Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Stan szkolnictwa polskiego - wystąpienie min. Joanny Kluzik-Rostkowskiej na VII Kongresie Kobiet

Dodano: 12 października 2015

Ministra Joanna Kluzik-Rostkowska odniosła się na początku swego wystąpienia do wcześniejszego raportu n/t dyskryminacji w szkole. Uznała temat za ogromnie ważny, ponieważ, “to, co się dzieje w szkole, jest naprawdę odzwierciedleniem tego, co dzieje się w umysłach nas, osób dorosłych”. Stwierdziła, że nie wystarczą dobre chęci i mówienie młodym ludziom, by byli tolerancyjni, nie dyskryminowali innych z różnych powodów – chodzi też o to, co tak naprawdę “siedzi” w głowach dorosłych. Pani ministra przywołała konkretny przykład swojego syna, który właśnie poszedł do nowej szkoły – gimnazjum. Po powrocie do domu po kilku godzinach tzw. przygotowawczych spędzonych w szkole 12-latek zwierzył się: – Mama, tam są wszyscy fajni, ale najfajniejszy jest taki Krzysztof. Zapytany przez mamę, jak ów Krzysztof wygląda, który to jest, syn wspomniał tylko, że jest szczupły, wysoki, świetny.

– Dopiero potem do mnie dotarło, że rzeczywiście ten Krzysztof jest świetny i jest niepełnosprawny. Okazało się, że moje 12-letnie dziecko tej niepełnosprawności nie zauważyło. W ogóle nie uważało, że to jest wyznacznik czegokolwiek.

Joanna Kluzik-Rostkowska uznała, że jej syn nie jest wyjątkiem, że dzieci tak ogólnie są gotowe na dużą otwartość, tolerancję, a “świat zastany traktują jako oczywisty”. – To tylko my – dorośli zaczynamy dzieciom wtłaczać różne schematy – oceniła.

Przypomniała też sprawę Dominika – dziecka będącego w szkole obiektem przemocy, głównie słownej, i dyskryminacji, z czym – według pani minister – szkoła sobie nie radziła. W rezultacie chłopiec popełnił samobójstwo. Joanna Kluzik powiedziała, że zdziwiła się bardzo, gdy dwie nauczycielki zapytały ją, dlaczego za tę tragedię wini szkołę. Przy czym – jak zapewniła – były to naprawdę dobre nauczycielki, których nie można posądzać o nietolerancję. – Mamy taki problem – oceniła pani ministra – by zauważyć zbieżność tych dwóch światów – by zauważyć, że środowisko osób dorosłych w szkole ma bardzo duży wpływ na to, jak dzieci się w szkole czują.

Wyrażając nadzieję, że na sali są nauczycielki, Joanna Kluzik-Rostkowska zwróciła się do nich, przypominając, że szczególnie ważny jest moment, gdy nauczyciele dostają nową klasę – chodzi o to, by umieć z tą nową grupą współpracować. Powołując się na ludzi, którzy od dawna zajmują się kwestiami przemocy w szkole, pani ministra powiedziała, że ważne, by np. zauważyć, które dziecko stoi z boku, które może wejść w rolę kozła ofiarnego i wtedy, gdy tylko zauważy się pierwsze przejawy przemocy, trzeba reagować tak, by tendencja się nie rozwinęła. Jeżeli te przejawy przemocy pozostaną niezauważone lub nie będzie stosownej reakcji, to wzrasta prawdopodobieństwo, iż dojdzie do przemocy. – Najgorszy scenariusz, jaki czasem przyjmujemy, choć nie powinniśmy, to taki, że nic się nie wydarzyło. To absolutnie nie załatwia sprawy – oceniła.

Powiedziała też o drugiej ważnej kwestii dotyczącej przemocy w szkole – należy zająć się nie tylko ofiarami przemocy, ale także jej świadkami. Chodzi o to, że sprawca przemocy bardzo często liczy na poklask obserwatorów, stąd ważne jest niepomijanie roli świadków.

Ministra Kluzik poinformowała też o podjęciu w ub. roku współpracy MEN z fundacją Dzieci Niczyje i uruchomieniu infolinii, gdzie jeden telefon przeznaczony jest dla uczniów, drugi dla rodziców i nauczycieli.

