Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Dawać moc - to pomaga!

Dodano: 3 listopada 2015

Ewa Maciąg: Od wielu lat pracujesz z ofiarami przemocy. Wiele osób zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że kobieta pozwala partnerowi maltretować się, poniżać i przez lata tkwi w takim związku?

Magdalena Chojnacka: W zrozumieniu tego zjawiska pomaga zapoznanie się z cyklem przemocy, tj. z okresami, jakie występują w związku przemocowym. Po pierwsze, kobieta pamięta swojego mężczyznę z okresu, kiedy przemocy nie używał, a nawet jeżeli przejawiał zachowania zmierzające do przejęcia kontroli nad wszystkim, to kobieta odczytywała je jako przejaw zazdrości wynikającej z miłości do niej. Po drugie, w cyklu przemocowym obok fazy narastającego napięcia oraz ostrej przemocy, istnieje faza tzw. „miesiąca miodowego”, która jest okresem intensywnych pozytywnych emocji pomiędzy sprawcą a ofiarą. Pojawienie się tej fazy pomiędzy okresami bezwzględności i okrucieństwa powoduje, że kobieta łudzi się, iż znajdzie jakiś sposób – „klucz” do zachowania mężczyzny, pozwalający powstrzymać go i spowodować, żeby zawsze był dobry „bo przecież on potrafi taki być”.

I dlatego tak trudno wyrwać się z tej matni?

Warto zaznaczyć, że związki, w których istnieje przemoc, są związkami ludzi bardzo silnie emocjonalnie ze sobą związanych – o takiej intensywności uczuć zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, jaka w tzw. normalnych związkach nie istnieje.

Zachowanie kobiet doświadczających przemocy bywa często niezrozumiałe, irytujące, zniechęcające do pomagania.

Cierpią one bardzo często na różnego rodzaju zaburzenia emocjonalne, takie jak: częste popadanie w depresję, niepokój, niekontrolowane wybuchy płaczu, śmiechu czy agresji. Charakteryzują je często niezrozumiałe zmiany decyzji, ciągłe poczucie zagrożenia, niepewność. Trudno od nich oczekiwać racjonalnego postępowania i konsekwencji, ponieważ cały czas żyją w strachu przed sprawcą. Ofiary przemocy są często przekonane o bezskuteczności jakichkolwiek działań – uważają, że cokolwiek zrobią, nie będzie to miało żadnego znaczenia, gdyż zawsze znajdzie się powód do agresywnych zachowań partnera.

Skąd się bierze taka wyuczona bezradność?

Sprawca często latami poddaje ofiarę „praniu mózgu”. Proces ten powoduje całkowite podporządkowanie, utratę poczucia własnej wartości i przekonań oraz bezradność i bezkrytyczne przyjęcie rzeczywistości wykreowanej przez sprawcę. Typowe techniki to: izolacja, monopolizacja uwagi, doprowadzenie do wyczerpania, wywoływanie lęku i depresji, naprzemienność kary i nagrody, demonstrowanie wszechmocy i wszechwładzy, wymuszanie przysług. W efekcie dochodzi do przyjęcia przez kobietę tożsamości ofiary i do przekonania, że tak musi być – „taki jest jej los”.

Jak można jej umiejętnie, skutecznie udzielić wsparcia?
Najpierw zapewniając bezpieczeństwo fizyczne, a potem edukując na temat tego, co przeżywa ofiara. Trzeba jej tłumaczyć mechanizmy przemocowe, nazywać to, czego doświadcza, przestępstwem i zdejmować z niej odpowiedzialność za to, co się dzieje w jej życiu. Nie oceniać i nie krytykować, bardzo uważać na tzw. wtórne zranienie – pytania i sugestie, wywołujące w ofierze przekonanie, że to ona jest winna sytuacji, w jakiej się znalazła. Być cierpliwym, nie narzucać własnych rozwiązań i pomysłów na życie. Nie uzależniać pomocy ofierze od jej konsekwencji, gdyż ofiara jest niekonsekwentna. Nie obrażać się na ofiarę, gdy wróci do sprawcy, dawać jej nadzieję i okazywać cierpliwość. Nie straszyć własną asertywnością albo dyrektywnością. Dawać "moc".

