Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Marsz to początek rewolucji! Jesteśmy silne razem!

Dodano: 23 stycznia 2017

Marsz to początek rewolucji! - Dorota Warakomska z Waszyngtonu

 

Choć byłam 11 godzin na nogach, wystałam się w tłumie i przeszłam kilometry, myśląc, że umrę ze zmęczenia, to powiem Wam – warto było!

Waszyngtoński Marsz Kobiet był największą taką manifestacją w historii i zdecydowanie uważam, że przyćmił piątkową inaugurację 45. prezydenta. Było pokojowo – nie doszło do żadnych zakłóceń ani starć, nie było żadnych problemów. Organizatorki przygotowały się na 200-250 tys. osób uczestniczących, tymczasem w Wydarzeniu wzięło udział nawet milion osób – specjaliści od ustalania liczby osób na podstawie zdjęć, cytowani przez "New York Times", twierdzą, że w Marszu Kobiet na Waszyngton wzięło udział trzy razy więcej osób niż w inauguracji 45. prezydenta. Byłam, widziałam – ludzi było tak dużo, że uczestniczki i uczestnicy Marszu zajęli całą jego trasę. Start był w pobliżu Kapitolu, koniec w pobliżu Białego Domu. Więc gdy Marsz miał wystartować, to właściwie nie miał dokąd iść. Policja zamknęła dla ruchu całe centrum miasta, tłum rozlał się po wszystkich ulicach.

Celem Marszu i poprzedzającej go manifestacji, było pokazanie, że kobiety mają swoje zdanie. I chcą być słyszane. Uważają, że różnorodność jest siłą. Marsz był dla i w imieniu każdej osoby, niezależnie od płci i tożsamości płciowej, która uważa, że prawa kobiet są prawami człowieka.

To wielkie zgromadzenie było pokazaniem solidarności, bo kobiety upomniały się o prawa innych grup: LGBTQ, imigrantów, Muzułanów, osób niepełnosprawnych… Mowa była także o równych płacach dla kobiet, finansowaniu opieki medycznej, ochronie zdrowia. I o edukacji. O niezgodzie na seksizm, rasizm, ksenofobię.

Poza Marszem w Waszyngtonie wydarzenia solidarnościowe odbyły się we wszystkich 50 stanach i ponad 30 krajach na świecie. W sumie ponad 600 zgromadzeń!

Nie da się nie odnotować gwiazdorskiej obsady manifestacji – i nie chodzi tu tylko o gwiazdy showbiznesu, ale o ikony feminizmu – znane i szanowane, jak Gloria Steinem i Angela Davis. Piosenkarki: Madonna ("Bóg nie wygrał wyborów"), Alicia Kyes, aktorki: Scarlet Johanson, America Ferrera i Ashley Judd – ich przemówienia były naprawdę przejmujące. (Wiele linków w postach na FB). Występowały też aktywistki – Muzułmanki, Latynoski, Czarnoskóre, przestawicielki środowisk LGBTQ. Ale też polityczki – świeżo wybrane senatorki – z Kalifornii Kamala Harris i z Illinois Tammy Duckworth – obydwie wygłosiły płomienne mowy. Brawo! Będzie o nich na pewno głośno w tej kadencji. Hillary Clinton nie było, napisała Tweeta z podziękowaniem za zorganizowanie i obecność na Marszu oraz za reprezentowanie wartości, które są teraz ważne jak nigdy dotąd. "Jesteśmy silne razem!”

Gloria Steinem, mówiła o zmianie, jaka zachodzi w kobietach: „Nigdy nie będziemy już takie same, bo jesteśmy razem". Mówiła o siostrzanych protestach w Niemczech („Niemki dobrze wiedzą, że budowanie murów nic nie daje”) i w Polsce („Patrzmy na Polskę, kobiety w masowym proteście zatrzymały zaostrzoną ustawę antyaborcyjną”). I jeszcze: „Konstytucja nie zaczyna się od słów: Ja, Prezydent, tylko: My, Naród"!

Większość uczestniczek i niektórzy uczestnicy Marszu mieli na głowach różowe czapeczki z kocimi uszami, tzw. pussy hats – chodzi o grę słów, bo tym samym słowem co kotek określa się intymne części ciała kobiety (krocze mówiąc w skrócie), za które łapał kobiety Donald Trump. Mówił o tym w nagraniu, które ujawniono w październiku. Stąd kocie uszka i różowy kolor. Czapki w większości były własnoręcznie robione na drutach! Powstał nawet specjalny projekt pussyhatproject.com

Dzięki temu tłum był kolorowy, różowy, tryskający dobrą energią.

