta mieszkała. Państwo Polskie stanęło wobec niesłychanie trudnego zadania unifikacji całego prawa i w tym celu powołano szereg komisji kodyfika­cyjnych, które wypracowywały projekty nowych regulacji prawnych. Było to zada­nie bardzo trudne i często wywołujące niesłychanie gorące spory. Z powodu różnic światopoglądowych, niektóre z projektów przyjętych przez komisje kodyfikacyjne nigdy nie zostały uchwalone i przed drugą wojną światową, w niektórych dziedzi­nach życia, obowiązywały różne systemy prawne na poszczególnych terenach. Inne projekty zostały przyjęte i były jak na owe czasy bardzo postępowe. Warto bowiem zauważyć, że taka unikalna sytuacja, wypracowywania „na nowo” regulacji praw­nych, stwarzała niejednokrotnie nie tylko trudności w uzyskaniu zgody dla propono­wanych reform, ale też ogromną szansę na wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań prawnych. Niektóre propozycje okazały się w praktyce zbyt postępowe i nie mogły uzyskać poparcia większości polityków, czego przykładem może być prawo mał­żeńskie, w którym przewidywano stosunkowo szeroką dostępność rozwodów i które z tego powodu zostało oprotestowane przez kościół oraz przez prawicę. Inne projek­ty zostały przyjęte wraz z nowoczesnymi rozwiązaniami. Przykładem tych ostatnich może być uchwalony w 1932 roku kodeks kamy, który, w odróżnieniu od kodek­sów państw zaborczych i wielu innych ówczesnych państw europejskich, nie prze­widywał na przykład karalności homoseksualizmu i zawierał taką definicję gwałtu, na mocy której karalny był już wówczas gwałt w małżeństwie.

Trzeba pamiętać, że mimo ówczesnej głębokiej reformy prawa, nie było możli­wości usunięcia nierówności, istniejących w obowiązujących regulacjach prawnych, przy pomocy jednego aktu prawnego, tak jak możliwe było przyznanie kobietom w taki sposób praw politycznych. Najtrudniejsza, ze względu na szczególnie zna­czące ograniczenia praw kobiet, była sytuacja w byłym zaborze rosyjskim. Kwe­stię równouprawnienia kobiet i mężczyzn rozstrzygnęła wspomniana już wyżej Konstytucja z 17 marca 1921 roku. Zawierała ona zapis wprowadzający zasadę równości (Art. 96): „Wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Urzędy publiczne są w równej mierze dla wszystkich dostępne na warunkach prawem przepisanych.” Pomimo tego konstytucyjnego zapisu, sporo czasu musiało upłynąć, żeby wszyst­kie bariery i ograniczenia zniknęły, ze względu na wspomniane w cytowanym przepisie „warunki prawem przepisane”. Poszczególne ustawy, regulujące na przy­kład dostęp do zawodów, nie mogły już wprowadzać zróżnicowania ze względu na płeć, ale w prawie cywilnym „odziedziczonym” po zaborcach ciągle jeszcze były przepisy ograniczające prawa mężatek. Zgodnie z nimi żona musiała uzyskać zgodę męża na podjęcie pracy zawodowej, co w praktyce znacznie różnicowało sytuację kobiet i mężczyzn. Niektóre zawody broniły się zresztą w specyficzny spo­sób przed przyjmowaniem kobiet. I tak na przykład, na skutek cytowanego wyżej przepisu Konstytucji z 1921 roku, zniknąć musiały ograniczenia zajmowania przez kobiety stanowisk sędziów. Kobiety przyjmowano więc na aplikacje sędziowskie, ale w praktyce nie mianowano ich na stanowiska sędziów aż do 1929 roku.

