Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

WYWIAD: DZIŚ TO MĘŻCZYŹNI MALUJĄ WŁOSY

Dodano: 8 kwietnia 2013

 

Wcale mnie nie dziwi, że Europa Plus umizguje się do Kongresu. Powinna to robić każda przytomna partia. Oprócz ruchu smoleńskiego nie ma innego tak dużego ruchu społecznego? – twierdzi europosłanka PO, działaczka Kongresu Kobiet ?w rozmowie z Elizą Olczyk
 
Głośno się zrobiło wokół Kongresu Kobiet z powodu odejścia Jolanty Kwaśniewskiej i Henryki Krzywonos. To duża strata wizerunkowa?
 
Lena Kolarska-Bobińska: Żałuję odejścia każdej wartościowej kobiety. Ale to nie jest duży uszczerbek. Kongres jest dużym ruchem społecznym, którego nie może osłabić odejście dwóch, nawet najbardziej znanych osób.
 
Czy odejście Kwaśniewskiej może zapoczątkować odpływ kobiet z waszej organizacji?
 
Z całą pewnością nie. Ona od pewnego czasu nie pokazywała się na kongresach. Była bardzo zaangażowana na początku, w okresie tworzenia ruchu, ale później się odsunęła. Kobiety, gdy przyjeżdżały, lubiły się z nią spotykać i będzie tego brakowało. Jolanta Kwaśniewska była też bardzo zaangażowana w problematykę przemocy wobec kobiet. Dziwi mnie natomiast, że jedno napięcie w Kongresie Kobiet wywołało tak wielką sensację. Przecież w partiach i ruchach nieustannie są napięcia i konflikty. A tutaj taki szum. Może oczekiwania wobec Kongresu były bardzo wysokie – zakładano, że skoro współpracują kobiety, to nie ma żadnych napięć.
 
Nie ma pani poczucia, że Henryka Krzywonos zagrała wobec was nie fair? W końcu to Kongres na nowo ją odkrył i wypromował.
 
To jest wartość Kongresu, że promuje takie osoby. Olga Krzyżanowska też została przez nas uhonorowana, podobnie Basia Labuda. Obie wywodzą się z opozycji i trochę zostały zapomniane. A odejścia są rzeczą naturalną. Ruch ewoluuje, jedne osoby odchodzą, inne przychodzą. Martwi mnie, że przy tej okazji pojawiły się komentarze, jakoby Kongres był martwy, że niczego nie osiągnął, że to jest grono kilku pań, którym się udało i które się lansują dzięki tej organizacji. To jest niesprawiedliwe. Na nasze spotkania przyjeżdżały setki kobiet z całego kraju. Często wstawały o drugiej w nocy, żeby na rano dotrzeć na Kongres. I to nie są kobiety, które odniosły sukces w takim potocznym rozumieniu.
 
Po co to robią? Przecież z tych spotkań nie wynikają żadne konkrety?
 
Przypuszczam, że czują potrzebę bycia wśród osób w podobnej sytuacji, z podobnymi problemami, które mówią podobnym językiem. Ostatnio mówi się o Kongresie, że to są same lewicowe feministki. Nic bardziej błędnego. Panie z Lubelszczyzny, którą reprezentuję w Parlamencie Europejskim, nie są ani lewicowe, ani nie uważają się za feministki. Jak z nimi rozmawiam, to pytam: słuchajcie, czy to jest normalne i sprawiedliwe, że wy wstajecie rano, szykujecie dzieciaki do szkoły, pracujecie zawodowo, sprzątacie, a wasz chłop w tym nie uczestniczy? I one to zauważają coraz wyraźniej, podobnie jak to, że mało jest kobiet w różnych gremiach decyzyjnych. Zaczyna je to złościć. Dzięki Kongresowi zastanawiają się wspólnie nad własną sytuacją w rodzinie i w społeczności lokalnej. Ale na kongresach rozmawiamy też o Europie czy energii – atomie, łupkach, wiatrakach.
 
Nie przypominam sobie, żebyście panie przyjęły stanowisko, czy jesteście za atomem czy np. wiatrakami.
 
Nie przyjęłyśmy, to prawda. Jesteśmy ruchem mocno zróżnicowanym i w pewnych sprawach nie chcemy formułować stanowiska jako Kongres. Przedstawiamy postulaty dotyczące kobiet, a nie na każdy temat.
 
