Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Mowa nienawiści wobec kobiet

Dodano: 7 listopada 2016

Mowa nienawiści wobec kobiet

Tekst wystąpienia wygłoszonego podczas konferencji „Społeczny i prawny wymiar mowy nienawiści w Internecie” zorganizowanej 5 listopada 2016 r. przez Zespół ds. Kobiet przy Naczelnej Radzie Adwokackiej

Tematem mowy nienawiści wobec kobiet zainteresowałam się na początku 2015 r., kiedy trafiłam na raport Dunji Mijatović, przedstawicielki OBWE ds. wolności mediów. Mijatović zwracała uwagę na problem rosnącej liczby gróźb o charakterze seksualnym (w tym gróźb gwałtu) formułowanych w internecie pod adresem dziennikarek i blogerek. Wyniki pilotażowego badania przeprowadzonego przez jej biuro pokazały, że większość dziennikarek aktywnych w sieci była ofiarami internetowych ataków.

Problem szeroko rozumianej mowy nienawiści wobec kobiet w internecie występował także w Polsce, o czym świadczy m.in. skarga skierowana w 2014 r. przez Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego do Komitetu ds. Eliminacji Dyskryminacji Kobiet. Skarga dotyczyła pochwalania przemocy wobec kobiet.

Niedawno fale hejtu wylały się na kobiety w związku z kryzysem uchodźczym – aktywistki i obrończynie praw człowieka, które zabierały głos w debacie publicznej, były ofiarami licznych ataków, a ostatnio w związku z czarnym protestem i dyskusją na temat aborcji.

Trzeba podkreślić, że internetowy hejt nie dyskryminuje – ofiarami ataków są zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nękanie kobiet przybiera jednak specyficzny charakter, często ma podtekst seksualny, dotyczy sfery prywatnej i intymnej. Kobiety częściej atakowane są za to jak wyglądają, krytykowane i ośmieszane są ich ciała i seksualność.

Ataki skierowane w kobiety przybierają różne formy: seksistowskich komentarzy, zawstydzania kobiet z powodu zachowań uważanych przez atakującego za wyuzdane lub niemoralne (ang. slut-shaming), niechcianego zainteresowania o charakterze seksualnym, stalking, gróźb gwałtu, tzw. porno-zemsty (ang. revenge-porn) czyli publikacji intymnych materiałów dotyczących byłej partnerki bez jej zgody, czy też pochwalania przemocy wobec kobiet. Wśród nich znajdują się zarówno zachowania prymitywne i obraźliwe, jak i takie które wyczerpują znamiona przestępstwa. Tak jest w przypadku stalkingu, porno-zemsty, gróźb czy też nawoływania lub pochwalania przemocy.  

Bez względu na formę ataków, ich cele są podobne – upokorzyć, uprzedmiotowić lub ośmieszyć kobiety, zniszczyć ich reputację, podważyć pozycję, umiejętności i opinie, zastraszyć, sprawić, że będą się czuły bezbronne. Innymi słowy ukarać je za to, że ośmieliły się zabrać głos w publicznej debacie, przekroczyć granicę tradycyjnie przypisywanych im ról, odniosły sukces albo chcą aktywnie działać w sferze publicznej

Ataki mają różne skutki. Po pierwsze, niektóre kobiety, w obawie o bezpieczeństwo swoje lub swoich bliskich, przestają wypowiadać się publicznie. W efekcie głosy kobiet, których i tak często w debacie publicznej brakuje, stają się jeszcze słabiej słyszalne. Ataki wywołują również negatywne skutki psychologiczne, wzbudzają niepokój, prowadzą do spadku poczucia wartości, a niekiedy nawet do stanów depresyjnych. Ponadto wiążą się z wydatkami – kosztami procesu sądowego albo instalacji zabezpieczeń technicznych.

Konsekwencje seksistowskiej mowy nienawiści są często bagatelizowane – w opinii prof. Danielle Citron z Uniwersytetu Maryland, osoby nękające wciąż często są uważane za „niedojrzałych błaznów,” z kolei ofiary to „przewrażliwione marudy”.

