Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Wspierające relacje kobiet są wywrotowe. I ważne

Dodano: 28 listopada 2016

Wystąpienie Marty Mazurek, pełnomocniczki Prezydenta Miasta Poznania ds. przeciwdziałania wykluczeniom, na Konferencji CZAS NA KOBIETY

(Poznań 25.11.2016 r.)

 

Czasy mamy trudne ze względu na hulający nad Wisłą backlash (nad Wartą jakoś nie tak bardzo hula). W swoim tłumaczeniu książki Susan Faludi Anna Dzierzgowska nazwała go „reakcją”. To reakcja na zdobycze emancypacyjne kobiet, bez względu na to, jak wątłe. Gdy się prześledzi trajektorię rozwoju myśli feministycznej – mówię raczej o amerykańskiej, bo ta jest mi jakoś znana z racji odebranego wykształcenia – to nasuwa się wniosek, że właśnie w najcięższych czasach rodzą się w głowach najbardziej radykalne i rewolucyjne myśli i działania (u nas na przykład Czarny Protest). Dlatego ostatnio – dla wzmocnienia – czytuję przeważnie teksty, które wypłynęły spod piór feministek w latach 80. XX w., kiedy backlash hulał w Ameryce – tej z czasów prezydentury Reagana. I tak się składa, że najbardziej radykalne i wywrotowe okazują się te myślicielki, które są/były najbardziej wykluczone. Dlatego jako inspirację wybrałam na dzisiaj białą lesbijkę, filozofkę i etyczkę Janice Raymond i jej książkę A Passion for Friends (1986).  

W swojej książce Raymond przytacza napisaną przez współczesną sobie autorkę historię o rozkwicie Nantucket, XIX-wiecznego miasta i wyspy rybackiej albo raczej wielorybniczej (wtedy w Ameryce kwitł przemysł polowania na wieloryby). Mężczyźni z tej wyspy wypływali na połów na całe miesiące, a czasami nawet lata. Podczas ich nieobecności kobiety podróżowały na kontynent w tę i z powrotem, angażując się w działania ruchu abolicjonistycznego, odnowy religijnej i – wreszcie – sufrażystowskiego, czyli tego, który walczył o prawa wyborcze dla kobiet. To stamtąd, z tego kobiecego Nantucket, wywodziła się na przykład słynna abolicjonistka i sufrażystka Lucretia Mott i wybitna astronomka Maria Mitchell.

Kobiety były aktywne społecznie i intelektualnie, miały wielkie osiągnięcia, a jednak autorka przytaczanej historii o Nantucket napisała, że kobiety, pozostawione SAME, nie mogły się przecież czuć w pełni szczęśliwe. Według autorki te wszystkie aktywności i osiągnięcia kobiet z Nantucket były pozbawione blasku przez to, że nie uczestniczyli w nich mężczyźni. Czy napisałaby tak, gdyby opisywała zaangażowanie polityczne i osiągnięcia intelektualne mężczyzn pozbawionych towarzystwa kobiet? Raczej nie, bo w książkach czytamy częściej, że nie byłoby filozofki Simone de Beauvoir bez filozofa Sartre’a, ale nie czytamy już tak często, że nie byłoby Sartre’a bez Simone de Beauvoir. Symetrii tu nie ma. 

Autorka tej historii o Nantucket napisała taki komentarz, bo żyjemy w kulturze, która mówi, że kobiety tak naprawdę istnieją w pełni tylko w relacji z mężczyznami – jako żony, matki, córki, siostry, kochanki, czyli wszystkie te, które na przykład przywołują kampanie zachęcające mężczyzn do działań na rzecz obrony praw i godności kobiet.

A tu przykład współczesny: Nie tak dawno temu świat obiegła wiadomość, że wieczny kawaler i bożyszcze kobiet, 52-letni George Clooney ku rozpaczy milionów – jak twierdziły media – został usidlony przez 36-letnią Amal Alamudin. Dla niej to był początek wielkiej kariery prawniczej, a dla niego koniec wolności i swobody – załamywali ręce dziennikarze i dziennikarki, pisząc o ich nadchodzącym ślubie.