Na waszyngtoński Marsz stawili się też mężczyźni, niektórzy w różowych czapkach – nieśli plakaty i transparenty. Z napisami, np. „Moja żona jest wkurzona”, „Ożeniłem się ze złą kobietą” (Nasty Woman” – patrz mój wpis), i bardziej neutralnymi: „Równe prawa dla wszystkich”, „Prawa kobiet prawami człowieka”. Był też taki: „Jestem dumny, że urodziła mnie i wychowała silna kobieta”.

Mężczyźni występowali też na scenie. Najbardziej praktyczne rady, a właściwie wskazówki i to nie tylko dla kobiet dawał reżyser Michael Moore: – Codziennie, każdego dnia, zwłaszcza w pierwszych stu dniach rządzenia Trumpa – dzwońcie do swoich kongresmenów i do swoich kongreswomenek, mówiąc im o tym, na czym wam zależy. Gdy dzieje się coś niepokojącego, dzwońcie kilka razy dziennie. Poza tym – apelował – angażujcie się, wspierajcie organizacje pozarządowe i zapisujcie się do stowarzyszeń. Kolejna rzecz – organizujcie własne grupy działania – przyjaciół, rodzinę – tak, by moc szybko reagować, przedsięwziąć akcję, jeśli potrzeba. No i wreszcie – mówił Moore – kandydujcie, nie bójcie się, nie wstydźcie, kandydujcie najpierw na mniej eksponowane stanowiska, by zdobyć doświadczenie, a potem sięgajcie po coraz ważniejsze stanowiska i funkcje.

ASHLEY JUDD – aktorka i działaczka społeczna – porwała tłum przemówieniem "Nasty Woman". Dla niezorientowanych: "nasty" po angielsku znaczy "zły, brzydki, wstrętny, paskudny, obrzydliwy". “Such a nasty Woman” – tak Donald Trump powiedział o Hillary Clinton w kampanii wyborczej, podczas ostatniej, trzeciej, debaty prezydenckiej w Las Vegas. Media społecznościowe w mig podchwyciły "Nasty Woman" jako określenie samodzielnych, walczących o swoje prawa kobiet. Wpisom sygnowanym #IAmANastyWomanBecause towarzyszyły wezwania do solidarności kobiet, apele o prawa dla środowisk LGBTQ, równość rasową, prawa reprodukcyjne, lepszą edukację i – oczywiście – prawo kobiet do sięgania po najwyższe stanowiska, także zasiadania w Białym Domu.

SCARLETT JOHANSSON wygłosiła świetne przemówienie o edukacji seksualnej, planowaniu rodziny, aborcji i działalności „Planned Parenthood”. To organizacja działająca na rzecz praw reprodukcyjnych, promująca świadome rodzicielstwo, edukację seksualną oraz dostęp do antykoncepcji i legalnej aborcji. Zarządza też jedną z największych sieci klinik, diagnozujących choroby weneryczne i przeprowadzających zabiegi związane z aborcją. Finansowana jest z datków prywatnych oraz z pieniędzy publicznych. Republikanie chcą zatrzymać jej finansowanie z budżetu, m.in. likwidując tzw."Obamacare", czyli Affordable Care Act.

MADONNA wystąpiła na samo zakończenie manifestacji. Jej pojawienie się było dla uczestniczek niespodzianką. „Czy jesteście gotowe wstrząsnąć światem?“ – zaczęła i apelowała o „rewolucję miłości” oraz przeciwstawienie się nowej erze tyranii, która zagraża nie tylko kobietom, ale i innym marginalizowanym środowiskom. Nie przebierając w słowach, powiedziała, co myśli o prezydenturze Donalda Trumpa. Bardzo słusznie zauważyła, że kobiety w USA żyły w letargu podczas przyjaznych rządów Baracka Obamy. – Marsz Kobiet na Waszyngton to dopiero początek rewolucji, walki o prawo kobiet do równego traktowania – mówiła. – Siłą jest nasza jedność.

Zgodnie z tym, co powtarzała większość przemawiających – Marsz był początkiem. Teraz trzeba przystąpić do działania. Każda uczestniczka Marszu mogła wysłać smsa pod specjalny numer, by włączyć się do sieci aktywistek. Każda z nas, bez względu na to, czy w Waszyngtonie, czy w Warszawie, może swoimi działaniami wiele zmienić. To ważne.

 

Dorota Warakomska

z Waszyngtonu

 

fot. Autorka tekstu