Polski English Français
Kongres Kobiet
Kongres Kobiet

  

“Media bez kobiet” - relacja z sesji na VII Kongresie Kobiet

Dodano: 9 października 2015

– Dlaczego tak się dzieje, że w mediach są niemal wyłącznie mężczyźni? – rozpoczęła panel profesor Magdalena Środa i przypomniała badania wskazujące na 83-procentowy udział mężczyzn w różnych spotkaniach i rozmowach w mediach, przy tylko 17 procentach kobiet.

Prowadząca, Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji, przedstawiła  jego uczestniczki i uczestników: Paulinę Młynarską, Krystynę Koftę, Roberta Biedronia, Tomasza Lisa – ludzi, którzy, jak oceniła, temat mediów “znają od podszewki”, jako dziennikarze czy ludzie często  pojawiający się w mediach.

Po ogłoszeniu tytułu panelu, jak powiedziała Eliza Michalik, pojawiło się wiele głosów, także ze strony dziennikarek, że nie jest prawdą, iż w mediach nie ma kobiet. – W mediach są kobiety, ale to są wyjątki. A wyjątki nigdy nie są powodem, żeby nic nie robić – uznała prowadząca. Dodała również, że temat “media bez kobiet”, to m.in. także styl języka, którym mówi się o kobietach w mediach czy zatrudniania w nich kobiet na najniższych stanowiskach. Wspomniała też o badaniach Anny Dryjańskiej i Piotra Pacewicza dotyczących tego, kto jest najczęściej zapraszany do najważniejszych programów w radiu i telewizji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla przypomnienia – co m.in. ujawnili autorzy tych badań:

“Masa ludzi – 644 osoby. W tym 126 kobiet, czyli 20 proc. – mniej więcej tyle wychodzi w badaniach polskich i światowych mediów, także w naszych poprzednich monitoringach z cyklu "Media bez kobiet".

Ale nie taka jest prawda ekranu (i mikrofonu). Osoby zapraszane występowały średnio aż po siedem razy, ale panowie częściej. Tak często, że liczba wizyt męskich wyniosła 3206, a kobiecych 493, co daje już tylko 13 proc. Taka jest prawdziwa obecność kobiet w programach komentujących wydarzenia.” http://wyborcza.pl/1,75478,17798385,Kto_jest_zapraszany_do_najwazniejszych_programow_w.html /

Eliza Michalik zwróciła też uwagę na to, że to, co kluczowe, np. “obróbka informacji”, decydowanie o tym, która z nich trafi do szerokiego obiegu jest zazwyczaj w gestii mężczyzn.

– Szczególnie mnie irytuje, że najważniejsze tematy – ekonomia, gospodarka, sprawy zagraniczne – są oddawane do komentowania mężczyznom. Kobiety komentują sprawy urody, wyglądu, jakieś pseudopsychologiczne tematy, jakiś dom, jakieś kwiatki – coś, co w opinii publicznej jest uznawane za mało ważne – powiedziała także. Wspomniała również o podpisywaniu osób wypowiadających się w reportażach – mężczyzn zwykle z użyciem imienia i nazwiska, a kobiet jako bezimienne np. “sąsiadka”, “mieszkanka bloku” etc.

Pytanie jakie postawiła panelistom Eliza Michalik:

 – Dlaczego ten świat, który jest pełen kobiet (w Polsce kobiety to ponad 50 proc. społeczeństwa) jest pokazywany z tak bardzo męskiej perspektywy? To nie jest gorsza perspektywa, ale to perspektywa męska.

Krystyna Kofta uznała, że kobiety w mediach są – choć fizycznie jest ich mniej – za to mnóstwem spraw kobiet zajmują się mężczyźni – politycy, księża… Stwierdziła też, że kobiety są zapraszane do programów politycznych, ale jako “satelitki mężczyzn”. Jako przykład kobiety “wynajętej przez partię polityczną”  wskazała Beatę Kempę i przytoczyła jej wypowiedź  n/t zgwałconej 14-latki o tym, czy powinna urodzić dziecko? Beata Kempa na to pytanie Moniki Olejnik zadane w “Kropce nad i” – jak relacjonowała pisarka – odpowiedziała, że “jest to bardzo skomplikowana sprawa”. Krystyna Kofta wyznała, że sama stara się nie brać udziału w programach, w których występują kobiety “wynajmowane przez partie polityczne, mówiące złe rzeczy na temat innych kobiet.”