– Na tej sali są zapewne nauczyciele i rodzice, więc powiem tak: korzystajcie z tego telefonu, tam siedzą specjaliści i po to podjęliśmy tę współpracę, żebyście państwo mogli w takiej trudnej sytuacji zwrócić się do kogoś, kto będzie mógł pomóc. Na razie dzwonią częściej uczniowie, niż dorośli. Mam nadzieję, że to się zmieni – powiedziała.

Poinformowała też, że na  początku roku szkolnego wysłała list do dyrektorów szkół, prosząc o zwracanie szczególnej uwagi na przypadki dyskryminacji, w tym homofobii.

Odnosząc się do drugiego raportu n/t świeckiej szkoły, przedstawionego na VII Kongresie Kobiet przez Leszka Jażdżewskiego, pani ministra potwierdziła jego słowa dotyczące tego, że środowiska prawicowe lepiej się organizują. Stwierdziła też, że poruszanie tego tematu w czasie kampanii wyborczej, jest najgorszym momentem, ale przypomniała, że w ubiegłym roku zmieniła rozporządzenie dotyczące lekcji religii i etyki. Zmiana polegała na tym, że wystarczy wyrażenie chęci jednego ucznia dla uczestnictwa w lekcjach etyki i takie lekcje muszą być zorganizowane. Chodziło też o to, by nie uznawać, że lekcje religii są czymś oczywistym, a jeśli ktoś na nie nie chce chodzić, to sam musi prosić o lekcje etyki. Ministra dlatego wprowadziła zwyczaj pisania deklaracji z gory, w jakich lekcjach uczeń chce uczestniczyć, by uniknąć tego automatyzmu – włączania w lekcje religii i braku organizowania lekcji etyki. Jak się okazuje, te pisemne deklaracje “wymyślone” przez Joannę Kluzik-Rostkowską spowodowały wzrost liczby lekcji etyki o 100 proc. w ciągu tylko jednego roku szkolnego.

– Bardzo zależy mi na tym, by zarówno lekcje religii jak i etyki, będące lekcjami dodatkowymi, były traktowane dokładnie tak samo w systemie szkolnym, a nie – jedne, czyli lekcje religii traktowane jako coś oczywistego, a lekcje etyki jako coś zupełnie wyjątkowego.

– Dziewczyny na politechniki? Oczywiście popieram. Myślę, że tu nie muszę o tym dłużej mówić – powiedziała pani ministra, odnosząc się do kolejnego raportu n/t potencjału technologicznego kobiet przedstawionego przez Dominikę Bettman.

Szerzej za to odniosła się do kongresowej debaty, dotyczącej seksualizacji młodzieży, mówiąc, że przez lata swej bytności w parlamencie wiele razy uczestniczyła w dyskusjach o tym, co młodzież o seksie wie, czego nie, od kogo chciałaby się dowiedzieć, i czy potrzebne jest wsparcie, czy nie. Ale – jak stwierdziła – tak naprawdę zdanie na ten temat zawsze związane było z tym kto, gdzie, po jakiej stronie sceny politycznej siedział. By odejść od tych obciążeń politycznych, zrobiono po prostu badania, uznawane przez panią ministre jako bardzo solidne. Okazało się, że głównym źródłem informacji o seksie i seksualności wcale nie jest internet, ale rówieśnicy i rodzice. Zdziwiło, ale i ucieszyło panią ministre, iż z lekcji WDZ (wychowania do życia w rodzinie) większość młodzieży była zadowolona i zajęcia te były akceptowane nie tylko przez uczniów, ale i rodziców. Ci ostatni wspominali o tematach, z którymi dają radę sobie sami, ale też wskazali grupę tematów, które woleliby pozostawić szkole, bo nie czują się najlepiej, rozmawiając o pewnych kwestiach z dziećmi bądź one same nie chcą o niektórych sprawach z rodzicami rozmawiać.

