Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Po wyborach – oświadczenie Kongresu Kobiet

Dodano: 29 października 2015

Wybory zakończone. Polacy i Polki wybrali/wybrały takich przedstawicieli i przedstawicielki, jakich chcieli. Co prawda w parlamencie znalazły się osoby, które miały zaledwie tysiąc głosów, a nie znalazły się takie, które miały kilkadziesiąt tysięcy, ale taki już mamy system wyborczy i na razie lepiej go nie zmieniać na JOWy, które obowiązują w Senacie, a którego dzisiejszy kształt jest dramatycznie jednostronny: są w nim tylko dwie partie i tylko trzynaście kobiet. Cóż to za reprezentacja?!

W Sejmie mamy ponad 27 proc. kobiet – to nieco więcej niż w poprzedniej kadencji, co pokazuje, że sukces Kongresu Kobiet, który polegał na wprowadzeniu kwot i upominaniu się o kobiety w polityce, będzie rozłożony na lata. Gdyby udało nam się wprowadzić parytet i suwak, polski parlament mógłby wreszcie wyglądać normalnie, to znaczy jako rzeczywista reprezentacja kobiet i mężczyzn, a nie – ciągle – jako ciało patriarchalne.

Kongres kobiet wprowadził do sfery publicznej nie tylko kwoty i problematykę kobiecą, ale uwidocznił ów banalny fakt, że kobiety, prócz praw, mają ambicje polityczne, dobre przygotowanie, że są aktywne, pracowite, skuteczne. Kongres Kobiet wprowadził „modę na kobiety” w polityce, nawet wśród tych partii, które na wszelkie sposoby odżegnują się od feminizmu. Gdyby nie Kongres Kobiet, nie było by Ewy Kopacz, a zamiast Beaty Szydło oglądałybyśmy premiera Glińskiego. Nie byłoby też 27 proc. kobiet w Sejmie.

Niestety tylko niewielka liczba parlamentarzystek i parlamentarzystów zna i jest gotowa bronić praw kobiet w Sejmie. Bardzo niewielka liczba zna i jest gotowa walczyć o postulaty Kongresu Kobiet. Musimy więc walczyć o nie same. Mamy już jednak tę walkę we krwi. Damy radę.

Sejm tej kadencji jest jak statek przeraźliwie przechylony na prawą burtę, choć jego kapitanowie będą utrzymywać, że jest to naturalne, zgodne z wolą ludu i samego Boga. W programach PiS i innych prawicowych partii nie ma programu dla kobiet. Nie ma problemu ich praw. W centrum politycznej troski nowej władzy będzie tradycyjna rodzina (z akcentem na „tradycyjna”). Kobiety stracą swoją podmiotowość, a na pewno polityczne zainteresowanie ich problemami. PiS nie zamierza zwiększać ilości żłobków i przedszkoli, a jego „polityka socjalna” zredukowana będzie do populistycznych i kosztownych prezentów, takich jak legendarne „500 zł na dziecko”. Ideologia PiS opiera się na religijnym przekonaniu, że powołaniem kobiety jest dom, wychowanie i nieodpłatna praca na rzecz rodziny. Kobiety więc programowo będą wypadać z rynków pracy (PiS będzie mógł się wtedy pochwalić spadkiem bezrobocia, bo wierzy, że miejsca kobiet zajmą mężczyźni). Jeśli uda się zmienić wiek emerytalny, to niewielka, naliczona składka spowoduje, że kobiety będą materialnie zależne od mężczyzn (bo państwo nie ma dla nich żadnej oferty na starość).

W tej sytuacji mamy wiele powodów, by mobilizować się poza polityką. Jak zawsze! Mamy niewielką reprezentację parlamentarną, co znaczy, że musimy wzmacniać się same: pracą w obrębie samorządów, w obrębie regionalnych kongresów kobiet, lokalnych wspólnot, organizacji pozarządowych… – gdzie i jak się da!

Nie jest bowiem prawdą, że prawa kobiet raz zdobyte są zdobyte po wsze czasy. Historia nie zawsze idzie do przodu. Praw trzeba stale bronić, a o władzę się nie prosi – bierze się ją. Za trzy lata wybory samorządowe, za cztery parlamentarne. Przyszłość należy do kobiet!