Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Reality show czy rzeczywistość? Koniec marzeń o rozbiciu szklanego sufitu

Dodano: 9 listopada 2016

Reality show czy rzeczywistość? Koniec marzeń o rozbiciu szklanego sufitu

 

45. prezydent wybrany. Donald Trump. Media niedowierzają. Zwolennicy Hillary Clinton, sztabowcy, wolontariusze płaczą, wychodząc z wieczoru wyborczego, na którym ich kandydatka nie wystąpiła.

 

Moja pięciotygodniowa podróż po Stanach Zjednoczonych przygotowała mnie na taki rezultat wyborów prezydenckich. Odwiedziłam kilka kluczowych stanów tzw. „swing states”, jeździłam po prowincji, rozmawiałam z ludźmi. Słyszałam zapowiedź zmiany nastroju, przewidywałam, że sondaże są niedoszacowane dla Donalda Trumpa. Choć oczywiście chciałam, by pierwsza kobieta mająca realną szansę na prezydenturę skorzystała z niej, upoważniona przez wyborców i wyborczynie.

 

Jeszcze będzie czas, by analizować przyczyny porażki Hillary Clinton. Ona sama, nie czekając na ostateczne wyniki wyborów, zadzwoniła do Donalda Trumpa, by pogratulować mu wygranej. On pogratulował jej niezwykle trudnej kampanii i podziękował za służbę narodowi.

 

Wyborcza noc przejdzie do historii z wielu powodów - kończy najbardziej niezwykłą i niekonwencjonalną kampanię w wykonaniu Donalda Trumpa dając mu zwycięstwo. Prezydentem USA został po raz pierwszy człowiek bez doświadczenia politycznego, bez poparcia liderów swojej partii, przez wiele osób oceniany jako nieprzewidywalny, zapatrzony w siebie narcyz, który wszystko sam zrobi najlepiej. Seksista, traktujący kobiety jak przedmioty, nie bojący się pokazać siły, nawołujący do chwytania za broń i budowania muru przed imigrantami. Ale za to świetny mówca, doskonale wyczuwający nastroje publiczności, z dużym doświadczeniem telewizyjnym. Charyzmatyczny. Mówił to, co ludzie chcieli usłyszeć, np.: koniec z poprawnością polityczną lub „uczyńmy znów Amerykę wielką!”. To hasło trafiło dokładnie w tęsknotę za dawnym porządkiem. Dało nadzieje na zmianę. Dotarło do białych, głównie mężczyzn. I to oni wybrali Trumpa.

Biali wyborcy, starsi, zdecydowanie częściej mężczyźni (największa grupa to biali mężczyźni bez wyższego wykształcenia – college’u - aż 72 proc.), ludzie z prowincji, którym nie podoba się, że inni zabierają im pracę (Murzyni, Latynosi, Azjaci), nie lubią feministek, ekologów, gejów i liberałów i chcą, by żona czekała w domu z obiadem, gdy wracają z pracy. Na Trumpa głosowała też spora grupa antysystemowców - ludzi, którzy chcieli wybuchu, jaki może wstrząsnąć elitami politycznymi.

 

Kto głosował na Hillary Clinton? Ludzie, którzy chcą różnorodności,  równych praw dla wszystkich, równych płac dla kobiet, dbają o środowisko naturalne. Osoby wykształcone, młodsze. Kobiety! Wszelkie mniejszości, środowiska LGBT, osoby niepełnosprawne, grupy etniczne, Indianie, Azjaci, Afroamerykanie (choć mniej ich poszło na wybory niż w 2008 r., gdy pierwszy raz startował Barack Obama), Latynosi – rekordowa frekwencja, wielka mobilizacja - na Florydzie aż 36 proc. latynoskich wyborców głosowało po raz pierwszy.

Ale to nie wystarczyło. 70 proc. wyborców w USA stanowią biali, 30 proc. – niebiali.