Utrzymywanie się ograniczeń praw kobiet w wielu sferach życia, mimo przy­znania równych praw politycznych i konstytucyjnego zapisu dotyczącego równości, miało wiele przyczyn. Zapewne spowodowane to było tradycją, stereotypami do­tyczącymi ról kobiet i mężczyzn i przypisaniem kobiet do sfery „prywatnej”, pra­wem „odziedziczonym” po okresie zaborów i koniecznością podjęcia jego reformy we wszystkich dziedzinach, co było procesem żmudnym i długotrwałym. Powstaje także pytanie, czy procesu tego nie utrudniała mała liczebność kobiet w parlamen­cie, daleka od osiągnięcia „masy krytycznej”, pozwalającej na wywieranie wpły­wu na podejmowane decyzje.

W parlamencie kobiety nie były licznie reprezentowane, ale te, które tam za­siadały, często i uparcie walczyły o znoszenie kolejnych ograniczeń, które prawo nakładało na kobiety, a ich aktywność przewyższała aktywność mężczyzn. Wśród projektów ustawodawczych, z którymi występowały, było między innymi zniesie­nie ograniczeń praw cywilnych kobiet, zrównanie kobiet i mężczyzn w dziedzinie pracy zarobkowej, podejmowania działań wywołujących skutki prawne, rozporzą­dzania majątkiem, zarówno odziedziczonym, jak i wypracowanym przez kobietę, a także kwestie ochrony pracy kobiet. Wiele miejsca w pracach posłanek i sena- torek zajęły także kwestie opieki społecznej - referentką ustawy w tego zakresu była Zofia Praussowa. Po uchwaleniu tej ustawy, posłanki wielokrotnie zwracały uwagę na brak gwarancji budżetowych i środków potrzebnych na jej realizację. Po­słanka Zofia Ładzina ze Związku Ludowo-Narodowego była referentką projektu rządowego ustawy z 2 lipca 1924 roku o ochronie młodocianych i kobiet, zabra­niającej zatrudniania kobiet przy pracach szczególnie ciężkich oraz w warunkach szczególnie niebezpiecznych dla zdrowia; o moralności i dobrych obyczajach oraz wprowadzającej ochronę macierzyństwa i przewidującej między innymi zasiłki po­łogowe, przerwy na kamienie i obowiązek organizowania żłobka w zakładach prze­mysłowych zatrudniających powyżej 100 kobiet; o pracy kobiet i młodocianych. Kobiety występowały też z innymi inicjatywami, wpływającymi na sytuację kobiet, jak na przykład dotyczącymi gwarancji zrównania płac kobiet i mężczyzn czy usta­wodawstwa mającego na celu zwalczanie handlu kobietami.

Kobiety zjednoczyły się także kilkakrotnie w sprawie zwalczania alkoholizmu. Jeszcze w 1919 roku posłanki wniosły projekt ustawy o sprzedaży i wyrobie napo­jów alkoholowych - referentką projektu była Maria Moczydłowska z Niezależne­go Związku Ludowego. W debacie parlamentarnej wspierały ją Gabriela Balicka ze Związku Ludowo-Narodowego oraz Zofia Moraczewska z PPS i Irena Puzy- nianka ze Związku Ludowo-Narodowego, a wynikami badań wzmacniała ich ar­gumenty socjalistka Zofia Daszyńska-Golińska, w późniejszych latach senatorka wybrana z listy BBWR. Kobiety występowały też często z inicjatywami własnymi oraz zabierały głos w debatach nad sytuacją społeczną i prawną dzieci, w dysku­sjach o edukacji, systemie szkół i sytuacji nauczycieli (wiele kobiet wykonywało już wówczas ten zawód).

Polki starały się o zniesienie wszelkich nierówności, ale spośród dwóch strategii - dążenia do jednakowych praw kobiet i mężczyzn oraz uzyskiwania szczególnej ochrony dla pracujących kobiet ze względu na ich macierzyńskie role - na pierw­szym miejscu stawiały realizację tej drugiej, czego przykładem może być wyżej wspomniana ustawa z 1924 roku. Proces zrównania praw kobiet i mężczyzn na­stępował stopniowo, został jednak gwałtownie przerwany w momencie wybuchu drugiej wojny światowej.

