Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

“Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem…”

Dodano: 11 stycznia 2016

Apolityczne media publiczne to jeden z filarów demokratycznego państwa, a walka o ich niezależność jest obowiązkiem nie tylko dziennikarzy. Kierując się tym przekonaniem, wzięłyśmy udział w warszawskiej pikiecie Komitetu Obrony Demokracji w obronie wolności słowa i niezależnych mediów publicznych. Manifestacja była odpowiedzią na przyjętą przez parlament i podpisanią przez prezydenta tzw. "małą ustawę medialną", po wprowadzeniu której Telewizja Polska, Polskie Radio i Polska Agencja Prasowa stają się mediami narodowymi, nadzorowanymi przez Radę Mediów Narodowych, a jej członkowie powoływani są przez Sejm, prezydenta i Senat.

“Wolne media, wolny człowiek!”, “Wolność słowa, polska mowa!”, "Dziennikarze, nie partyjni sekretarze!" – takie m.in. hasła wznosiłyśmy_liśmy. O sile kłamstwa, które obezwładnia i paraliżuje i naszym obowiązku prostowania tych kłamstw. O tym, że “jesteśmy tu, bo nie możemy być nawozem historii! Ta nasza energia nie jest tylko energią sprzeciwu, musi nam się udać stworzenie koncepcji prawdziwie wolnych mediów!” (S. Blumsztajn). I o tym, że “odpowiedzialność za to, co będzie z mediami, spoczywa na każdym z nas” (prof. W. Osiatyński). I o tym, że nie pozwolimy, by z mediów wykluczano kobiety, kulturę i to, co nie podoba się władzy (S. Sierakowski) przemawiano. To niektóre z tematów (haseł) poruszanych przez mówców – dziennikarek_rzy i publicystek_ów – wśród których była też prezeska Stowarzyszenia Kongres Kobiet, Dorota Warakomska – nie pierwszy raz uczestniczyła w manifestacji KOD w obronie demokracji, ale pierwszy raz stanęła na mównicy.

– To jest dla mnie ważny moment – bo właśnie mija 25 lat od chwili, gdy po raz pierwszy weszłam do gmachu TVP na placu Powstańców – tak zaczęła swoje wystąpienie. I dalej mówiła:

– W styczniu 1991 r. zostałam stażystką w “Wiadomościach”. A potem relacjonowałam prace kolejnych rządów i obserwowałam zmieniające się władze i przekształcenia w TVP – od prawa do lewa, od lewa do prawa. Świetnie pamiętam czasy, gdy w 1992 r. „komisarzem politycznym“ w “Wiadomościach” był Jacek Kurski. Pamiętam, jak wzywał mnie na dywanik karcąc, jak śmiałam zadać niewygodne pytanie ministrowi. Teraz zakaz zadawania niewygodnych pytań i zakaz krytyki rządzących będzie obowiązującą regułą. 17 lat pracowałam w Telewizji Polskiej, znam tę instytucję doskonale i wiem, że była niedoskonała, ale zawsze ludzie w niej pracujący – dziennikarze, operatorzy, kierownicy produkcji, montażyści i inni (bez względu na światopogląd) – stawali na rzęsach, żeby dostarczyć ludziom jak najpełniejszych, wiarygodnych informacji. Dziś boję się, że podporządkowanie telewizji publicznej jednemu sposobowi myślenia i jedynemu słusznemu zestawowi wartości sprawi, że tematy otwierające nas na świat, na różnorodność, na budowę społeczeństwa obywatelskiego, równouprawnienia kobiet i mężczyzn zejdą na dalszy plan. Boję się, że dostęp do informacji publicznych się pogorszy i zagrożona będzie kultura, gdyż w nowych mediach narodowych wydarzenia lub spektakle nie mieszczące się w tradycyjnych ramach mogą być cenzurowane lub wręcz eliminowane – Dorota Warakomska zabrała głos jako dziennikarka i prezeska Kongresu Kobiet – stowarzyszenia i ruchu społecznego, który opowiada się za demokracją. A wolność słowa to wartość i warunek demokracji. Wolność słowa to nie przywilej, ale prawo. Dobro, o które walczyłyśmy_liśmy, i które wspólnie musimy chronić.

      

 

     

(Fot. Agata Zbylut – bardzo dziękujemy!)