Brak kobiet w mediach pisarka uznała za “błąd strukturalny”, sprawę, która istniała już dawniej, w czasach “Solidarności”, kiedy kobiety były obecne, ale “umiarkowanie”. Przypomniała też transparent pokazywany w chwili zwycięstwa “S”: “Kobiety nie przeszkadzajcie nam, my robimy politykę” i zwróciła uwagę, iż te kobiety, które miały nie przeszkadzać stworzyły “Tygodnik Mazowsze”, z którego następnie powstała “Gazeta Wyborcza”. – I te wszystkie kobiety zostały wycofane – podsumowała. A następnie wspomniała też o swojej obecności w mediach, motywowanej kwestią zdrowia kobiet:

– I tu jest przyzwolenie na to, żeby się pokazywać, nawet, jeśli się jest tzw. osobą kontrowersyjną – oceniła.

Nawiązując do ostatniej książki Krystyny Kofty pt. “Suki”, Eliza Michalik zagadnęła pisarkę o to właśnie, często stosowane wobec kobiet, określenie. – Jeżeli w mediach prezentuje się własne zdanie, to jest się zimną suką. Media starają się przedstawiać kobiety trochę tak, jak w reklamach: że są to miłe, uśmiechnięte panie, które piorą, ale ponieważ teraz już wiele się zmieniło, to, czasami, nawet siedzą przy komputerze – odpowiedziała Krystyna Kofta. Przypomniała też, że obecnie wyższe wykształcenie ma więcej kobiet, niż mężczyzn i dlatego jednak trzeba się z kobietami liczyć. Wspomniała, iż obserwuje pewne zmiany także na rynku wydawniczym, na którym kiedyś piszące kobiety były dziwnym zjawiskiem:

 – No ale dlaczego pani pisze, przecież nie jest pani brzydka? - podała przykład dawnego podejścia do pisania przez kobiety.

W kontekście jednak pewnych zmian na lepsze, pisarka doceniła feministki i Kongres Kobiet. A na koniec wspomniała o podziale mediów na prawicowe i lewicowe czy liberalne. Stwierdziła, że liberalne pokazują ludzi z “tamtej strony”, ale prawicowe nie zapraszają nigdy tych o poglądach lewicowych czy liberalnych. – A ja wielokrotnie mówiłam, że chętnie przyjdę do Radia Maryja czy TV Trwam. Ja się nie boję. Nie agituję, bo na Kongresie Kobiet tego się nie robi. Ja tylko namawiam do refleksji – zakończyła.

Kolejna panelistka, dziennikarka i pisarka, Paulina Młynarska opowiedziała o swoim programie  “Lustro”. Wspomniała, że od początku swej pracy w kobiecej telewizji obserwuje programy i “zjawisko tzw. metamorfozy”, które polega na “przerabianiu podmęczonej kobiety na księżniczkę, która w międzyczasie poddawana jest okrutnej ocenie przez przepięknie wyglądającą dobrą wróżkę”. – No a teraz będą czary mary, założysz obciskające majtki i będziesz piękna – opisała w skrócie tego typu programy Paulina Młynarska.

Program “Lustro” ma być pewnego rodzaju odwróceniem tej sytuacji. Zaproszone do studia znane kobiety mają pokazać się takimi, jakim są, bez makijażu, bez masek. – Nie chodzi o to, by robić sensację: zobacz, gwiazda bez makijażu! Chodzi o człowieka, który ma twarz, a na niej wypisane przeżycia i to może być pretekstem do głębszej rozmowy – wyjaśniła.

Powiedziała też, że prawdą jest, iż kobiety w mediach “upycha się w tematy urodowe, lajfstylowe, psychologiczne na poziomie psychologii kuchennej”, dając im do zrozumienia, iż to, co jest poważne, prestiżowe, to domena mężczyzn.

Dziennikarka zastanawiała się też nad tym, dlaczego nie ma w Polsce żeńskiego odpowiednika kogoś takiego, jak np. Kuba Wojewódzki. Mówiła, że inteligentne, opiniotwórcze talk show, ale prowadzone przez kobiety, są w wieczornych pasmach o dużej oglądalności w wielu krajach Europy. – A u nas jest Kuba i Wodzianka w bikini – podsumowała. Powiedziała też, że genialną kobietą do prowadzenia w Polsce takiego programu byłaby Dorota Wellman, z czym wyraźnie zgodziła się się publiczność, nagradzając tę wypowiedź oklaskami.

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy słucham wypowiedzi moich koleżanek, to bardzo się identyfikuję z nimi – nie tylko przez identyfikator, który określa mnie “panelistką” – zwierzył się kolejny dyskutant – Robert Biedroń, który powiedział, zwracając się do uczestniczek Kongresu: – Czuję cholerne wkurzenie, które wy możecie czuć, bo jestem gejem i przez wiele lat słuchałem tych wszystkich, mądrych facetów, którzy siedzieli w tych wszystkich mądrych programach i zawsze lepiej wiedzieli, co z tymi gejami trzeba zrobić, jak ich traktować. Byłem zawsze wściekły, że w dyskusji w męskim gronie, same heteroseksualne samce alfa wiedzą lepiej, czego ja chcę, jakim strasznym zboczeńcem jestem i gdzie powinienem być.

