Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

"Sufrażystka" – po pokazie przedpremierowym Kongresu Kobiet

Dodano: 29 października 2015

Od niespełna stu lat my, Polki, mamy prawo do głosowania. To stosunkowo niedługi okres, zważywszy na historię tysięcy lat nierówności. Jest on jednak na tyle długi, że zapominamy, jak wielkim kosztem do tego doszło. Trudno się dziwić – podręczniki historii poświęcają prawu wyborczemu kobiet niewiele uwagi. Jest, owszem, mowa o zniesieniu niewolnictwa, pańszczyzny, kolonializmu, segregacji rasowej. Nie zdajemy sobie więc sprawy, że obywatelki niektórych europejskich państw otrzymały czynne prawa wyborcze dopiero po II wojnie światowej (Francja, Włochy), a Szwajcarkom pełnię tych praw przyznano dopiero w 1990 roku. Nie mamy też świadomości, jak wiele poświęcenia, determinacji i odwagi musiały wykazać sufrażystki, aby dopiąć swego. O tym właśnie opowiada film „Sufrażystka” w znakomitej obsadzie: Carey Mulligan, Helen Bonham Carter oraz Meryl Streep w wyrazistej roli liderki sufrażystek Emmeline Pankhurst, który obejrzałyśmy_liśmy na przedpremierowym pokazie współorganizowanym przez biuro Kongresu Kobiet.
Emancypacja kobiet to walka o władzę. Mężczyźni niechętnie się nią dzielą. Politycy, urzędnicy, policjanci, agenci wywiadu nie przebierali w środkach, aby utrzymać swoje przywileje. Kobiety dobrze wiedziały, do czego ma im posłużyć to prawo: do walki o poprawę bytu, niezależność i godność.

Pamiętajmy, że były one w pełni uzależnione od mężczyzn – mężów, szefów. Nie miały praw do dzieci, do zarobionych przez siebie pieniędzy, odziedziczonego majątku, edukacji, możliwości zdobycia zawodu, prowadzenia firmy i – wreszcie – do obrony nietykalności cielesnej. To wszystko prowadziło do całkowitej niemożności decydowania o sobie. Uznane za zagrożenie dla świętości rodziny, honoru mężczyzn i porządku praw boskich, wyśmiewane i wyszydzane, kobiety musiały stawić czoła wielu przeciwnościom. A my dziś często zapominamy, jak wiele im zawdzięczamy! Warto, żeby o tym pamiętały dzisiejsze nowo wybrane posłanki oraz wszystkie te osoby, które z zażenowaniem zaprzeczają, że są feministkami. Dziś, dokładnie tak, jak sto i więcej lat temu, często traktuje się nas z pobłażaniem. Bo zmiana świadomości to był i jest proces wielopokoleniowy, którego kamieniami węgielnymi często są ludzkie dramaty. Dopiero tragiczna śmierć kobiety, która w desperacji rzuciła się pod kopyta rozpędzonego królewskiego rumaka, poruszyła sumienia na tyle, że dokonał się przełom.

Dziś mamy już inny świat, świat, w którym zaszły zmiany. W tym nowym, bardziej przychylnym nam, kobietom, świecie jest jednak wciąż wiele do zrobienia – zarobki kobiet i mężczyzn, pracujących na tych samych stanowiskach nadal nie są równe, pojęcie przemocy ekonomicznej, przekładającej się na przemoc fizyczną i psychiczną w domach, dopiero dociera do coraz powszechniejszej świadomości i do języka naszego prawa. Tak więc problem uzależnienia finansowego kobiet od mężczyzn dopiero został zauważony, a do wyeliminowania go droga jeszcze daleka.

W pierwszej kadencji naszego Sejmu zasiadało zaledwie kilka posłanek, w III RP kobiety stanowiły zaledwie kilkanaście procent. Po wprowadzeniu parytetów, do czego przyczyniła się działalność Kongresu Kobiet, liczba ta skoczyła do ponad dwudziestu procent. W tej kadencji jest to ok. 27 proc. Do osiągnięcia masy krytycznej brakuje nam więc niewiele, ale to bardzo powolny proces. Wiele więc zależy od obecnych posłanek i posłów – pokładamy w nich nadzieję! Od ich świadomości i woli zmian zależy, czy nastąpią zmiany. Dobre, prokobiece, prodemokratyczne. Bo demokracja bez kobiet to połowa demokracji!

Ewa Maciąg

 

Po seansie odbyła się rozmowa, którą poprowadziła Prezeska Stowarzyszenia Kongres Kobiet Dorota Warakomska, a udział wzięły wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka i Aleksandra Niżyńska z Instytutu Spraw Publicznych.

Dziękujemy dystrybutorowi UIP za wspólne zorganizowanie pokazu.