Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Mama, tata, alimenty - relacja z sesji na VII Kongresie Kobiet

Dodano: 6 października 2015

Prowadzenie: Agnieszka Graff. Udział: Iwona Janeczek – Stowarzyszenie Dla naszych Dzieci, mama trójki dzieci; Anita Kucharska-Dziedzic – wykładowczyni akademicka, prezeska Lubuskiego stowarzyszenia na rzecz Kobiet BABA; Wanda Nowicka – Wicemarszałkini Sejmu RP; Monika Janus – Rzeczniczka Krajowej Rady Komorniczej, Elżbieta Korolczuk – wykładowczyni Gender Studies, publicystka, pisarka oraz Grzegorz Wrona – adwokat specjalizujący się w prawie przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

Po wprowadzeniu w temat najważniejszych zagadnień dotyczących dzieci, rodziców, ich rodzin i praw Agnieszka Graff postawiła pierwszy postulat – opłacanie pracy domowej kobiet, choćby w postaci regulowania składek (pełnych lub częściowych). Prowadząca sesję stwierdziła też, że jakość opieki przedszkolnej i żłobkowej jest w naszym kraju najgorsza w Europie. Sytuacja kobiet w pracy też rodzi wiele problemów – podczas rozmów kwalifikacyjnych wciąż są one pytane o plany macierzyńskie, pracują na tzw. umowach śmieciowych i często są zwalniane zaraz po porodzie. Te natomiast, które pracują na działalności gospodarczej – mimo, że płacą podatki - traktowane są podejrzliwie, jak ,,wyłudzaczki”. De facto są one odcinane od urlopu macierzyńskiego, na który przecież zapracowały. Zmiany w tej kwestii zachodzą powoli, państwo powinno więc tym bardziej wspierać aktywne ojcostwo i przeciwdziałać przemocy domowej. – To nie męskość jest w kryzysie, tylko patriarchat – o współczesnych mężczyznach mówiła Agnieszka Graff.

Podczas sesji na temat alimentów przytoczono szokujące dane: prawie 250 tys. dłużników alimentacyjnych zalega na 5 mld zł wobec miliona dzieci. Średnia zaległość to 28 tys. zł. Niestety tylko wobec 14 proc. dłużników udaje się prowadzić skuteczną egzekucję.

Przeprowadzane obecnie postępowania w przypadku dłużników alimentacyjnych wiążą ręce wszystkim, tylko nie im samym. Bo wyrok sądu nakładający na rodzica obowiązek alimentacyjny nie gwarantuje jego wykonania. Podstawą działań wobec dłużnika jest art. 209. Kodeksu karnego: Art. 209. § 1. Kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Gdy zobowiązany rodzic nie wykonuje wyroku sądowego, drugi rodzic zgłasza sprawę do prokuratury. Jednakże słowo „uporczywie” to pierwsza – choć nie jedyna – ,,furtka” dla alimenciarzy. 10 zł raz w miesiącu (lub jakakolwiek inna symboliczna kwota) przelana na konto jest w stanie przekonać sąd, że uporczywość nie zachodzi. I sprawa zostaje umorzona.

Kolejnym krokiem jest udanie się do komornika, którego nie problem oszukać. Alimenciarze prezentują szeroką gamę kreatywnego zarządzania majątkiem. Np. większą część wynagrodzenia odebierają ,,pod stołem”, oficjalnie zarabiając najniższą krajową pensję. Częstym zabiegiem jest też praca w szarej strefie – z tego wynagrodzenia komornik nie ściągnie ani złotówki. Mieszkanie, samochód, działka, majątek nagle znikają rozdysponowane po okazującej wsparcie i zrozumienie rodzinie. Komornik szuka majątku, pisze pisma, rozmawia z dłużnikiem, który przecież niczego nie posiada, i… rozkłada ręce.

Ponowne składanie sprawy do prokuratury (gdy nie wpływa choćby i te 10 zł przez 6 miesięcy) lub pozywanie o alimenty rodziny dłużnika rozbija się o kolejną ,,furtkę” w przepisie – stwierdzenie: „naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych”. Ile czasu, nerwów i zachodu wymaga udowodnienie, że dziecko je, pije lub nosi ubrania, wiedzą tylko te osoby, które musiały takie zaświadczenia (najlepiej z paragonami) składać w sądzie. Formuła, która właściwie nie jest możliwa do spełnienia, pozwala raz jeszcze umorzyć sprawę. Przywrócony do życia w 2007 r. Fundusz Alimentacyjny za dłużnika wypłaca alimenty i zajmuje się ich późniejszym egzekwowaniem. Jednakże podstawa prawna działania tej instytucji jest tak skonstruowana, by alimentów wypłacać jak najmniej. W 2007 r. wprowadzony został próg dochodu na osobę w rodzinie, który wynosi 725 zł, i kwalifikuje do wypłaty alimentów. Od czasu wprowadzenia suma ta nie była ani razu rewaloryzowana. Alimenty odbiera z Funduszu ponad 300 tys. dzieci. Dzieci ,,spoza kryterium” nie dostają żadnego wsparcia, a najwięcej jest jednak tych, których dochód rodzica przekracza 725 zł na osobę.

