Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Loading

Macano za Gierka i za Jagiełły, maca się za Kaczyńskiego

Dodano: 13 grudnia 2017

Prof. Magdalena Środa

Gazeta Wyborcza, 13.12.2017

Losy akcji #MeToo są w Polsce równie złożone jak losy polskiej duszy. Choć może „złożoność” nie jest najlepszym określeniem. Raczej irracjonalność. Okazało się, że ofiarami akcji są między innymi panowie z lewicy, ostatnio z Uniwersytetu Warszawskiego. Niesie się więc krzyk: #MeToo atakuje nie tych, co trzeba.

Jeśli ktoś jest seksistą, to nawet będąc feministą, profesjonalistą lub intelektualistą, jest seksistą. Seksizm występuje wszędzie tam, gdzie mężczyźni mają władzę nad kobietami. A gdzie jej nie mają? Molestują w biurze i w szkole, na uczelni i w Sejmie, w mediach i korporacjach, w autobusach i na przyjęciach, ci z lewa i z prawa. Tylko prawacy są dodatkowo przekonani, że takie ich prawo i taka tradycja: macano za Gierka i za Jagiełły, maca się za Kaczyńskiego. Poza tym Kościół seksizmu nie zabrania, a większość kobiet zdaje się seksizm lubić, więc nie ma co z tym walczyć. Więc prawica z seksizmem nie walczy. I rzeczywiście – wiele kobiet seksizmu nie widzi, bo do niego przywykło, tak jak przywyka się do cyklicznych przeziębień, ulicznego chamstwa i własnej niemocy.

Później zaczęto pytać: czy seksistów karać? Jeśli wykładowca pozwala sobie na seksistowskie sformułowania i dowcipy – to jak to robić i czy w ogóle? Nawet ofiary się przejęły i nieco przestraszyły. Bo kobiety – jak wiadomo – wydzielają z siebie troskę jak pszczoła miód i często wolą pozostać ofiarą, niż stać się sprawczynią czyjejś krzywdy, choćby krzywda była jak najbardziej zasłużoną karą.

Kilka dni temu pojawił się na Facebooku zarzut, że #MeToo „ogranicza wolność seksualną”. Kuriozalne. To jakby powiedzieć, że zakaz bicia podwładnych jest ograniczaniem wolności ruchu przełożonego. Seksizm ma się bowiem nijak do seksu, seksizm jest elementem władzy. W kulturze patriarchalnej, wzmacnianej ostatnio autorytaryzmem, klerykalizmem i maczyzmem, jest to władza mężczyzn nad kobietami. Nie odwrotnie.

Toteż z wielkim zdziwieniem przeczytałam wywiad z „badaczką społecznego postrzegania molestowania seksualnego” („Polityka”, 6 grudnia), która tego braku symetrii w posiadaniu władzy w ogóle nie dostrzegła. Metodologia jej badań oparta jest bowiem na podobnym do medialnego symetryzmie naukowym. Kto bowiem jest ofiarą seksizmu? „Polacy obojga płci”, „osoby” oraz „ludzie w ogóle”, którzy na przykład wywieszają kalendarze z innymi „gołymi ludźmi”.

Pani badaczka musiała widzieć taki kalendarz, bo ja nie. Widziałam za to kalendarze (oraz pisma) z „gołymi babami” w miejscu pracy.

Zapewne w badaniach (podobnie dzieje się w tych nad przemocą domową) chodzi o jakiś opacznie pojęty obiektywizm, zgodnie z którym nie stosuje się kategorii płci, bo wyjdzie, że mężczyźni są sprawcami, a to będzie dyskryminacja. Otóż większość mająca władzę nie może być przedmiotem dyskryminacji. To oksymoron. 
Czekamy na dalsze losy akcji, która zamiast oczyszczać, raczej zagęszcza atmosferę wokół bezspornego, choć – jak się okazuje – nienaukowego faktu, że to mężczyźni molestują kobiety. I że pora powiedzieć: dość!

zdjęcie: DAWID CHALIMONIUK, wyborcza.pl