Jak określić profil sprawcy przemocy?
Można wymienić pewne cechy psychologiczne i sytuacyjne, które występują często w przypadku sprawców przemocy, na przykład: nadużywanie lub uzależnienie od alkoholu (około 70-80 proc. sprawców), silna potrzeba kontroli wszystkich i wszystkiego, powodująca to, że sprawca izoluje, ogranicza i odcina dostęp do dotychczasowego środowiska ofiary, do źródeł wsparcia, brak podstawowych umiejętności komunikacyjnych oraz trudności w kontrolowaniu agresji. Nieradzenie sobie z frustracją oraz stresem np. zawodowym (funkcjonariusze), poza tym manipulowanie ofiarą oraz otoczeniem, tak aby "odebrać moc" i uzależnić ofiarę od siebie (emocjonalnie, ekonomicznie, fizycznie). Sprawca to osobowość antyspołeczna, ma także zaburzenia osobowości na tle zmian organicznych w mózgu.
Czy można się ustrzec przed wyborem przemocowego partnera? Na co zwracać uwagę?
Czasami trudno przewidzieć, jak nasz partner czy partnerka będzie zachowywać się w przyszłości. Ale takimi objawami, które powinny zwracać naszą uwagę są na pewno te cechy, o których mówiłam przy "profilu sprawcy". Często kobiety doświadczające przemocy opowiadają, że ich obecnie przemocowy partner w okresie np. narzeczeństwa przejawiał wiele zachowań, które były zapowiedzią właśnie stosowania przemocy w późniejszym życiu, ale wówczas one tłumaczyły sobie to zazdrością, miłością, pożądaniem. Czyli błędna interpretacja zachowań partnera spowodowana np. zauroczeniem jego osobą, zakochaniem może doprowadzić do tego, że będziemy żyć w przemocowym związku. Myślę również, że warto zwracać uwagę, jak nasz partner traktuje kobiety ze swojej  rodziny, np. mamę, siostrę; co mówi o kobietach i jak reaguje na naszą samodzielność, niezależność, ambicje i pomysły na realizowanie siebie. I jeśli czyni starania ograniczające nas albo wręcz wymaga porzucenia własnych zainteresowań czy planów, to warto się zastanowić, dlaczego to robi i o czym to świadczy.
Jak nakłonić sprawcę do podjęcia terapii?
Aby terapia miała sens i była skuteczna, sprawca musi przyznać się sam przed sobą, że to on ma problem i zachowuje się karygodnie. Musi przyjąć, iż prezentowane przez niego zachowania przemocowe to nie wina jego "beznadziejnej partnerki" lecz tylko i wyłącznie jego. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za przemoc spowoduje przełamanie silnych mechanizmów obronnych, które zniekształcają postrzeganie świata sprawcy i powodują, że nie widzi on powodów, aby coś zmienić. Dopiero osiągnięcie przez sprawcę fazy motywacji sprzyjającej zmianie daje gwarancję dużego prawdopodobieństwa, że człowiek nie powróci do zachowań, jakie prezentował wcześniej. Ale to jest bardzo trudne. Uważam, że osiągnięcie takiej fazy motywacji, która sprzyja zmianie jest trudniejsze i bardziej czasochłonne niż sama terapia prowadząca do zaprzestania stosowania przemocy. Czasami terapię zasądzają sądy w wyroku albo sprawca, odbywający karę pozbawienia wolności, kierowany jest do udziału w programie resocjalizacyjnym dla sprawców przemocy realizowanym na terenie danej jednostki penitencjarnej. Nie można mówić, że to całkiem nie ma sensu, ale warto mieć świadomość, że gdy motywacja jest narzucona z zewnątrz, to szanse powodzenia terapii maleją. Zdarza się, że motywacją dla mężczyzny będzie groźba odejścia żony, jej wyprowadzka z domu albo wręcz złożenie przez nią pozwu rozwodowego lub zgłoszenie sprawy w prokuraturze. Jednak ze względu na specyfikę zjawiska przemocy oraz cechy wiktymne ofiary to też nie zdarza się za często. Ofiary są niekonsekwentne: – straszą, ale nic nie robią, wycofują się z zeznań, są podatne na zastraszenie lub obietnice poprawy.