I nie pomogła świetnie przygotowana i profesjonalnie prowadzona kampania ani wsparcie donatorów i wolontariuszy. Ani gwiazdy - Bruce Springsteen, John Bon Jovi, Lady Gaga, raper Jay Z, Beyonce - żeby wymienić tylko osoby, które wystąpiły z Hillary Clinton w ostatnich dwóch dniach kampanii. Ani sojusznicy -  na jednej scenie obecny prezydent, były prezydent i przyszła prezydentka, nie mówiąc o bijącej rekordy popularności pierwszej damie. Ani pozytywny przekaz Hillary Clinton - bardzo różniący się od negatywnego przekazu Donalda Trumpa. Ani wreszcie jej doświadczenie, umiejętności i kompetencje oraz dorobek.

Ciekawe, że  w sondażach, jakie prowadzono w dniu wyborów, wychodzący z lokali wyborczych zdecydowanie wyżej oceniali kwalifikacje Hillary Clinton do objęcia fotela prezydenckiego w porównaniu z Trupem oraz przyznawali, że jej temperament i charakter bardziej predestynuje ją do funkcji prezydenta. Ale jednocześnie 54 proc. wyborców ankietowanych przyznało, że sprawa nagrania, w którym Donald Trump w wulgarnych słowach opisywał, co robi z kobietami, jak je napastuje, nie ma dla nich żadnego znaczenia. A to oznacza, że pogardliwy stosunek do kobiet staje się normą.

 

Najwyraźniej Ameryka nie dojrzała do tego, by kobieta stanęła na czele państwa i rządu. Biali mężczyźni boją się, że kobieta prezydent ustanowi zły wzorzec dla wszystkich kobiet, dziewcząt i dziewczynek w tym kraju. Że będą chciały za dużo. Równość dobrze brzmi w konstytucji, ale bez przesady. Przegrało równouprawnienie, różnorodność. Szklany sufit nie został przebity. Nie wszystkie kobiet mają dosyć.

I to jest bardzo zły sygnał. To potwierdzenie zerwania z polityczną poprawnością. To zwycięstwo bigoterii, seksizmu, rasizmu. Niebezpieczeństwo eskalacji agresji wobec mniejszości. Przyzwolenie na wulgarny język, napastowanie, macanie… A także niebezpieczeństwo przejęcia przez konserwatystów kontroli nad Sądem Najwyższym - teraz do obsadzenia jest jedno miejsce, ale Republikanie od wielu miesięcy blokowali nominację dokonaną przez prezydenta Obamę. Dwóch-trzech sędziów jest w mocno starszym wieku, więc istnieje prawdopodobieństwo, że ten prezydent będzie mógł wskazać więcej osób. A wraz z tym pojawić się może niebezpieczeństwo zmiany równościowych decyzji - chodzi o aborcję i małżeństwa jednopłciowe.

Zwłaszcza, że prezydent Trump będzie miał do pomocy - kontrolowany przez Republikanów niedużą, ale jednak większością - Senat oraz Izbę Reprezentantów zdominowaną przez Republikanów.

Wielu zwolenników Trumpa, z którymi rozmawiałam, twierdzi, że wielu swoich zapowiedzi nie wprowadzi w życie. Brzmiały one dobrze w kampanii, i tyle. Więzienie dla Clinton? Dziś dziękował jej za służbę narodowi. Mur na południowej granicy? A kto za to zapłaci…  Prawdopodobnie nie wprowadzi ograniczeń w imigracji na podstawie wyznawanej religii. A pewnie za to zaprosi dziennikarzy, których tak bardzo krytykował, na gwiazdkowe przyjęcie do Białego Domu.

 

A co zrobi Hillary Clinton? Jakie będą jej decyzje? Czekam z niecierpliwością na jej przemówienie, jakie zapowiedziała na dziś.

Od nas wszystkich należy się jej wielkie podziękowanie. Za wytrwałość, za przykład, jaki dała całemu światu. Podziwiajmy Hillary Clinton za silny charakter, niebywałą kondycję.

Szkoda, że nie możemy mówić: Madam President!

 

 

Dorota Warakomska

- korespondencja z USA

 

 

Wyżej zdjęcia, które Dorota zrobiła H. i B. Clintonom w Las Vegas. I drugie, ze sztabu w St. Louis - z przesłaniem Hillary dla dziewczynek, żeby wierzyły, że wszystko jest możliwe. Madam President, wielki szacunek za ciężką walkę, silny charakter i danie wszystkim kobietom wiary, że można!