Na bagatelizowanie skutków mowy nienawiści zwracają także uwagę przedstawiciele organizacji międzynarodowych zajmujących się prawami człowieka. Thorbjørn Jagland, sekretarz generalny Rady Europy mówi: „seksistowska mowa nienawiści ma druzgocące skutki dla dziewcząt i kobiet, ale nie jest traktowana poważnie, uważa się ją za mniej dotkliwą niż inne rodzaje mowy nienawiści”. Podobnie Snežana Samardžić-Marković, dyrektorka generalna ds. demokracji Rady Europy, zwraca uwagę, że mowa nienawiści skierowana wobec mniejszości etnicznych lub grup religijnych słusznie wywołuje oburzenie i może podlegać sankcjom karnym; jednocześnie seksistowska mowa nienawiści często tratowana jest albo jako coś normalnego, albo w kategoriach żartu.

Jak wiadomo, dużą rolę w reagowaniu i niwelowaniu skutków hejtu odgrywają pośrednicy, czyli dostawcy usług internetowych. Niektórzy z nich wprowadzają mechanizmy mające na celu zapobieganie lub skuteczniejsze zwalczanie nękania i molestowania seksualnego, do którego dochodzi w internecie. Na przykład zgodnie z zasadami korzystania z Facebooka, serwis nie toleruje „nękania i prześladowania” i „usuwa treści wymierzone w osoby prywatne z wyraźnym zamiarem ich poniżenia lub zawstydzenia”.

To, na ile tego typu deklaracje mają realny wpływ na funkcjonowanie serwisów internetowych, jest jednak uzależnione od faktycznego zaangażowania w zwalczanie problemu i przypisywanej mu wagi, egzekwowania przez organy państwa prawnych obowiązków spoczywających na pośrednikach, a przede wszystkim presji społecznej.

W raporcie „Internet intermediaries and violence against women”, przygotowanym przez Association for Progressive Communication (APC), opisano kilka cech charakterystycznych, które można dostrzec w sposobie, w jaki Facebook, Twitter i YouTube podchodzą do problemu nękania kobiet w sieci. Jednym z głównych wniosków płynących z raportu jest to, że firmy przejawiają niechęć do zajmowania się tym tematem, dopóki w wyniku skandali, głośnych spraw albo kampanii społecznych nie zaczną go postrzegać jako kwestii wizerunkowej.

Kampanią, dzięki której Facebook zmienił swoją politykę i zaczął skuteczniej egzekwować deklarowane zasady, była akcja zorganizowana pod hasłem „#FBRape”. Została zainicjowana w odpowiedzi na brak zaangażowania serwisu w usuwanie treści, które pochwalają przemoc wobec kobiet i dziewcząt. W ramach kampanii skutecznie apelowano do reklamodawców o wycofanie z Facebooka reklam. Organizatorki akcji zwracały uwagę, że reklamy wielokrotnie były widoczne obok obraźliwych treści i mogły być z nimi kojarzone.

Stosunkowo nowym zjawiskiem są oddolne ruchy i kampanie, których celem jest wsparcie ofiar albo napiętnowanie i ośmieszanie autorów hejtu. Jedną ze strategii niwelowania skutków albo opanowywania spustoszenia jakie sieje internetowy hejt jest skierowanie w stronę ofiary fali życzliwości i stosowanie tzw. „counter speech” – czyli wypowiedzi, które mają pozytywny przekaz. Taki cel przyświeca np. platformie HeartMob (iheartmob.org).

Druga, bardziej kontrowersyjna metoda, to potępienie sprawców poprzez dalsze upublicznienie ich wizerunków i obraźliwych wypowiedzi. W tym kontekście powstaje pytanie – czy można swobodnie dysponować zdjęciami i komentarzami opublikowanymi na portalu społecznościowym?

W tym roku hejt wobec kobiet po raz pierwszy został uwzględniony w badaniach sondażowych na temat mowy nienawiści prowadzonych przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego. Publikacja raportu zaplanowana jest na luty 2017 r. Z jednej strony cieszy dostrzeżenie problemu, jednocześnie taka decyzja podjęta przez badaczy świadczy o rosnącej skali problemu. Dlatego tak ważne jest, żeby współpracować i na bieżąco reagować na sytuacje, kiedy kobiety stają się ofiarami internetowych ataków. Co możemy zrobić? Po pierwsze powinniśmy dokumentować i analizować takie przypadki, po drugie wspierać ofiary, po trzecie zrobić wszystko, żeby sprawcy zostali pociągnięci do odpowiedzialności. W przeciwdziałaniu mowie nienawiści wszyscy – zarówno aktywiści, badacze, prawnicy jak i inne osoby, które są świadkami nękania kobiet w sieci – mają rolę do odegrania. 

Zuzanna Warso

Helsińska Fundacja Praw Człowieka