Skąd pewność, że "leczenie agresji" partnera się powiodło i kobieta może już czuć się z nim bezpieczna? 
Pewności stuprocentowej nie ma nigdy, na pewno życie zweryfikuje, czy chęć zmiany u sprawcy i jego udział w terapii był prawdziwy, czy tylko deklaratywny. Pozytywnym objawem, wskazującym na "wyleczenie", według mnie, jest akceptacja decyzji partnerki i uszanowanie tej decyzji. Jeżeli kobieta, wiedząc, że jej mąż uczęszcza na terapię pomimo wszystko podejmuje decyzję o odejściu od niego, to akceptacja tego stanu rzeczy świadczy właśnie o wyjściu z kręgu przemocy.

Przemoc domowa dotyczy również, co zaskakujące, bardzo wielu kobiet, pracujących w różnych służbach mundurowych. O tym zjawisku mówi się coraz bardziej otwarcie. Sytuacja funkcjonariuszek, doświadczających przemocy ze strony partnera, jest wyjątkowo trudna. Dlaczego tak się dzieje?

Okazuje się że stresująca praca wzmaga agresję, szczególnie w tak bezpiecznym miejscu, jakim jest dom. A z drugiej strony bycie funkcjonariuszką wcale nie chroni przed doświadczaniem przemocy ze strony bliskich, a może być czynnikiem utrzymującym w przemocy kobietę chodzącą w mundurze na co dzień.

Dlaczego tak jest?

Obok czynników społecznych, kulturowych i religijnych utrzymujących kobiety w przemocy, w przypadku „kobiet w mundurach” istnieją dodatkowe czynniki, powodujące „uwikłanie w przemoc”. Najważniejsze z nich to wstyd przed środowiskiem zawodowym. Jest on często większy niż strach przed sprawcą. Następnie obawa, że gdy prawda o mężczyźnie dopuszczającym się przemocy będzie ujawniona, to mężczyzna zostanie skazany wyrokiem karnym, co wiąże się ze zwolnieniem ze służby. Zatrudnienie w formacji mundurowej zapewnia stabilizację ekonomiczną. Utrata pracy w związku ze skazaniem z art. 207 KK może spowodować poważne problemy finansowe rodziny, a nawet utratę mieszkania służbowego. To jest wystarczającym „powodem do milczenia”.

Z kolei funkcjonariuszka – ofiara przemocy obawia się, że inni zobaczą jej słabość, i zaczną wątpić, czy poradzi sobie z obowiązkami służbowymi, skoro nie radzi sobie z własnym partnerem. Jeżeli funkcjonariuszka pełni stanowisko kierownicze, to zarazem może obawiać się utraty autorytetu u podwładnych. Kobieta może obawiać się też, że środowisko zawodowe uwierzy w argumenty mężczyzny, bo ma on nieskazitelną opinię w pracy, a ona dotąd nie zgłaszała jakichkolwiek problemów w małżeństwie. Może obawiać się też, że wesprze go grono kolegów ze względu na tzw. „męską solidarność”.