Niezwykle ciekawe było przedstawienie przez min. Joannę Kluzik-Rostkowską wyników badania, w którym podzielono rodziców na grupy: w jednej było pięcioro rodziców o poglądach liberalnych, w drugiej pięcioro o poglądach konserwatywnych, a razem było tych grup 40.  I – okazało się – że sami badani są zadziwieni, że tak niewiele ich różni. Rodzice z obu grup przychodząc na spotkania związane z badaniami, sądzili, że będą się ostro spierać, kłócić, a tymczasem okazało się, iż ci z grupy konserwatywnej nie chcieli tylko poruszania kilku tematów na lekcjach WDZ.

– Ale ogólnie panowała zgoda na wielu płaszczyznach, która ich samych zadziwiała – opowiadała Joanna Kluzik-Rostkowska.

(Szczegółowe wyniki nie tylko tego, ale wielu innych interesujących badań dotyczących szkoły na stronie Instytutu Badań Edukacyjnych: http://www.ibe.edu.pl/pl/)

Badania nie były robione dla samych badań, ale po to, by je wykorzystać do tworzenia realnych programów nauczania, zmian tzw. podstawy programowej w tych miejscach, w których nie koreluje ona z wynikami badań. Pani ministra wspomniała, iż z badań wynika, że uczniowie wolą, by lekcje WDZ prowadzili nauczyciele z zewnątrz, bo nie czują się komfortowo w sytuacji, gdy zajęcia prowadzi, np. nauczycielka/nauczyciel historii, która/y jakby na chwilę tylko zmienia swoją rolę.

– Ale myślę – oceniła pani ministra – że ważne jest nie tyle to, czy to jest ktoś z zewnątrz czy nie, ale ważne jest, by ten dorosły umiał wyjść z roli nauczyciela historii czy matematyki i stać się przewodnikiem młodych ludzi ku dorosłości.

A co się stało po ogłoszeniu wyników rzetelnych, merytorycznie i prawidłowo przeprowadzonych, wiarygodnych badań n/t seksu i wiedzy o nim młodzieży?  – Okazało się, że po ogłoszeniu wyników tych badań stałam się głównym wrogiem środowisk prawicowych, głównym wrogiem bardzo wielu księży w Polsce. Czytałam zadziwiające mnie informacje, że zamierzam deprawować 6-latki, które teraz poszły do szkół i będę je uczyła masturbacji – że to jest mój cel, że zmieniam podstawę programową pod osłoną nocy. Efekt był taki, że 30 sierpnia odbyła się pod moim ministerstwem kilkutysięczna demonstracja domagajaca się, bym zaprzestała deprawacji. Trudno się temu przeciwstawiać, bo jeśli ktoś  wymyślił sobie, że ja zamierzam kogoś deprawować, to tak naprawdę wymyślił sobie wroga po to, by z tym wrogiem następnie dzielnie walczyć – mówiła Joanna Kluzik-Rostkowska.

– To chyba jakiś matrix. No nie wierzę…– skomentowała szeptem jedna z uczestniczek Kongresu. – Ja wierzę! – powiedziała siedząca obok śliczna, starsza pani – Ja jestem ze wsi, to wiem o co chodzi – dodała.

Joanna Kluzik-Rostkowska przygotowała już grupę ekspertów, którzy wyniki badań dopasują do programu nauczania, ale, jak wyznała: – Boję się w tej chwili uruchomić te grupy specjalistów, pokazać ich nazwiska, ponieważ obawiam się, że każdy z członków tego zespołu zostanie prześwietlony trzy pokolenia wstecz. Więc nie wiem, czy ja mogę narażać ich na taką sytuację.

A intencją dotyczącą przeprowadzenia badań było – jak mówiła – dowiedzieć różnych rzeczy, odejść od schematów: – Uważam, że dobrze, żeby człowiek młody nie tylko potrafił czerpać radość z seksu, ale też wiedział, jak się w tej ważnej, intymnej sferze poruszać. By, wchodząc w dorosłość, nie fundował sobie sytuacji, które ważyć będą na całym jego dorosłym życiu.

Odnosząc się do sprawy szkolnictwa zawodowego poruszanego wcześniej w panelu “Dobra szkoła, dobre praktyki” ministra Joanna Kluzik wspomniała o przyznanych na szkolnictwo zawodowe 900 mln euro, pozostających w budżetach marszałków województw.