Robert Biedroń wyraził przypuszczenie, że “takie samo wkurzenie” mogą czuć kobiety, gdy oglądają program, np. “Kawa na ławę”, w którym dyskutuje się o aborcji, partytetach, suwakach… bez udziału kobiet. Powiedział też, że kiedyś zwrócił uwagę prowadzącemu na brak kobiet w programie i usłyszał w odpowiedzi, iż to autorski program tego dziennikarza i to on będzie decydował. Oklaskami nagrodzono propozycję Roberta Biedronia, by, w geście solidarności z kobietami, jego koledzy odmawiali udziału w takich programach.

Przyznał też, że ma pewien przywilej charakterystyczny dla naszej kultury:

– Nawet będąc gejem, jestem zapraszany do takiego programu, bo jestem facetem.  Robert Biedroń stwierdził następnie, że w dużej mierze za tego typu kulturowe postawy odpowiadają babcie, matki, wychowanie... Uznał to za wielki błąd, bo potem odbija się to na traktowaniu tychże babć, matek, żon, córek przez mężczyzn. Przyznał, że sam kiedyś opowiadał seksistowskie kawały obrażające kobiety, bo nie rozumiał problemu.

– Niemożliwe – skomentowała to wyznanie Eliza Michalik.

– Niestety – odpowiedział prezydent Słupska dodając, iż do tej pory czasem jeszcze musi korygować pewne rzeczy.  

Robert Biedroń przypomniał też odpowiedź rzeczniczki rządu na pytanie Magdaleny Środy, dlaczego na zdjęciu członków rządu na okładce “Gazety Wyborczej” w 2008 r. nie ma kobiet. – Rzeczniczka odpowiedziała: wypadły z kadru. Zbyt często jest tak, że kobiety wypadają z kadru. Musimy to zmienić – podsumował panelista.

Powiedział też, że jednym z jego pomysłów, jak to zmieniać jest organizowanie dyskusji, paneli i zapraszanie do nich kobiet, które znaleźć można w ogólnopolskiej bazie ekspertek na stronie http://ekspertki.org/

Przypomniał o roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zachęcił także media publiczne, by, realizując swoją misję, zajrzały do Konstytucji.

Krystyna Kofta, odnosząc się do stwierdzenia prezydenta Słupska, że jednak jego do różnych programów zapraszają, uznała: – Robert Biedroń jest zapraszany do telewizji i akceptowany trochę na tej zasadzie, że każdy antysemita ma jednego, ulubionego Żyda.

Uniknąć nadmiaru jednomyślności, nie zgadzając się z większością wypowiedzi poprzedników, postanowił ostatni już panelista, dziennikarz, redaktor, pisarz – Tomasz Lis. – Zrezygnuję z oklasków i mówienia o poniewieranych kobietach, a uratuję panel  – zapowiedział i, podając przykłady ze swojej firmy, “Newsweeka”, wymieniał, ile kobiet pełni tam odpowiedzialne kierownicze stanowiska.

Przerwał mu Robert Biedroń pytając, ile do tej pory było szefowych - kobiet “Newsweeka”. – Jeszcze żadnej – odpowiedział Tomasz Lis. /Robertowi Biedroniowi dziennikarz zrewanżował się pod koniec panelu, pytając żartobliwie, dlaczego kobieta jest wiceprezydentem a nie prezydentem Słupska?/

Przedstawiając kolejny kontrargument odnośnie wcześniejszych wypowiedzi naczelny ?“Newsweeka” stwierdził:

– Słyszymy, iż wstrętni seksiści, mizogini zapraszają do studia prawie wyłącznie mężczyzn, a jeśli kobiety prowadzą jakieś programy, to na ogół o prasowaniu i o tym, jak być perfekcyjną panią domu. Halo, halo, obudźmy się! Przecież to nie jest prawda. Kto jest główną dziennikarką polityczną Superstacji? Pani Michalik. Kto jest główną dziennikarką polityczną TVN24? Pani Olejnik. Jak nie pani Olejnik, to pani Pochanke, a jak nie pani Pochanke, to pani Werner.

Dodał, że również w telewizji publicznej i w “Polsacie” sytuacja pod tym względem nie wygląda źle, a jeśli są pretensje o dobór gości, to powinny być one w większości kierowane do kobiet. Ocenił też, że największymi seksistkami są kobiety, a najwięcej zła kobiecie jako osobie publicznej wyrządzić może inna kobieta. By skonkretyzować zarzut, spytał: – Czy pani Joanna Mucha, ministra, minister, jak kto woli, padła ofiarą wyłącznie wstrętnego seksizmu mężczyzn, czy kobiet w równym albo większym stopniu?

