Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

Centrum Zielone 2014, czyli galeria zielonych kobiecych sukcesów

Dodano: 10 listopada 2015

Prowadząca podsumowujący 2014 r. "zielony panel" – Ewa Sufin-Jacquemart. Uczestniczki panelu – trzy zeszłoroczne panelistki Kongresu Kobiet, jako że w międzyczasie odniosły sukcesy, o których warto opowiadać i którymi warto się dzielić:

Beata Maciejewska – pierwsza w Polsce pełnomocniczka prezydenta miasta ds zrównoważonego rozwoju w Słupsku. Dzięki tej funkcji ma szansę wprowadzać w życie swoje dotychczasowe zielone teorie, pragnienia, marzenia, wizje i nadzieje.

Beata Krupianik – szefowa Fundacji Karuna – ludzie dla zwierząt. Razem z dr Dorotą Sumińską wytoczyły ogólnopolską walkę hyclom robiącym niezliczone przekręty na bezdomnych psach i kotach.

Ewa Smuk Stratenwerth – jedna z pierwszych ekorolniczek, założycielka Ekologicznego Uniwersytetu Ludowego.

Wprowadzając pierwszą panelistkę, gospodyni Centrum Zielonego przypomniała definicję zrównoważonego rozwoju, który zaspokaja potrzeby obecnego i następnych pokoleń, łączy aspekty społeczne, ekonomiczne i ekologiczne. Podkreśliła, że dzięki Beacie Maciejewskiej zatrudnionej przez prezydenta Roberta Biedronia, Słupsk staje się pierwszym polskim zielonym miastem w praktyce.

Beata Maciejewska wcześniej działała w organizacjach pozarządowych, które projekty offowe usiłują wprowadzić do mainstreamu. Ona sama wielką szansę ich realizacji otrzymała w grudniu 2014 r., kiedy z wolnego strzelca stała się urzędniczką „w dworze króla Roberta Biedronia”. – Jest król Biedroń i jego świta, do tej świty weszłam z zewnątrz, a dookoła jest jeszcze cały dwór – zażartowała panelistka. – Pałacowe relacje to zderzenie się z aparatem biurokracji, ale jeśli ma się za sobą prezydenta i on mówi „rób, co chcesz, żeby to było zielone miasto”, to to się po prostu dzieje. Wszystko staje się możliwe – podkreśliła. NGO-sy to wizje, szeroki ogląd, różnorakie doświadczenia, administracja samorządowa zaś to procedury, ustawy, szczegóły. Jak widać, te dwa światy mogą się wzajemnie doskonale uzupełniać.

Strategiczne cele miasta to wprowadzanie zrównoważonego rozwoju, karty równości kobiet i mężczyzn, zapewnienie dostępu do dobrej żywności – aby wprowadzić w strukturę miasta jak najwięcej zielonej polityki, systemowo dostarczyć narzędzi, zadbać o wzajemne linkowania na wielu płaszczyznach – to robota na kilkadziesiąt lat.

W miejskiej Rada ds Zrównoważonego Rozwoju i Modernizacji, która powstała, zasiada 20 osób z różnych dziedzin, np. Edwin Bendyk, Joanna Erbel, Dariusz Szwed. Ich szerokie spojrzenia pomagają budować partycypacyjną strategię rozwoju miasta. Przy tej okazji wprowadzono też nową jakość – nigdy wcześniej nie zapraszano do szerokiej dyskusji urzędników z różnych wydziałów. Ratusz odważa się na eksperymenty – niektóre rzeczy nie wychodzą, np. ogrody społeczne, ktore zaprojektowano przy historycznie ważnym murze, i mieszkańcy miasta nie zgodzili się, żeby tam rosła marchewka. Ale za to w skrzynkach od Banku Żywności na dziedzińcu urzędu miasta założono ogródki ziołowo-warzywne. – To takie oswajanie ludzi z pomysłem. Wiemy, że o nim mówią, a w przyszłym roku jego realizacja pójdzie dalej – opowiadała Beata Maciejewska.

Zielony Punkt w mieście doradza, jak w gospodarstwie domowym oszczędzać energię, a w szkołach jest zdrowa, lokalna żywność. Powstały „zielone miejsca pracy”, czyli kilka bezrobotnych kobiet po przeszkoleniu zostało ekodoradczyniami, które doradzają, jak oszczędzać energię w gospodarstwie domowym, i mówią w imieniu miasta. Miasto, niestety, jest bankrutem z powodu aquaparku, typowego pomnika władzy poprzedniej kadencji, toczy się więc walka o przetrwanie i tę nową politykę – nową jakość, wspieraną przez Fundacje – Heinricha Bolla i inne. – Dlatego trochę czuję się, jakbym dalej była w NGO – jakby to była partyzantka – zakończyła swoje wystąpienie panelistka. Reakcja z sali była natychmiastowa: – To nie partyzantka, to się nazywa przedsiębiorczość!

Kolejną panelistką była Beata Krupianik, szefowa Fundacji Karuna – ludzie dla zwierząt, a towarzyszyła jej dr Dorota Sumińska, lekarka weterynarii, szeroko znana z udziału w programach telewizyjnych i radiowych.