Poinformowała, że w tym roku już 50 proc. uczniów wybrało szkoły zawodowe I powiedziała, że, – gdy chodzi o pracodawców – to wśród funduszy europejskich są specjalne pieniądze dla nich czyli 5 tys zł na każde miejsce pracy – kwota dla opiekuna pracy i na praktyki. – Chodziło mi o to, by pracodawcom opłacało się stwarzać miejsca pracy – wyjaśniła.

Joanna Kluzik-Rostkowska mówiła też o doradztwie, rozumianym tak, by szkoła, uczniowie mogli zobaczyć firmę, “dotknąć jej”, przekonać się, jak w różnych miejscach wygląda praca. Jak zapewniła, są też pieniądze w budżecie ministerialnym na szkolnictwo zawodowe, których część można będzie przeznaczyć na stworzenie pewnego rodzaju “modelu doradztwa zawodowego”.

– Gimnazjum to jest ten moment, w którym podejmuje się decyzję, co dalej. Z jednej strony, bardzo ważny jest wtedy nauczyciel znający ucznia, ale z drugiej – w rozmowie przygotowującej do podjęcia decyzji, bardzo ważna jest obecność tych osób, które mają rozeznanie w regionalnym, lokalnym rynku pracy. – Bez tego ani rusz – podsumowała.

Zachęciła także rodziców, pracowników szkół zawodowych i pracodawców do pomagania gimnazjalistom w zdobywaniu wiedzy tak, by mogli podejmować konkretne decyzje. Okazuje się, że największy problem, jeśli chodzi o bezrobotność mają uczniowie, którzy skończyli liceum i “nie poszli nigdzie dalej”. Matura daje im tylko 50-procentową szansę na zdobycie pracy.

Odnosząc się na koniec do sprawy testów w szkołach, Joanna Kluzik-Rostkowska zgodziła się z tezą, iż test po szóstej klasie został nadmiernie rozbudowany. Wspomniała sytuację w jednej z warszawskich szkół, kiedy to wychowawczyni przed przeprowadzeniem testu powiedziała uczniom, że muszą go napisać dobrze, ponieważ od tego “zależy ich życie.” – No, nie zależy od tego życie tych dzieci – mówiła. Wpadliśmy w manię rankingowania – kontynuowała. – To szkole zależy, by dobrze wypaść w tym rankingu. Absurdalne to jest jeszcze o tyle, że szkoły – w związku z tymi rankingami – nie chcą dzieci z problemami, no bo może być tak, że te dzieci obniżą końcowy wynik.

Pani ministra wspomniała przy tym o problemie uchodźców i bardzo niechętnym przyjmowaniu przez szkoły w Polsce dzieci cudzoziemców, również z powodu obaw, że będą zaniżać rankingi.

– Zastanawiałam się, co z tym fantem począć. Mam jakiś pomysł –  wrócę do tego po wyborach, jeśli będzie mi dane. Na pewno trzeba wypuścić powietrze z tego balona, który się nazywa “test po szóstej klasie”, absolutnie nikomu do niczego niepotrzebny.

Nieco trudniej, jak oceniła Joanna Kluzik-Rostkowska jest z egzaminami gimnazjalnymi, które odgrywają istotną rolę później – w trakcie poszukiwań szkół ponadgimnazjalnych. Wyznała też, że, gdy znalazła się w ministerstwie, rozmawiała z gronem pedagogów, zajmujących się egzaminami i zaproponowała rezygnację z egzaminów gimnazjalnych, ale nie otrzymała ani jednego głosu zgody na to. Zastanawiała się więc nad tym, czy wyniki egzaminów trzeba ujawniać, bo one są nie po to, by rodzice zastanawiali się, która szkoła jest dobra, a która zła. Jednocześnie jednak dylemat stanowi kwestia, czy rodzice potrafią zrezygnować z wiedzy o pozycji szkół.

– Zmiana, która szkole potrzebna jest najbardziej, to “partnerstwo”. Bardzo mi zależy na tym, by były partnerskie relacje uczeń-nauczyciel i nauczyciel-rodzic – podsumowała Joanna Kluzik-Rostkowska.

Aleksandra Aida Zawisza