Może dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że wasze osiągnięcia są mizerne.
 
Ja uważam, że są duże. Udało nam się wprowadzić nasze postulaty do debaty publicznej. Wiele osób dziś wie, co to jest Kongres Kobiet. Ale faktem jest, że też osoby kwestionujące nasze dokonania. To są często rechocący mężczyźni, przeciwni równouprawnieniu, którzy chyba czują się zagrożeni przez kobiety. Ostatnio oglądałam program z udziałem czterech 40-letnich dziennikarzy, którzy rechotali na nasz temat. Ale już 20-, 30-latkowie zaczynają myśleć inaczej o swojej roli w rodzinie. Po pracy pędzą do domu, opiekują się dziećmi, gotują. Nie twierdzę, że ta zmiana jest w całości zasługą Kongresu, ale Kongres przyczynia się do zmiany dyskursu publicznego, skłania do myślenia o tym, co było dotychczas przyjęte za pewnik. Jest zaczynem zmiany społecznej. Poza tym doprowadziłyśmy do uchwalenia ustawy kwotowej w polityce, a teraz jest szansa na tzw. suwak. To ogromny sukces, osiągnięty na przekór wielu politykom.
 
Politolog Jarosław Flis, znawca prawa wyborczego, uważa, że kwoty nie poprawiły sytuacji kobiet w polityce. Co prawda dużo więcej kobiet startowało w wyborach dzięki kwotom, ale nieznacznie więcej odniosło sukces.
 
Nie zgadzam się w tej kwestii z dr. Flisem. Ten mechanizm jest obliczony na wiele lat. Nigdy nie oczekiwałyśmy natychmiastowych efektów, choć niektóre widać już teraz, np. w Sejmie. Ponadto ustawa kwotowa sprawiła, że w partiach zaczęto myśleć o lepszej reprezentacji kobiet i szukać pań na listy. Jeszcze ciągle traktowane są jak „paprotki”, ale zmieni się to pod wpływem kobiet, które zaczynają się buntować. Dzięki ustawie kwotowej wiele kobiet zrobiło pierwszy krok i zdecydowało się kandydować. A że przegrały, to nie szkodzi. Część z nich odpadnie, ale część złapie bakcyla polityki i zostanie. Zainteresowanie Kongresem jest ogromne, przede wszystkim w regionach. ?I tam też jest największa wola do działania. Bardzo na to liczymy.
 
Czy problem kwot to jest rzeczywiście to, czego kobietom najbardziej potrzeba? Może panie jesteście oderwane od rzeczywistości, jak uważa prawica?
 
Nie jesteśmy oderwane od rzeczywistości. Zabiegałyśmy o kontrolę wynagrodzeń kobiet i mężczyzn, żeby nie było dyskryminacji płacowej kobiet. O podwyższenie zasiłków dla rodzin wychowujących dzieci niepełnosprawne. Cały czas naciskamy na żłobki i przedszkola. Nie mamy możliwości wdrażania naszych postulatów, bo nie jesteśmy u władzy. Możemy tylko prosić lub naciskać. Rzeczywiście dużo kobiet ma poczucie, że osiągnęłyśmy za mało. Dlatego uważamy, że trzeba jak najwięcej kobiet wprowadzić na listy w wyborach samorządowych, żeby same zaczęły podejmować decyzje.
 
Henryka Krzywonos, uzasadniając swoje odejście z Kongresu, powiedziała m.in., że nie stać jej na to, żeby jechać z Pomorza pięć godzin w jedną i pięć w drugą stronę po to, żeby wziąć udział w 40-minutowym zebraniu. Czy to nie potwierdza zarzutu oderwania Kongresu od rzeczywistości, przekształcenia go w kółko wzajemnej adoracji?
 
Gdyby tylko dojazd był problemem, to sprawę tę na pewno można by rozwiązać. My tego ruchu nie robimy dla siebie, bo nie musimy. Czołowe działaczki Kongresu Kobiet dały sobie radę bez tej organizacji. Nam chodzi o zmianę postaw społecznych. Ważne jest też, by kobiety wyszły z cienia. Dotychczas zabijały je te męskie, głupie żarciki i taki porozumiewawczy chichot. Teraz coraz wyraźniej mówią o swoich oczekiwaniach.
 