Anita Kucharska-Dziedzic zwróciła uwagę, że problem nie dotyczy odosobnionej grupy tylko całego społeczeństwa. Wspólnie składamy się na podatki, z których wypłacane są alimenty z Funduszu. Jednocześnie w społeczeństwie istnieje przyzwolenie na niepłacenie alimentów, na okradanie własnych dzieci, cwaniactwo, ukrywanie dochodów i przemoc ekonomiczną. Jest to jedno z najgorszych przestępstw, jakie rodzic może popełnić – przestępstwo wymierzone we własne dziecko.

– Solidarność z silniejszymi jest łatwa. Solidarność ze słabszymi wymaga odwagi! – mówiła Anita Kucharska.
 

Kolejna panelistka, Iwona Janeczek, opowiedziała o celach działania swojego stowarzyszenia, które przeciwdziała milczeniu i przyzwoleniu na niepłacenie alimentów. Organizacja stawia sobie za zadanie poruszanie tego problemu w mediach i w Sejmie – m.in. przy pomocy kampanii społecznych. Panelistka scharakteryzowała reakcję społeczeństwa –  rodzina dłużnika (w szczególności rodzice i partnerka), a także pracodawca, sąd, prokuratura i policja okazują alimenciarzowi aktywne wsparcie. – Dlaczego dłużnicy nie płacą? Bo mogą to robić! Lobby sprawców jest silniejsze niż lobby ofiar! – przekonywała.

Iwona Janeczek przedstawiła następnie najczęstsze typy alimenciarzy:

  1. niezaradny Piotruś Pan
  2. ,,nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”
  3. cwaniak przepisujący majątek na akceptującą ten proceder rodzinę.

Panelistka zwróciła się w końcu do obecnych na sali policjantek, pytając, dlaczego nagminnie umarza się śledztwa z artykułu 209. KK? – Tam jest kryterium oceny ”uporczywość” i „niezaspokojenie podstawowych potrzeb” dziecka. Proszę mi powiedzieć, która matka nie zaspokoi podstawowych potrzeb swojego dziecka?! – dopytywała.

Iwona Janeczek też postulowała zniesienie progu 725 zł, który wypacza ideę Funduszu jako instytucji od alimentów (a nie od zasiłków).

Następnie głos zabrała wicemarszałkini Wanda Nowicka, która doceniła wolę walki i samoorganizację kobiet. Zwróciła uwagę, że to nie opiekujący się rodzic ma być detektywem i doszukiwać się majątku dłużnika – to jest rolą państwa.

Kolejna panelistka, Monika Janus – Rzeczniczka Krajowej Rady Komorniczej powiedziała, że czuje się współodpowiedzialna za brak działania państwa, i uświadomiła, że państwo jest na tyle silne, na ile jest skuteczne. Jednocześnie komornicy traktują sprawy alimentacyjne jako trudne i nieopłacalne, a ich podejście i nieustępliwość były by kluczowe dla sprawy. W Krajowej Radzie Komorniczej prowadzone są szkolenia dla młodych prawników i prawniczek, by uświadomić im wagę problemu.

Za każdym razem trzeba udowadniać, że dziecko je, uczy się, ma książki. A jeśli się tego nie udowodni, to dziecko nie je?! – następny głos zabrał adwokat Grzegorz Wrona, który kpił z nieudolności sądów. Przybliżył też punkt widzenia dłużnika, który alimenty odbiera jako krzywdę i niesprawiedliwy przymus. Zaproponował wprowadzenie minimalnej kwoty alimentów, dodając, że kłótnie o 100 czy 200 zł są bezzasadne i upokarzające, gdyż i tak takie pieniądze nie pozwolą utrzymać dziecka. Trzeba by było doprowadzić do sytuacji, w której alimenty opłacałoby się płacić i – z drugiej strony – nie dałoby się ukryć zaległości. Musimy zdać sobie sprawę, że niezapłacone alimenty przekładają się na cierpienie dzieci.

Anita Kucharska-Dziedzic także przybliżała sposób myślenia dłużników alimentacyjnych, którzy uważają, że spłodzenie dziecka to wystarczający ,,dowód miłości’’. Uciekają od tematu pieniędzy i byłych partnerek, które według stereotypu mają w sobie posłannictwo do macierzyństwa i darmowej pracy. Panelistka zaproponowała, by alimenciarze wzięli na własne barki ciężar wychowania dziecka – problem rozwiązałby się od razu, przy czym okazałoby się, że ani za 100, ani nawet za 1000 zł nie da się go utrzymać. Postulowała również zmianę prawa, które tworzone przez ludzi może być także przez nich zmieniane.

Ewa Mrozowicz