Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Relacja z Brukseli

Dodano: 25 marca 2016

Dzisiejsza relacja z Brukseli miała dotyczyć zupełnie innej ważnej sprawy - mianowicie pewnego raportu, który niedługo ujrzy światło dzienne - ale o 9 rano nagle okazało się, że nie uda się nic omówić, nic dowiedzieć, bo nagle Bruksela zamarła, sparaliżowana doniesieniami z lotniska Zaventem oraz stacji metra Maelbeek.

Tak, niestety, to się zdarzyło znowu - w 4 miesiące po 21 listopada, kiedy to I Kongres Kobiet w Brukseli musiał zostać znacznie skrócony z powodu najwyższego stopnia zagrożenia terrorystycznego, zamachowcy znów uderzyli, tym razem wysadzając ładunki w hali odlotów lotniska i w pociągu na ruchliwej stacji metra, gdzie około 9.00 do pracy wysiadają setki ludzi, w tym wielu urzędników Unii Europejskiej.

W mieście panuje atmosfera niepewności. O godz. 9.00 dzieci były w szkołach, które natychmiast zostały zamknięte. Przed szpitalami, komisariatami i innymi ważnymi budynkami pojawiło się wojsko i wozy opancerzone. Cały czas jeżdżą karetki i straż pożarna na sygnale, co wzmaga poczucie niepokoju. Nie działa transport publiczny.

Szpitale apelują o oddawanie krwi. Gazety i media starają się nie siać paniki, dość rzeczowo informując, co robić, gdzie dzwonić - choć dodzwonić się nie da nigdzie, linie są przeciążone. przydają się aplikacje internetowe.

Piszę na gorąco, bardzo zmartwiona tymi wiosennymi działaniami grupki szaleńców. Bo to na pewno nie jest norma. Wraz z moim 3-letnim jasnowłosym synkiem w tej samej sali przedszkolnej na odebranie przez rodziców czekają jego najlepszy kolega Mohamed, Abel i Haroun. Ich matki też się boją o swoje dzieci.

Nie dajemy się zwariować i nie myślmy, że to Arabowie. Nie - to wariaci ogarnięci żądzą władzy. To samo, co w Polsce, tylko niestety z udziałem broni i jeszcze większym fanatyzmem w oczach.

 

Na gorąco z Forest, dzielnicy w Brukseli, gdzie w środę odnaleziono odciski palców Salaha Abdeslama (być może to zemsta za niego; piszę być może, bo nic nie wiadomo tak naprawdę) - Anna Kiejna