Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Polityka alimentacyjna - konieczne zmiany i modyfikacje

Dodano: 2 marca 2016

Polityka alimentacyjna - konieczne zmiany i modyfikacje

 

Fakty

Dziecko powinno mieć zapewnione utrzymanie od obojga rodziców. Nawet wtedy, gdy nie żyją już razem. Podstawowe potrzeby dziecka muszą być zaspokojone, a byt dziecka oraz jego opiekuna na godnym poziomie. Jak to wygląda w praktyce?

Nowelizacja kodeksu karnego nakłada na gminy obowiązek zgłaszania dłużników alimentacyjnych do Biur Informacji Gospodarczej. Według danych KRD z lutego 2016 wysokość długów alimentacyjnych, zgłoszonych przez gminy przekroczyła 9 miliardów . Tyle zalegają dłużnicy Funduszowi Alimentacyjnemu, czyli budżetowi państwa. Zaledwie 330 tys. dzieci otrzymuje świadczenia z funduszu alimentacyjnego. Ponad milion dzieci nie otrzymuje (całości lub części) alimentów. Średnie zadłużenie dłużnika to około 30 tysięcy złotych. 96% dłużników to mężczyźni. 13 tys. osób odsiaduje prawomocne wyroki z art. 209 kk za uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego. Tylko 3 tys., czyli 23% osadzonych pracuje w trakcie odbywania kary. Obecnie toczy się ponad 600 tys. spraw komorniczych. Ściągalność długów wynosi zaledwie 16,7%

Opiekunom, którzy nie są w stanie wyegzekwować zasądzonych alimentów, przysługuje świadczenie z funduszu alimentacyjnego (maksymalnie 500 zł miesięcznie). Dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie może jednak przekroczyć kwoty 725 zł netto. Ten, nie podnoszony od uchwalenia ustawy w 2007 roku, próg dochodowy, jest obecnie tak niski, że wystarczy zarabiać niewiele więcej ponad minimalną pensję (1355 zł netto od 2016), by go przekraczać. Zatem niejedna samotna matka z jednym dzieckiem już z tego świadczenia nie skorzysta. Pracowite, zaradne matki, bo to one najczęściej toczą nierówną walkę o alimenty, mają kłopot. Pracujące na dwóch etatach muszą też przed sądem tłumaczyć, czemu zaniedbują dziecko, zostawiając je na cały dzień samo w domu.

Realizatorami świadczenia są ośrodki opieki społecznej, co stawia matki w upokarzającej sytuacji bycia klientką pomocy społecznej. Sam proces wyliczania wysokości alimentów, czyli udowadnianie wydatków, zwłaszcza na leki i rehabilitację chorych dzieci, odbija się nie tylko na zdrowiu dziecka, ale i matki. Wypalenie i depresje to częste konsekwencje zmagania się matek z oporem materii.

Płacący alimenty odliczają sobie na przykład wydatki poniesione w czasie, kiedy dziecko przebywało pod ich opieką, np. na wakacjach. „Kupiłem kurtkę i buty, więc mniej zapłacę w tym miesiącu”. Bywa też tak, że powódka musi przekonywać, że sama nie żywi się z pieniędzy przeznaczonych na żywienie dziecka. Te praktyki wręcz skłaniają powódki do wycofywania pozwów. Zniechęcają do wniesienia pozwu, gdy jest to ponownie konieczne. U niektórych powodują depresje, niezdolność do pracy i długotrwałe leczenie, czego konsekwencje ponoszą wszyscy.

Jak to jest, że państwo, które tak świetnie radzi sobie ze ściągalnością własnych roszczeń, zupełnie nie wykazuje się w przypadku ściągalności alimentów? Z czego wynika ta tak niska skuteczność?

Dłużnicy ukrywają swoje dochody, pracując na czarno, nakłaniając pracodawców do zaświadczania zaniżonych wynagrodzeń lub w ogóle unikają pracy.

Dużą winą obarcza się samo prawo, a dokładnie pojęcie „uporczywości” z art. 209 kk, które dopuszcza dowolną interpretację sądu (Art209. § 1. Kto uporczywie uchyla się od wykonania orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na ...). Dłużnicy płacą alimenty poniżej zasądzonej wartości lub jednorazowo, co dla sądu stanowi brak przesłanki uporczywości i podstawę do umorzenia sprawy. Wystarczy więc płacić regularnie 10 – 50 złotych zamiast zasądzonych 500 lub jednorazowo jakąś sumę, aby praktycznie uniknąć kary. Kara w zawieszeniu zostaje „odwieszona” dopiero po popełnieniu innego wykroczenia przez skazanego. Miesięczne utrzymanie więźnia wynosi 2,5 tys. złotych. Mogłoby te pieniądze trafić do dzieci.

Powódki skarżą się też na czas załatwiania spraw, brak komunikacji między urzędami (ZUS, komornik, sąd), powolny tryb postępowania sądowego, wysokie opłaty. Po stronie pozywających leży obowiązek dowiedzenia, dostarczenia dokumentów, co jest pracochłonne i czasochłonne, a czasem niemożliwe. Pozwany nie stawia się w sądzie. Jego rodzina zataja, gdzie się ukrywa. Nakazuje się matce szukania byłego męża, proponuje się najęcie detektywa. Prokuratura odmawia wystawienia listu gończego ze względu na niską szkodliwość czynu. Zapomina się o instytucji Europejskiego Tytułu Egzekucyjnego dla roszczeń bezspornych w wypadku dłużników przebywających na terenie UE. Brak jest umów z państwami spoza Unii Europejskiej. Kobieta, która ledwie wiąże koniec z końcem, niejednokrotnie spłaca długi byłego męża, zmuszona jest wnieść wysokie opłaty sądowe.