Na temat przemocy wypowiadałaś się wielokrotnie na różnych konferencjach naukowych i problemowych. Dwa lata temu brałaś udział w panelu, dotyczącym przemocy na Kongresie Kobiet…

Zaprezentowałam wówczas program profilaktyczny skierowany do funkcjonariuszek Służby Więziennej pt. „Być kobietą aktywną”, który stworzyłam wraz z koleżanką ze służby. Jest on realizowany raz w roku dla 30 kobiet pracujących w więziennictwie. Celem programu jest fizyczne i psychiczne wzmocnienie kobiet, ich wzajemna integracja, uświadamianie w obszarze przemocy, nauka samoobrony, zwiększenie poczucia wartości oraz pewności siebie, co ma decydujące znaczenie w sytuacjach zetknięcia się z przemocą.

Na warsztatach WenDo podczas Letniej Akademii Kongresu Kobiet brawurowo rozbiłaś deseczkę. Czy szkolenia z samoobrony dla kobiet mają sens?

Rozbicie deseczki było dla mnie niesamowitym przeżyciem. Do dziś deseczka stoi na honorowym miejscu, ponieważ jest dla mnie symbolem, że wszystko jest możliwe i że to ode mnie zależy, ile osiągnę w życiu. Uważam, że szkolenia samoobrony dla kobiet jak najbardziej mają sens. W programie, o którym już wspominałam, zajęcia z samoobrony prowadzi jednak mężczyzna. Na LAKK-u poznałam WenDo i się zakochałam. Przeszłam kurs samoobrony w ramach szkolenia oficerskiego. Ale WenDo to zupełnie co innego – tylko dla kobiet, prowadzi kobieta i bierze pod uwagę perspektywę kobiety i sposób widzenia świata przez kobiety. Jestem zafascynowana tymi zajęciami do tego stopnia, że chciałabym zostać taką trenerką i przekazać umiejętności i filozofię WenDo koleżankom ze służby.

Czy z Twojego doświadczenia w krytycznym momencie kobieta potrafi wykorzystać umiejętności, które nabyła podczas szkolenia?

Myślę, iż jest to bardzo indywidualne. Żadna z nas nie może być pewna tego, co zrobi w sytuacji ataku, dopóki do niego nie dojdzie. Ale to nie oznacza, że nie ma sensu przygotowywać kobiet do radzenia sobie w sytuacjach ekstremalnych. Wręcz przeciwnie. Niezwykle ważne jest to, co kobieta o sobie myśli, jaki jest jej poziom pewności siebie, akceptacji swojej osoby, jakie ma poczucie własnej wartości oraz – czy umie zachowywać się asertywnie. To jest właśnie filozofia WenDo, którą przekazywała nam na zajęciach trenerka Joasia Piotrowska. To też bardzo mnie w tych zajęciach ujęło.

Na co warto położyć nacisk?

Na to, żeby kobiety były nie tylko świadome swojej wartości, swoich zasobów, ale także swoich słabości i – żeby, biorąc to pod uwagę, podejmowały decyzję, czy będą uciekać w sytuacji zagrożenia, czy bronić się atakując napastnika.

Polska ratyfikowała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Wdrażanie jej zapisów to proces, który trwa. Które z wchodzących w życie procedur uważasz za najważniejsze, najbardziej potrzebne?

Powiem na początku, że cieszę się z tego, że ratyfikowano w Polsce Konwencję. Kiedy słyszałam wypowiedzi przeciwników ratyfikacji – „zwolenników tradycyjnej polskiej rodziny”, to włosy jeżyły mi się na głowie i zastanawiałam się, czy te osoby widziały chociaż raz taką „tradycyjną rodzinę” o trzeciej nad ranem z wozu policyjnego: kobietę z dziećmi w pidżamach przed domem, czekające na policję, gdyż boją się pijanego i agresywnego męża i ojca. Policję wezwali sąsiedzi, ponieważ żona by się nie ośmieliła. Za ważne uważam to, że Konwencja zakłada ściganie z urzędu sprawców zgwałceń i zapewnienie specjalistycznej pomocy ofiarom, a także obliguje do prowadzenia statystyk, dotyczących przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Ponadto uważam, że najbardziej potrzebne, szczególnie do zmiany sposobu myślenia, jest założenie Konwencji, iż istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją czyni skuteczniejszym przeciwdziałanie przemocy.

