Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Kongres Kobiet oczami mężczyzny

Dodano: 19 maja 2014

Patrząc na listy osób, które zarejestrowały się na VI Kongres Kobiet (ponad 9 tys. nazwisk), nie sposób nie zauważyć, że jest wśród nich coraz wiecej mężczyzn! Panowie byli też widoczni na sesjach, panelach i w kuluarach Pałacu Kultury i Nauki. Słuchali, notowali, zabierali głos i na pewno wyszli z Kongresu wzbogaceni. W nową wiedzę, w nowe perspektywy, we wspaniałą energię, której zastrzyk otrzymali wszyscy.
 
Autor listu, który poniżej zamieszczamy, zdecydował się pójść na VI Kongres za namową koleżanki. By posłuchać Justyny Steczkowskiej. I dostał to, po co poszedł. A nawet dużo, dużo więcej! To, czego doświadczył 9 i 10 maja w Pałacu Kultury, ma dla Niego taka wagę, że zapragnął nam o tym napisać. Dziękujemy za ten list. Jego treść jest dla nas budująca i motywująca. I już teraz zapraszamy na VII Kongres Kobiet. Oczywiście, z kolegami!  
 
 
Kongres Kobiet oczami mężczyzny

Co mężczyzna może robić na Kongresie Kobiet? Wybrać się na koncert Justyny Steczkowskiej, wystąpić na nim przed rzeszą kobiet, stać się przy tym ich maskotką, ale przede wszystkim stanąć twarzą w twarz z feminizmem. Będąc bowiem uczestnikiem VI Kongresu kobiet, obraz „Seksmisji” Juliusza Machulskiego i propagandowego hasła „Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy was nie zdradzi.”, tutaj zamienionego na: „Wspólnota, Równość, Odpowiedzialność”, cały czas do mnie gdzieś tam powracał. Będąc takim Albertem, bo bliżej mi do niego, niźli Maksa, otoczony zewsząd kobietami, brałem udział w jego szóstej edycji.

O funkcjonowaniu tego typu ruchu polityczno-społecznego wcześniej nie słyszałem. A jeśli tak, to moja niepamięć wzięła górę. W tak niecodziennym spotkaniu, pewnie nigdy nie wziąłbym udziału z racji płci odmiennej, gdyby moja koleżanka Joanna nie dała znać, że jednym z jego atrakcji jest wspomniany już koncert Justyny Steczkowskiej, który tym samym okazał się furtką do wielu spotkań i nawiązania nowych kontaktów. Poza tym kiedy zobaczyłem, jakie nazwiska stoją za tym przedsięwzięciem, z samego rana stawiłem się w miejscu kongresu, który przypadł na 9-ego i 10-ego maja.

Te nazwiska, o których wspomniałem, to nie byle jakie nazwiska. Z programu na stronie wyczytałem, że mam możliwość spotkania się z Krystyną Jandą, Krystyną Koftą, Hanną Bakułą czy Kazimierą Szczuką. Kobietami od lat przeze mnie szanowanymi, lubianymi i cenionymi. Dorota Warakomska, Danuta Hübner, Henryka Bochniarz czy Magdalena Środa, to kolejne inspirujące osobowości, które mimo że o zabarwieniu feministycznym, dane mi było tego dnia poznać. A kiedy dodamy jeszcze do tego prezydentową Annę Komorowską i prezydent m. st. Warszawy, Hannę Gronkiewicz-Waltz, które uświetniły swoją obecnością to wydarzenie, lista staje się jeszcze bardziej  imponująca.

Tegoroczny Kongres przypadł na 25-lecie odzyskania niepodległości, 10-lecie Polski w Unii Europejskiej i zbliżające się wybory. Przeprowadzone rozmowy szły ścieżką podsumowań, a także najistotniejszych bieżących tematów, jak choćby gender, wprowadzenie edukacji seksualnej w szkołach, pokonywanie stereotypów,  ułatwienie kobietom dostępu do biznesu i władzy. Ostatecznie wysłuchałem programu, postulatów i wielu inspirujących słów, choć czasem z mieszanymi uczuciami.

Dla mnie jednak najważniejsze było uczestniczenie w panelach centrów tematycznych. Z racji mojego wykształcenia wybrałem się na ten dotyczący Kultury w Sali Starzyńskiego. Kobiety w akcie kreacji, teatrze, literaturze, czyli dywagacje o borykaniu się na co dzień płci pięknej w życiu kulturalnym.

Kulminacją było przedstawienie Prezesowi Rady Ministrów Donaldowi Tuskowi ostatecznych postulatów Kongresu, takich jak kwestia związana z naprzemiennym umieszczaniem kobiet i mężczyzn na listach wyborczych zwanym suwakiem, szybka ratyfikacja Konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet, równa płaca za tą samą pracę, poprawa ściągalności alimentów, uchwalenie ustawy o związkach partnerskich, przywrócenie prawa do kontrolowania własnej rozrodczości czy wprowadzenie do szkół rzetelnej edukacji seksualnej.

Z całą stanowczością mogę rzec, że zostałem oczarowany kobietami, które wtedy spotkałem i poznałem. Zawsze uważałem, że, to istotna część społeczeństwa, czasem jednak spychana na dalszy plan. A już jako jednostka rządząca ma moim zdaniem wiele ciekawszych atrybutów, niż niejeden mężczyzna. Poza tym myślę, że ich większa ich liczba, trochę by w te zimne mury parlamentarne wniosła trochę więcej ciepła i powiewu świeżości. Sam wielokrotnie jako jednostka pracująca, podlegałem kobietom i przyznam, że „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.” Jakkolwiek, to stwierdzenie w pewien sposób może dotykać, kobieta jest na tyle zdeterminowana, że z niebywałym uporem i nieprawdopodobną konsekwencją, nawet gdy to zajmie trochę więcej czasu, osiągnie cel. Ale nie za wszelką cenę i nie po trupach. Bardziej dyplomatycznie i z większym urokiem osobistym.

Na kongresie poruszono też dla mnie istotną kwestię potencjału i strachu. Każdy z nas na co dzień spotyka się z niesprawiedliwością i dyskryminacją. Czułem więc, że i mnie dotyczyły omawiane kwestie. Wyjść z cienia, nie być nijakim. Walczyć z nijakością. Obronić swój potencjał. Nie bać się wyrażać własnego ja. Odcinać się od wszystkiego, co nam nie służy. Tak zapamiętam ten kongres.

Michał TAŁAJ