Dużo jest skarg na wrażliwość sędziów rodzinnych, kobiet-sędziów, bo to sfeminizowany zawód. Być może to skutek negatywnego naboru, gdyż nie ma wielu chętnych, aby zostać sędzią rodzinnym. Komornikom ściągać długi alimentacyjne się nie opłaca – za niskie stawki. Dlatego tak trudno wyegzekwować to, co należy się dzieciom.

Przyjrzyjmy się zjawisku od strony społecznej. Dlaczego tak łatwo w naszym kraju okradać własne dziecko? Przyzwolenie społeczne zwalnia dłużnika z poczucia winy. Otoczenie nie wyklucza go, wręcz ułatwia mu uchylanie się od obowiązku łożenia na własne dziecko. Pracodawcy zaniżają oficjalne wypłaty lub zatrudniają na czarno. Rodziny pomagają się ukrywać, nie świadczą uczciwie w sądzie na korzyść dzieci. Rzadko się zdarza, że biorą na siebie jego zobowiązania, za to ze zrozumieniem „przejmują” jego majątek, tak, że wszelkie egzekucje są bezskuteczne.

Co można poradzić? Co najbardziej doskwiera, co naprawić w pierwszej kolejności?

Sprawa najpilniejsza to skrócenie procedur. Kwota minimum powinna być zasądzana przy rozwodzie bez konieczności dowodzenia w sądzie.

Warto wprowadzić obligatoryjną mediację. Mediatorzy rodzinni, będący do dyspozycji sędziów pomagaliby ułożyć stosunki po rozwodzie, tak aby alimentację odciąć od spraw wychowawczych. Konieczna jest bowiem zmiana nastawienia, tak aby odwieść partnera od pomysłu niepłacenia dla zemsty lub manipulacji. Nazywając rzecz po imieniu, brak alimentacji to w myśl przyjętej Konwencji Antyprzemocowej przemoc ekonomiczna. Świadomość jej popełniania jest w naszym społeczeństwie, ale też u sędziów, niedostateczna.

Warto angażować w większym stopniu nie tylko drugiego opiekuna i ale też dziadków w opiekę nad dziećmi. Warto stworzyć warunki, aby byli bliżej dziecka, wprowadzić opiekę naprzemienną, jeśli oczywiście nie godzi to w dobro dziecka.

Dopiero, kiedy emocje opadną i wytworzy się, może nie przyjazna, ale chociaż neutralna atmosfera, można rozpocząć proces ustalania wysokości alimentów. Sąd badałby dwa elementy: usprawiedliwione potrzeby dziecka i możliwości płacącego alimenty.

Jeśli chodzi o kary dla dłużników, to dążyć należy raczej do sprawiedliwości naprawczej, na pewno nie do kary pozbawienia wolności. Dozór elektroniczny dłużnika pozwalałby monitorować, czy i gdzie pracuje na czarno oraz jak wywiązuje się z obowiązku pracy zasądzonej przez sąd. Jeśli chodzi o osadzonych w zakładach karnych, to ze względu na stały problem braku miejsc pracy dla więźniów, warto wprowadzić pierwszeństwo zatrudnienia dla dłużników alimentacyjnych.

Na pewno konieczne jest podniesienie progu dochodowego, o którym mowa wyżej. Od dochodu należałoby odjąć zobowiązania, jakie ma opiekun, np. stałe wydatki na opiekę nad dzieckiem przewlekle chorym. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Spełecznej zapewnia, że 500 zł z programu 500+ nie będzie wliczane do dochodu. Istnieje jednak obawa o lawinę pozwów o obniżenie wysokości alimentów.

Wypłatę z funduszu należałoby traktować nie jako zasiłek na dziecko, ale ścisłą pożyczkę dla dłużnika. Państwo powinno gwarantować część nieściągalną. Są też pomysły, aby fundusz skomercjalizować.

Warto zainicjować kampanię społeczną, mającą na celu zmianę postrzegania alimenciarzy, tak aby negatywna opinia otoczenia dopingowała ich do regularnego płacenia (o poruszenie sumień trudniej). Ważne jest, aby uświadamiać, jak wielką szkodę wyrządzają, nie tylko dzieciom. Mowa tu o wielu negatywnych skutkach: utracie zdrowia, wzroście ubóstwa, wykluczeniu społecznym, rozroście szarej strefy, oszukiwaniu fiskusa. Koszty społeczne ponosimy wszyscy.

 

Opracowała Ewa Maciąg

 

na podstawie konsultacji społecznych, zorganizowanych przez posłankę Nowoczesnej, Ewę Lieder, 17 lutego 2016 w Sejmie RP. W konsultacjach głos zabrały przedstawicielki i przedstawiciele takich organizacji jak: Stowarzyszenie Dla Naszych Dzieci, Instytut Spraw Publicznych, Kongres Kobiet, Nowoczesna.pl oraz prawniczki, pracownice opieki społecznej oraz matki, walczące o alimenty i płacący alimenty ojciec.