 

Zakończenie

W procesie uzyskiwania przez kobiety w Polsce równych praw są trzy wyraźne graniczne daty, wszystkie związane ściśle z historią kraju. Pierwsza z nich, to data odzyskania niepodległości w 1918 roku. Wraz z jej odzyskaniem i kobiety, i męż­czyźni uzyskali po raz pierwszy w historii Polski równe bierne i czynne prawa wy­borcze. Tak więc w sferze uczestnictwa politycznego jeden akt prawny wystarczył do zniwelowania różnic między płciami. W innych dziedzinach - między inny­mi w prawie cywilnym, prawie pracy, prawie małżeńskim i wielu innych, różnice te nadal pozostawały i stawiały kobiety w gorszej sytuacji niż mężczyzn.

Druga data graniczna zbiega się z końcem drugiej wojny światowej. W wielu krajach był to czas przyznawania kobietom praw wyborczych (kobiety polskie uzy­skały je już znacznie wcześniej). W Polsce jednak, na skutek wprowadzenia nowe­go ustroju, zniesione zostały wówczas niemal wszystkie pozostałe zróżnicowania w sytuacji prawnej kobiet i mężczyzn. Nowy system, przede wszystkim potrzebują­cy rąk do pracy w zrujnowanym wojną kraju, głosił hasła równouprawnienia kobiet i   mężczyzn, a jako drogę do jego osiągnięcia propagował pracę zawodową kobiet. Znoszeniu barier towarzyszyło przez wiele lat utrzymywanie przepisów uważanych za „przywileje” kobiet, pozwalających na łączenie pracy zawodowej z macierzyń­stwem. Były to między innymi przepisy ochronne związane z macierzyństwem, przepisy umożliwiające korzystanie przez kobiety - i tylko przez kobiety - ze zwol­nień na opiekę nad dziećmi, z urlopów macierzyńskich i wychowawczych, wcze­śniejszy wiek emerytalny. W życiu politycznym, wbrew wielu stereotypom, okres ten nie przyczynił się do emancypacji kobiet. Złożyło się na to wiele przyczyn. Pod­stawową był fakt stworzenia systemu totalitarnego, w którym parlament pełnił jedy­nie fasadową rolę. Funkcje publiczne były albo fasadowe, albo - jeśli rzeczywiście wiązały się ze sprawowaniem władzy - obsadzane przez funkcjonariuszy partii ko­munistycznej. System ten był zresztą zdecydowanie patriarchalny i nie dopuszczał kobiet do wysokich, decyzyjnych stanowisk. Najważniejsze jednak było chyba to, że system ten był odrzucany przez większość społeczeństwa, a wraz z odrzuceniem systemu, odrzucana była cała sfera publiczna. Poza partyjnymi funkcjonariuszami, którzy w niej uczestniczyli, nie była ona uważana za atrakcyjny sposób uzyskiwa­nia wysokiej pozycji społecznej czy podnoszenia statusu. Podziały polityczne były znacznie bardziej widoczne i znaczące niż podziały istniejące z innych powodów, w tym z powodu płci. Jednocześnie refleksję nad nierównościami społecznymi blo­kowała obowiązująca, oficjalna równościowa ideologia, której często przeczyła praktyka społeczna, w której kobiety zarabiały mniej niż mężczyźni i zajmowały znacznie mniej stanowisk kierowniczych.

Trzecia przełomowa data, to przemiany zapoczątkowane powstaniem „Solidar­ności” w 1980 roku, a zakończone zmianą systemową, jaka nastąpiła w 1989 roku. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, powrotowi demokracji, a wraz z nią odzyskaniu znaczenia przez parlament, towarzyszył spadek liczby kobiet wśród parlamentarzystów, choć i przed 1989 rokiem ich udział we władzy nie był wysoki, nigdy bowiem nie przekroczył 23%. W ostatnich latach kilkakrotnie to­czona była w Polsce dyskusja, w której zwracano uwagę na fakt, że kobiety, licznie uczestniczące w działalności opozycyjnej, nie zajęły wysokich stanowisk politycz­nych wówczas, gdy opozycja stała się obozem władzy, a mężczyźni z tej opcji poli­tycznej zapełnili parlament i formowali rząd. To spowodowało sformułowanie tezy, że jeszcze raz, tak jak w poprzednich dziesięcioleciach, kobiety „zniknęły” ze sfery publicznej wówczas, gdy nadszedł czas pełnienia władzy i dyskontowania swoich zasług dla kraju.