Mniej więcej w podobnym czasie nagłówki informowały, że złamane przez Brada Pitta serce Jennifer Aniston znalazło w końcu pocieszenie dzięki ślubowi z Justinem Theroux – skończył się dla niej wreszcie czas smuty! Kobieta sukcesu i gwiazda pop kultury może wzbudzać najwyżej współczucie, dopóki nie oświadczy się jej upragniony mężczyzna – taki był przekaz, bez względu na to, jaka była rzeczywistość.

A ile z nas, siedząc kiedyś przy stoliku z koleżankami – dwiema, trzema lub czterema – usłyszało od przechodzącej osoby: „A czemu panie tutaj tak siedzą SAMOTNIE?”. Lekceważenie relacji i przyjaźni między kobietami sprawia, że grupa kobiet działających razem i spędzających razem czas staje się pojedynczą kobietą samotną, bo nie ma tam choćby jednego mężczyzny, który by tę pustkę samotności wypełnił.

Dlatego to, co robi Kongres Kobiet to ewenement. Trzeba o niego dbać, bo to jedyny taki długotrwały ruch, który gromadzi nas bardzo wiele, który promuje i umożliwia budowanie oraz utrzymywanie dobrych relacji między nami. I wreszcie – co bardzo ważne – zapewnia nam wspólnotę przeżywania pozytywnych uczuć i podobnych emocji w trakcie zjazdów.

Uczestnictwo w Kongresie Kobiet jawi się zatem jako opór wobec dominującego przekazu kultury, która lekceważy pozytywne relacje kobiet, czy wobec związanego z obecnym stylem życia rozczłonkowania wspólnot kobiecych. Takie wspólnoty tworzyły się przecież kiedyś wokół czy przy okazji wydarzeń zarezerwowanych wyłącznie dla kobiet – dających sobie wsparcie, dzielących się mądrością i doświadczeniem.

Mówię tak, bo sama bardzo wiele – w zasadzie chyba wszystko – zawdzięczam wsparciu kobiet. Moje poglądy, sposób patrzenia na rzeczywistość, również zaangażowanie społeczne to efekt odmieniających życie książek feministycznych autorek, które wciąż uważam, że zaczęłam czytać zbyt późno.

To, kim dzisiaj jestem i co robię, to, że tu dzisiaj do Was mówię zawdzięczam moim przyjaciółkom – siostrom – nie wstydzę się używać tego słowa: mądrym, wspierającym kobietom, które miałam szczęście spotkać wtedy, gdy ich najbardziej potrzebowałam dla swojego rozwoju. I sporo zawdzięczam Kongresowi Kobiet, zwłaszcza Letniej Akademii Kongresu Kobiet, która dała mi nowe przyjaźnie, wskazała nowe możliwości działania, dodała odwagi i pewności siebie. Oby udało mi się oddać innym to, co sama otrzymałam – w darze.

Przychodźcie zatem na Kongresy Kobiet, na konferencje takie jak ta, bierzcie udział w warsztatach, wzmacniajcie się, nawiązujcie i podtrzymujcie przyjaźnie, bo – jak się ciągle przekonujemy – prywatne jest polityczne.

 

MARTA MAZUREK - pełnomocniczka Prezydenta Miasta Poznania ds. przeciwdziałania wykluczeniom (www.poznan.pl/pelnomocniczka). Jest z wykształcenia anglistką, ma stopień doktora w dziedzinie literaturoznawstwa amerykańskiego. Jest badaczką i nauczycielką akademicką w Instytucie Językoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członkinią Rady Naukowej Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości, UAM. Prowadzi zajęcia seminaryjne na temat literatury czarnych Amerykanek. Jest certyfikowaną tłumaczką w zakresie tłumaczenia konferencyjnego i pisemnego. Współpracowała z organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz przeciwdziałania wykluczeniom i na rzecz równouprawnienia. Koordynowała projekty badawcze i edukacyjne na rzecz równego traktowania oraz kierowała zespołem kadry dydaktycznej. Uczestniczy w organizowanych w mieście akcjach społecznych, mających na celu zwrócenie uwagi na przemoc i wykluczenia. Jest autorką prac dotyczących krytyki literackiej i zjawiska dyskryminacji. Jest członkinią Kongresu Kobiet.