Czy widzisz efekty swojej pracy?

Oczywiście, że tak. Praca i działalność społeczna dają mi dużo satysfakcji, lubię pracować z ludźmi i pomagać ludziom. Nie wyobrażam sobie być urzędniczką za biurkiem, to nie dla mnie. Stykanie się na co dzień z osobami doświadczającymi przemocy w różnej formie spowodowało, że nie przeżywam już wszystkiego tak emocjonalnie jak na początku pracy. To pozwala mi skoncentrować się na zadaniu i jestem skuteczniejsza podczas interwencji, a ponieważ – jak już wspominałam – kobiety doświadczające przemocy są pozbawione własnej mocy, to dobrze działa na nie kontakt z drugą kobietą mającą moc, dyrektywną, ale też wspierającą. Satysfakcję daje też praca ze sprawcami przemocy, chociaż tutaj trudno, jak mówiłam, o taką prawdziwą, rzeczywistą motywację do zmiany. A bywa i tak, że zmiana jest nietrwała i że sprawca wracając po odbyciu kary do domu i rodziny wraca do starych „przyzwyczajeń”.

Czy sytuacja ofiar przemocy się poprawia?

Tak. O zjawisku przemocy mówi się dziś dużo więcej niż 15 lat temu. Zarówno kobiety jak i mężczyźni, są bardziej świadomi tego, jakie zachowania wpisują się w przemoc, ofiary są odważniejsze w zgłaszaniu przemocy we własnych domach. Na tę zmianę wpływ mają różnorodne kampanie, prowadzone w mediach, ogólnopolskie i lokalne akcje edukacyjne, działalność różnych fundacji i stowarzyszeń, mających na celu profilaktykę przemocy czy pomoc ofiarom. Myślę, że także kobiety się zmieniają, co wpływa na poprawę ich losu. Potrafią o siebie walczyć, przeciwstawić się, wiedzą, gdzie szukać pomocy.

Policjanci są szkoleni i zapoznawani ze specyfiką i mechanizmami przemocy, bardziej rozumieją, dlaczego kobieta, żyjąca w przemocowym związku zachowuje się tak, a nie inaczej, potrafią też krytycznie spojrzeć na sprawcę i rozpoznać manipulacje. Poza tym w interwencjach tzw. przemocowych pomagają procedury – bardziej dopracowane niż na początku.

Zmieniło się też podejście wielu sędziów i prokuratorów, którzy – oprócz wiedzy prawnej – mają większą wrażliwość i znajomość aspektów psychospołecznych, powodujących, że ofiara zachowuje się w specyficzny dla siebie sposób. Obserwuję to podczas przesłuchań w prokuraturze lub w sądzie, kiedy występuję w roli biegłej sądowej. Oczywiście nie zawsze jest tak „pięknie”, jak opisałam, ale ja jestem dobrej myśli, ponieważ znam wiele osób, które są bardzo zaangażowane w działalność antyprzemocową, rozumieją i czują to zjawisko – umieją pomagać.


                                                                     

 

…………………….

Magdalena Chojnacka (na fot. poniżej w środku, podczas ćwiczeń WenDo na Letniej Akademii Kongresu Kobiet) – mieszka w Kaliszu, od 18 lat funkcjonariuszka Służby Więziennej, psycholożka, seksuolożka. Prowadziła zajęcia grupowe dla mężczyzn, skazanych za stosowanie przemocy, działa społecznie w Stowarzyszeniu „Niebieska Linia”. Jako wolontariuszka jeździła w patrolach policyjnych i instruowała policjantów, jak postępować z osobami doświadczającymi przemocy. Pomagała wdrażać procedurę Niebieskiej Karty. Autorka kilku poradników i artykułów o tematyce antyprzemocowej. Działa aktywnie w Radzie do spraw Kobiet Służby Więziennej. Prowadzi badania na temat mobbingu w Służbie Więziennej.