Rozmowa zaczęła się od przypomnienia, że, niestety, nadal mamy w Polsce schroniska dla zwierząt z umieralnością 95 proc. Ale „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” i nasze dwie bohaterki wespół w zespół razem z prof. Magdaleną Środą udały się do Najwyższej Izby Kontroli. Prezes NIK wysłuchał ze zrozumieniem opowieści o masowych nadużyciach dokonywanych na bezdomnych psach i kotach, po czym przyłączył się do działań w ochronie zwierząt. Najpierw powstała Rada ds Wspierania Działań na Rzecz Ochrony Zwierząt – w połowie urzędnicza, a w połowie społeczna – a następnie przeprowadzono kontrole i na ich podstawie zredagowano dramatyczny raport NIK, z którego wynika, że 60-80 proc. budżetu gmin na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami wydawane jest tylko i jedynie na odławianie zwierząt, a biznes hyclowski jest bardzo dobrze rozwinięty z licznymi możliwościami przekrętów (tu o tym: http://www.fundacjakaruna.org/kastrujemy-bezdomnosc/ ). A tymczasem np. schronisko w Wojtyszkach o szumnej nazwie „hotel”, w którym 150 psów tłoczy się w jednym kojcu pod gołym niebem bez zapewnionych podstawowych warunków bytowych.

NIK przede wszystkim oświecił 150 gmin w kwestii, jak jest źle, jak są oszukiwane i jak są od nich wyłudzane pieniądze. Następnie odbyła się konferencja i wypracowano następujące rozwiązania:

– zmiany w edukacji dzieci i młodzieży – wszak w każdym domu są jakieś zwierzęta domowe;

– przekierowanie części środków z wyłapywania bezdomnych zwierząt na czipowanie, sterylizację i kastrację tych, które są „domne” („Bo bezdomność bierze się z domności” – argumentowała Dorota Sumińska);

- współpraca gmin z organizacjami pozarządowymi, w których jest wiedza i odpowiednie podejście do problemu.

 – Wojewoda łódzki został jednym z pierwszych koalicjantów Karuny i po zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań o 95 proc. spadła liczba podrzuconych do schronisk szczeniąt, a umieralność ich spadła do 4 proc. – przekazała Beata Krupianik. – W 2013 r. było 240 psów w schronisku, a w 2015 już „tylko” 90!

Na zakończenie spotkania dr Dorota Sumińska zaapelowała do obecnych: – Oswojone zwierzę nie boi się człowieka, a udomowione zwierzę nie potrafi przeżyć bez jego pomocy. Jestem lekarką weterynarii, jestem wykastrowana i jestem zdrowa. Zacznijmy od swojego podwórka, od swoich zwierząt, wykastrujmy je i broń Boże nie rozmnażajmy ich!

Ostatnia gościni, Ewa Smuk-Stratenwerth, została rolniczką ekologiczną, chociaż w Polsce na żadnym poziomie edukacji nie uczy się rolnictwa ekologicznego. Dlatego dzięki swojej zagranicznej edukacji w Danii i Szwajcarii (jest biolożką-antropolożką) założyła z mężem w Grzybowie jedno z najstarszych gospodarstw ekologicznych w Polsce – z własną biopiekarnią i bioserownią – a przy nim Ekologiczny Uniwersytet Ludowy, który współpracuje m.in. z: Eko-oko, Stowarzyszeniem Ziarno, Ashoka Poland.

Swoją wypowiedź na temat uniwersytetu ludowego Ewa Smuk zaczęła od cytatu z Junga: „Uczenie nie polega na napełnianiu naczynia, ale na rozpalaniu ognia”, czyli: w nauczaniu liczy się nie tylko wiedza, ale przede wszystkim pasja i motywacja. Podobne uniwersytety ludowe w Skandynawii działają już od 150 lat, robiąc roczne kursy dla 10-15 proc. młodych z każdego rocznika, na których jest dużo zajęć praktycznych, nauki rzemiosła. Polskie tradycje to Ignacy Solarz i ks. Antoni Ludwiczak, a w Polsce dziś są wg panelistki dwa godne tego miana Uniwersytety Ludowe Rzemiosła Artystycznego – w Woli Sękowej na Podkarpaciu i Kaszubski.

Po odwołaniu się do początków wyższego szkolnictwa ludowego w Polsce i Europie Ewa Smuk pasjonująco opowiadała, jak razem z mężem zdobyli mln euro na budowę budynku, a następnie zbudowali w dziesięć miesięcy nowoczesny obiekt z pompą ciepła, kolektorami słonecznymi – w zgodzie z kulturą regionu, w czym pomagali wolontariusze z innych krajów. Następnie pozyskali grant z programu Erazmus+ na projekt Building key competences and folk school pedagogy in XXI Europe w duchu edukacji grundtvigowskiej. Dzięki temu na Uniwersytecie Ludowym nauczane są przedmioty takie jak:

– genius loci – holistyczne spojrzenie na unikalność danego miejsca;

– kuźnia ważnych pytań, komunikacja i praca zespołowa;

– sztuka uczenia się i dokumentacji;

– gleba-rośliny-zwierzęta-człowiek, czyli cyrkularna gospodarka, która naśladuje cykle przyrody.

Razem są to 104 dni nauki stacjonarnej + 14 miesięcy praktyk. I tak w tym momencie na uniwersytecie studiuje grupa „szczęśliwa 19” – ludzie z miasta, z korporacji, po studiach. Dzień zaczynają wspólnym śpiewem, wykłady odbywają się w zagajniku, jak najwięcej zajęć na zewnątrz, na łonie przyrody, w towarzystwie zwierząt.

– Zwierzęta są potrzebne, chociaż wszyscy dzisiaj pasjonują się permakulturą – przekonywała Ewa Smuk. Swoje wystąpienie zakończyła cytatem z papieskiej encykliki „Laudato Si”, z którego przesłaniem się identyfikuje, mówiąc: – Działamy „pod prąd współczesnym tendencjom wirtualizacji świata i ograniczania dostępu do przyrody, do zasobów dla wszystkich”.