Kongres Kobiet milcząco poparł podwyższenie wieku emerytalnego dla kobiet do 67 lat, podczas gdy wiadomo, że panie pracujące fizycznie tego nie popierają.
 
Dużo na ten temat dyskutowałyśmy. Doszłyśmy do wniosku, że po pierwsze kobiety z powodu krótszego stażu pracy mają dużo niższą emeryturę. Poza tym jest wiele kobiet, które chcą pracować mimo osiągnięcia wieku emerytalnego, a są wypychane z rynku pracy.
 
To punkt widzenia kobiet z dużych miast, wykształconych, robiących karierę zawodową, dobrze zarabiających, ale nie kasjerek w supermarketach.
 
Nie możemy abstrahować od problemów demograficznych i od tego, co się dzieje na całym świecie. Poza tym, jeżeli się walczy o wyrównanie sytuacji kobiet i mężczyzn, to nie zawsze oznacza to wyłącznie korzyści dla kobiet. Czasami wiąże się to również z większymi obciążeniami.
 
Czy powstanie Europy Plus i jej umizgi do Kongresu to jest dla was problem?
 
Gdyby ktokolwiek chciał zawłaszczyć Kongres Kobiet, to pierwsza bym przeciwko temu protestowała. Ale jeżeli jedna czy dwie koleżanki będą sympatyzowały z Europą Plus, to będzie to naturalne. Wcale mnie nie dziwi, że Europa Plus umizguje się do Kongresu. Powinna to robić każda przytomna partia, gdyż to jest ogromny elektorat kobiecy. Oprócz ruchu smoleńskiego nie ma innego tak dużego ruchu społecznego, który dodatkowo zaczął się instytucjonalizować. Choć oczywiście trwa napięcie pomiędzy apolitycznością Kongresu a chęcią większego wpływania na rzeczywistość. To ostatnie oznacza włączanie się w politykę, aby mieć większą siłę sprawczą.
 
Prawica zarzuca feministkom, że swoje idee pchają do wszystkiego, nawet do zmian klimatycznych. Czasami jest to śmieszne, ale niektórzy ludzie uznają to za terror poprawności politycznej.
 
Pamiętam ten dokument, który tak został w Polsce wyśmiany, że skutki zmian klimatycznych dotykają przede wszystkim kobiety. Ale taka jest prawda. Kto w krajach Trzeciego Świata, w Afryce nosi wodę ze studni dla rodziny? Kobiety. Kto uprawia poletka i musi je nawadniać? Kobiety. Łatwo tego typu rzeczy obśmiać. Dążenie do równości, również między płciami, jest podstawową wartością UE i dlatego jest wkładane do rozmaitych polityk i dokumentów. To nie jest wyraz ideologizacji, ale element zachodniego systemu wartości. Świat się zmienia. Pamiętam, jakie oburzenie wywołała dyskusja o tym, czy fryzjer powinien różnicować stawki za usługę w zależności od tego, czy obsługuje kobietę czy mężczyznę, czy też od tego, czy strzyże krótkie czy długie włosy. To też wywołało w Polsce ogromną wesołość. A przecież obecnie dużo kobiet nosi krótkie włosy, a dużo mężczyzn długie. I nie ma powodu, aby cennik był zróżnicowany ze względu na płeć.
 
Krótkie fryzury kobiet bywają bardzo wyszukane, a mężczyźni zwykle strzyżeni są maszynką w parę minut.
 
Nie zawsze. Żyjemy w czasach, gdy mężczyźni używają kosmetyków, chodzą do salonów piękności i malują włosy. Kiedyś mało kobiet miało wyższe wykształcenie, więc mało z nich zajmowało eksponowane stanowiska. Teraz jest inaczej. Kobiety powinny więc uczestniczyć w ważnych decyzjach dotyczących losu ich kraju i ich rodzin. Świat się zmienia i musimy za tymi zmianami nadążać. Musimy się też zastanowić, w jakim kierunku pójdzie Kongres Kobiet. W tym roku obchodzimy 5. rocznicę działalności. Same spotkania to dla nas za mało. Nie jesteśmy zespołem pieśni i tańca, by raz w roku spotkać się i zatańczyć. Musimy być bardziej skuteczne.
 
Źródło: Rzeczpospolita