W odpowiedzi Eliza Michalik stwierdziła, że może Tomasz Lis nie rozumie idei Kongresu, która nie opiera się na przekonaniu, iż “samiec – twój wróg.” Zachęciła, by nie mówić o walce, ale o tym, jak wspólnie popracować, aby było lepiej.

Tomasz Lis, wracając do konkretnych przykładów ze swego środowiska, powiedział, że kobiety zajmują tam eksponowane stanowiska absolutnie nie dlatego, że chodzi o parytety, ale o jeden tylko powód: – Są świetne! – ocenił i dostał brawa.

Uzupełniając wypowiedź naczelny “Newsweeka” dodał: – Są zdecydowanie mniej histeryczne albo w ogóle nie są histeryczne. Są systematyczne, metodyczne, lojalne, kompetentne, twórcze.

Powiedział też, że analizy sprzed paru miesięcy pokazały, że to on jest dziennikarzem najczęściej zapraszającym kobiety do swego programu – 30 proc. gości to kobiety. Tym samym Tomasz Lis wyprzedził znacznie nawet panie, dziennikarki zapraszające gości do swoich programów.

– Żeby była jasność, wcale ich nie zapraszam dlatego, że są kobietami, ale dlatego, że są kompetentne. Także Roberta Biedronia nie zapraszałem i nie zapraszam dlatego, że jest gejem, bo to jest jego sprawa, ale dlatego, że ma coś do powiedzenia – wyjaśnił.

Zastanawiając się z kolei nad tym, czy w Polsce nie ma seksizmu, Tomasz Lis uznał, że jest, że to prawda również, iż kobiet w mediach jest za mało I że za mało zarabiają. Powiedział jednak, iż nie chciałby, by “na potrzeby Kongresu Kobiet i lania miodu na serca uczestniczek” mówiono to, co chcą usłyszeć, upraszczając sytuację dużo bardziej skomplikowaną.

Po wystąpieniach panelistów, nie pozostało już czasu na dyskusję, która miała szanse ciekawie się rozwinąć, bo Tomaszowi Lisowi rzeczywiście udało się ratowanie panelu przed nudą, zagrożeniem, które często płynie z wyrażania tych samych czy podobnych opinii. Pozostałe siedem minut do końca spotkania dyskutujący zdecydowali się oddać uczestniczkom Kongresu. Wśród nich była Anna Jakubowska, która powiedziała o pokazywaniu przez media kobiet w różny sposób i zwróciła uwagę na sposób siedzenia dyskutujących: – Dwie panelistki (Tomasz Lis i Robert Biedroń – przyp. autorki) siedzą swobodnie, nogi rozłożone, dwie są spięte. Obyśmy to zmieniły – powiedziała.

Inna uczestniczka Kongresu, zwracając się do Tomasza Lisa, stwierdziła, że do jego programów zapraszane być mogą tylko kobiety kompetentne, tylko takie mają szansę. – A mnóstwo bęcwałów, mężczyzn przychodzi do telewizji i oni się nie wstydzą. I koledzy dziennikarze też nie wstydzą się ich zapraszać. Żeby kobieta była w telewizji, musi być bardzo dobra, mężczyzna nie musi – oceniła.

Następnie zabrała głos dziennikarka Ewa Wanat. Powiedziała, że popiera opinię Tomasza Lisa w kwestii zapraszania kobiet do mediów. Stwierdziła, że jest faktem, iż zapraszane kobiety bardzo często odmawiają przyjścia do programu, zwłaszcza porannego. I to jest często powodem zapraszania mężczyzn.

Smutnym podsumowaniem tego niezwykle interesującego panelu mogłyby być słowa Tomasza Lisa, który powiedział, że w przypadku potwierdzenia się sondaży szybko nastąpią zmiany w mediach: – Po tych zmianach szalenie eksponowane będą pewne kobiety w mediach. I nie wiem czy panie będą z taką samą stanowczością powtarzać postulat o obecności kobiet w mediach, gdy będzie Pawłowicz24.

Weselszym podsumowaniem może być to, co powiedział  już zupełnie na koniec naczelny “Newsweeka”, który zwierzył się, że nie miał lepszego szefa, niż obecna szefowa wydawnictwa, dzięki której “nie ma tego cholernego, testosteronowego trzepotania skrzydełkami, nie ma tej idiotycznej, męskiej walki o terytorium, o to, że “ja jestem większym samcem alfa”.

– I zgadzam się z tym: nie ma żadnego powodu, żeby kobiet wśród szefów mediów nie było o niebo więcej niż jest wśród osób decyzyjnych w mediach. I nie chodzi o parytety, ale o to, że naprawdę są świetne, można na nich polegać, są fantastyczne – powiedział Tomasz Lis zapewniając, iż mówi o tym z pełnym przekonaniem.

 

Aleksandra Aida Zawisza