Dalsze dyskusje nad kształtem demokracji, w tym nad możliwością wprowa­dzenia systemu kwotowego przez niektóre partie polityczne i nad wprowadzeniem go do prawa wyborczego, przypominają dyskusje, spory i procesy polityczne, które mają miejsce w innych krajach europejskich. Warto jednak zwrócić uwagę na dwa charakterystyczne elementy. Pierwszy z nich to powtarzalność pewnych argumentów. Kiedy analizy historyczne zaczęły przywracać nam wiedzę o her-story, o dawnych sporach i walce kobiet o swoje prawa, łatwo możemy zauważyć, że wiele dawnych argumentów używanych jest do dziś, wtedy gdy w dyskusji porusza się problem równości szans kobiet i mężczyzn w polityce, a więc na przykład w dyskusji o pary­tecie i systemie kwotowym. Te same argumenty, odwołujące się do przynależności kobiet i ich zainteresowań sferą „prywatną”, alarmistyczne pytania, co stanie się z rodziną, kiedy kobiety szerzej wejdą w sferę publiczną, twierdzenia, że są inne, ważniejsze sprawy niż równouprawnienie płci, kiedyś wysuwane były przeciwko przyznaniu kobietom praw wyborczych, obecnie zaś - przeciwko rozwiązaniom prowadzącym do większego zrównania de facto, nie tylko de jure. Podobnie dzieje się też w polemikach między feministkami - do dziś pytanie czy wystarczająca jest równość praw i szans, czy też ważne jest przekształcenie świata zgodnie z do­świadczeniem, preferencjami i innym spojrzeniem kobiet na wiele spraw, odnajdu­jemy w dawnych i współczesnych feministycznych sporach i polemikach.

We współczesnej sytuacji zwraca uwagę fakt, który być może dawniej był także aktualny. Chodzi tu o różnicę w postawach i poglądach społeczeństwa i polityków. Współczesne badania opinii publicznej wskazują, że Polki i Polacy są znacznie częściej zwolennikami równości i wyrównania szans w życiu publicznym niż poli­tycy. To pozwala przypuszczać, że na drodze do wyrównania szans stoją raczej po­lityczne interesy i konkurencja, którą tworzą mężczyznom kobiety, nie zaś tradycja. Przewidywał to już Leon Petrażycki, który w 1906 roku domagał się przyznania kobietom pełni praw: „Gdyby nasze wnioski, tyczące się udziału kobiet w rządach, w służbie państwowej, w przedstawicielstwie narodowym itd. stały się prawem, to naiwnością byłoby sądzić, jakoby na podstawie tych praw powstać mogła dla kobiet rzeczywista równość w dziedzinie administracji, przedstawicielstwa naro­dowego, itd. Stare przesądy, egoistyczne interesy przedstawicieli płci uprzywilejo­wanej i inne przeszkody będą jeszcze długo, najsilniej w początkach, przeszkadzały osiągnięciu nie tylko pełnej równości i sprawiedliwości, ale nawet niejakiemu przy­bliżeniu się do nich.” Po ponad stu latach od czasu tej mowy, musimy niestety przyznać Leonowi Petrażyckiemu rację.

 
 

 

 

WALKA POLEK O PRAWA WYBORCZE - prof. Małgorzata Fuszara (POBIERZ)

rozdział z - O SPOŁECZEŃSTWIE, MORALNOŚCI I NAUCE - Miscellanea; pod redakcją: Wojciecha Pawlika, Elżbiety Zakrzewkiej-Manterys (Uniwersytet Warszawski, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych, Warszawa 2008)